Polskie kluby w pierwszej kolejce Ligi Europy nie zdobyły punktu. Po środowej porażce Jagiellonii z Olympiakosem w Pireusie (1:2), w czwartkowy wieczór Lech nie miał szans z angielskim Crystal Palace (0:4).
Crystal Palace ma swój czas w Europie
Ostatnie zmiany w formatach europejskich pucharów – najpierw utworzenie Ligi Konferencji, a potem rozbudowanie rozgrywek – przyniosło nie tylko nowe szanse dla takich lig jak Ekstraklasa i pojawienie się w fazie grupowej zespołów z Gibraltaru czy Wysp Owczych. Również najsilniejsze ligi, jak angielska Premier League, mogą wystawiać w Europie zespoły nie widywane dawno (jak Nottingham Forrest rok temu i Sunderland w tym) lub nigdy (debiut Crystal Palace w poprzednim sezonie i Bournemouth w tym).
W tym sezonie Anglia ma aż dziewięć (!) zespołów w europejskich pucharach, to niemal połowa liczebności Premier League. Jest to możliwe m.in. dzięki temu, że Crystal Palace zwyciężył w Lidze Konferencji. Rok temu Londyńczycy swój debiut na arenie międzynarodowej celebrowali jak święto, a karnawał rozszerzyli na cały sezon. W finale pokonali hiszpańskie Rayo Vallecano, a w półfinale ukraiński Szachtar Donieck (ten wcześniej odprawił Lecha), więc jak na rozgrywki trzeciej kategorii, rywali mieli solidnych.
Teraz wymagania zarówno dla Londyńczyków, jak i dla Poznaniaków są wyższe, bo w Lidze Europy trudno już spotkać zespoły tak przypadkowe, jak zdarza się to we wcześniejszej fazie Ligi Konferencji.
Crystal Palace – Lech 4:0. Gole z „asystami” Poznaniaków
Pierwsze minuty meczu Lecha z Crystal Palace zwiastowały, że w Londynie nie skończy się bezbramkowo. Już po czterech minutach gry oba zespoły miały na koncie po dwa strzały, a zwłaszcza Mikael Ishak musiał żałować, że w dobrej sytuacji w polu karnym nie trafił czysto w piłkę. Potem szwedzki kapitan Lecha miał jeszcze jedną okazję, wtedy futbolówkę uderzył już mocno i dość precyzyjnie, ale nie na tyle, by trafić do bramki.
Lech tak naprawdę podarował gole rywalom, a pierwszy z nich będzie się wyróżniał nawet w galerii najbardziej kuriozalnych strat bramek polskich zespołów. O ile naszym drużynom zdarzało się tracić gole po wyrzutach z autu w wykonaniu rywali (patrz: Polska – Ekwador na mundialu 2006), o tyle tu piłkę z autu miał... Lech. A konkretnie obrońca z Ghany Terry Yegbe, który chciał rzucić futbolówkę do kolegów na środku obrony, a podaj ją prosto pod nogi rywala. Hiszpan Yeremi Pino spokojnie pokonał Mateusza Lisa i w 10. minucie było 1:0. O ironio, Yegbe w ostatnich meczach Lecha nie wystąpił, a poznańscy kibice domagali się jego gry.
Drugi gol to nieprzypilnowany po rzucie rożnym Chris Richards (strzał głową w 27. minucie). Trzeci – strata piłki przy swoim polu karnym przez Joela Pereirę, po chwili faul w polu karnym Radosława Murawskiego (Strand Larsen z karnego w 34. minucie). Wynik meczu tuż przed końcem meczu ustalił Eddie Nketiah (89. minuta).
Kiedy kolejne mecze Lecha w Lidze Europy?
Kolejnym rywalem Lecha będzie Bayer Leverkusen – mecz w Poznaniu 15 października. Tydzień później, też na stadionie przy ul. Bułgarskiej, mecz Lech – Sunderland (22 października). Następnie Lecha czekają dwa wyjazd w listopadzie – do Lizbony na mecz z Benfiką (5 listopada) i do Belgii na spotkanie z Unionem Saint-Gilloise (26 listopada). Jeszcze w grudniu Lech podejmie Ferencvaros (10 grudnia), a już w 2027 roku spotka się z portugalskim Torreense (u siebie) i na Krecie z OFI (na wyjeździe).