W roku 1997 przyjechał do Warszawy z Częstochowy. Miał dwadzieścia lat, był zawodnikiem Rakowa już z pierwszymi doświadczeniami oraz bramkami w ekstraklasie i reprezentantem Polski juniorów w kilku kategoriach wiekowych.

Na Łazienkowskiej spędził (z krótkimi przerwami) 23 lata, ale można odnieść wrażenie, że nawet kiedy wypożyczano go do innych klubów jako zawodnika lub tracił pracę jako trener, mentalnie zawsze był w Legii.

Czytaj więcej

Jacek Magiera nie żyje. Drugi trener reprezentacji miał 49 lat

Jacek Magiera znał Legię od środka

W roku 1993 zdobył tytuł mistrza Europy w kategorii do lat 16. Kiedy prawie ten sam zespół Andrzeja Zamilskiego zajął czwarte miejsce na mistrzostwach świata U-17 w Japonii, Jacek Magiera był jego kapitanem. Podobnie jak w reprezentacji olimpijskiej Pawła Janasa, grającej o awans na igrzyska w Sydney. Koledzy nadali mu przezwisko „Magik”.

Magiera debiutował w Legii 9 kwietnia 1997 w wygranym meczu w Bełchatowie. Trenerem był Władysław Stachurski. W ciągu dziewięciu sezonów rozegrał 176 meczów ligowych. Na krótko wypożyczano go do Widzewa i Rakowa. Stawiali na niego trenerzy Stefan Białas, Mirosław Jabłoński, Jerzy Kopa i Dragomir Okuka, a nie doceniali Franciszek Smuda i Dariusz Wdowczyk. Jak to w życiu.

Magiera kończył karierę w roku 2006 w Cracovii, gdzie sprowadził go Stefan Białas. Miał trzydzieści lat, mógł jeszcze grać, ale wolał zostać trenerem.

– „Wiedziałem, że nim będę już w wieku 16 lat, kiedy z reprezentacją Polski zostałem mistrzem Europy juniorów. Już wtedy prowadziłem pierwsze zajęcia z dziećmi. Ale miałem bardzo dobre wzorce trenerskie. Mój pierwszy trener w Częstochowie Zbigniew Dobosz i pierwszy w seniorach Rakowa Gothard Kokott byli naprawdę wspaniali dla młodego chłopaka. Dobosz wychował między innymi Jurka Brzęczka. Kimś równie ważnym był mój trener w reprezentacji juniorów Andrzej Zamilski” – opowiadał Jacek Magiera w rozmowie z autorem.

Nic dziwnego, że w jego przypadku nie było przerwy między zejściem z boiska a zajęciem miejsca na ławce trenerskiej. 20 grudnia 2006 podpisał pierwszy kontrakt trenerski. Legia zatrudniła go w roli asystenta Dariusza Wdowczyka. Pełnił tę funkcję także u boku Jacka Zielińskiego, Stefana Białasa, Macieja Skorży i Jana Urbana.

Czytaj więcej

Jacek Magiera: Cały czas pod prądem

Jako trener samodzielny prowadził rezerwy Legii, a 24 września 2016 został trenerem pierwszej drużyny. Zwolniono Albańczyka Besnika Hasiego, przez chwilę zastępował go Aco Vuković, postawiono na Magierę i wszyscy dobrze na tym wyszli. Legia zakończyła sezon na pierwszym miejscu, a Jacek Magiera stał się drugim (po Edmundzie Zientarze) człowiekiem, który został mistrzem Polski w barwach Legii jako piłkarz i trener (na tej liście jest jeszcze Vuković).

Ma jeszcze jedną zasługę. W czasach Daewoo, kiedy znał już dobrze Legię od środka i widział, że szkolenie w tym klubie niemal nie istnieje, zwrócił się do władz z propozycją. Wraz z kolegami z boiska Tomaszem Sokołowskim, Maciejem Murawskim oraz trenerem i rzecznikiem Legii Piotrem Strejlauem przedstawił projekt stworzenia akademii piłkarskiej.

Propozycję przyjęto, ale nie było warunków do pracy z dziećmi. Należało ogłosić nabór, przyjąć trenerów, opracować harmonogram pracy itp. Początkowo więc wymienieni piłkarze sami, bezpłatnie prowadzili zajęcia z dziećmi na trawiastej części stadionu, znajdującej się za bramkami. Zwłaszcza od strony Kanału Piaseczyńskiego. Akademia Legii zaczęła zasługiwać na tę nazwę już w czasach Mariusza Waltera, który był jej orędownikiem.

Magiera rozmawiał z każdym, o wszystkim

Magiera uważa, że im lepiej pozna zawodnika od każdej strony, tym bardziej go rozumie i łatwiej mu z nim pracować. Kiedy zaczął samodzielną pracę w Legii wprowadził zwyczaj wspólnych śniadań w klubie, o godz. 9. Wszyscy opowiadali sobie o dzieciach, które rozwieźli do żłobków i przedszkoli, żonach, chorych rodzicach lub dziadkach. To wszystko powodowało, że drużyna czuła wspólnotę. Ze sobą, z klubem, z kibicami. A potem, na boisku, jeden walczył za drugiego.

– Kiedy chcę z zawodnikiem porozmawiać prywatnie, żeby lepiej go poznać – mówił Magiera – wolę zrobić to na neutralnym gruncie, czasem przy obiedzie. Nikt nam nie przeszkadza, więcej można sobie powiedzieć. Pytam ich o rodziny, dzieci, nawet co im się śniło. Dwa - trzy zdania i odmieniają się relacje zawodnika z trenerem.

Najtrudniej było na początku. W sobotę, 24 września oficjalnie zostałem trenerem Legii, a we wtorek prowadziłem ją w pierwszym meczu, i to od razu w Lidze Mistrzów. Przyglądałem się zawodnikom na jednym treningu, a poznawałem ich w drodze do Lizbony. Obserwowałem, jak zachowują się na lotnisku, w samolocie, w hotelu, na nowym dla siebie stadionie. To jest spora wiedza, wiele mówiąca o ludziach i przydatna w podejmowaniu decyzji przez trenera.

Czytaj więcej

Jacek Magiera: Nie toleruję dziadostwa

Magiera był zwolennikiem pracy małymi krokami z jasno wyznaczonym celem. Zaczynając Ligę Mistrzów od porażki 0:6 z Borussią i 0:2 ze Sportingiem, Legia marzyła, żeby w ogóle strzelić bramkę. Dokonała tego i to na Santiago Bernabeu. Potem – żeby zdobyć punkt. Udało się w meczu z Realem w Warszawie, mimo że przegrywała od pierwszej minuty 0:1. Wyciągnęła na 3:2 i to Hiszpanie bardzo starali się o trzecią bramkę. Krok następny – wygrać. Zwyciężyli w rewanżu ze Sportingiem i wyszli z grupy. A pół roku później zostali mistrzami Polski.

Jacek Magiera pracował przy Łazienkowskiej niemal dokładnie rok. We wrześniu 2017 zastąpił go Chorwat Romeo Jozak. Nawet kiedy stracił pracę, wierzył, że to nie koniec. Zorganizował na Stadionie Narodowym konferencję pod nazwą „Świadoma podróż przez karierę”, na której zgromadził wielu znanych piłkarzy i trenerów. Rozdawał wtedy książkę  „Szczęście czy fart” hiszpańskich autorów, profesorów ze szkoły zarządzania w Barcelonie, mówiącą o tym, co zrobić, żeby zapracować na szczęście.

Przekonywał, że zwolnienie z pracy nie jest tragedią, kontuzja też nie, pod warunkiem, że ma się swoje cele i każdą nawet niekorzystną sytuację się odpowiednio wykorzysta. Wkrótce został wicedyrektorem  w PZPN, odpowiedzialnym za rozwój piłki młodzieżowej i trenerem reprezentacji Polski do lat 20, biorącej udział w mistrzostwach świata w naszym kraju.

Wyszła z grupy, Magiera przejął młodszy rocznik i po jakimś czasie zrezygnował. Nikt go nie zwalniał, mógł mieć ciepłą posadkę w PZPN, on wolał codzienny kontakt z zawodnikami i nerwy co tydzień. Poszedł do Śląska, po roku go zwolnili, po czym z przeprosinami poprosili, żeby jednak wrócił. Magiera nie unosił się honorem, wiedział, że odchodził w połowie pracy. Wrócił i w roku 2024 zdobył z bardzo przeciętnymi zawodnikami Śląska wicemistrzostwo Polski. Zgromadzili tyle samo punktów co Jagiellonia. Przegrali bramkami.

Wolał codzienny kontakt z zawodnikami, niż zaszczyty

To nie mogło trwać wiecznie, więc po kolejnych miesiącach zwolniono go definitywnie. Pozostał we Wrocławiu, żeby dzieci mogły spokojnie kontynuować naukę i nie musiały zostawiać szkolnych kolegów. Mieszkanie w Warszawie i tak czekało.

Czytaj więcej

Jacek Magiera o mistrzostwach świata do lat 20

Jacek Magiera był magistrem historii. W akademii im. Jana Długosza w Częstochowie obronił pracę pod tytułem „Historyczna i heraldyczna emblematyka na podstawie klubów piłkarskich”.

Jego dziennik trenerski, prowadzony przez lata na bieżąco i oprawiony w grube tomy w kilku egzemplarzach, gotowych po zakończeniu każdego sezonu stanowi kompletny przewodnik dla szkoleniowców.

W CV zabrakło mu jednego. W juniorskich i młodzieżowych reprezentacjach Polski rozegrał 99 meczów. Do pierwszej dotarł dopiero jako drugi trener, asystent Jana Urbana. Trzydzieści pięć lat po tym, jak w Częstochowie zaczął grać w piłkę. Urban wybrał na asystenta Magierę, bo miał doświadczenia pracy z nim w Legii.

Wiedział, że może liczyć nie tylko na jego fachowość, ale i lojalność. A wyznawali takie same zasady etyczne, w których najważniejsza była praca i uczciwość. I obydwaj bardzo przeżywali porażkę Polski ze Szwecją. Czy mogła się ona przyczynić do kłopotów Jacka Magiery z sercem, z którym wcześniej nie miał problemów? To już nie ma znaczenia. Ale właśnie w taki sposób odchodziło wielu trenerów piłkarskich. Ta praca może powalić każdego, a uczciwych i przejmujących się zwłaszcza. I nawet takich twardych jak Magiera.