Taka jest specyfika meczów barażowych. Awansuje ten, kto wygrywa. Polacy zrobili wszystko, żeby zwyciężyć. Sztab trenerski może mieć czyste sumienie, bo niczego nie zaniedbał. Biorąc pod uwagę mecz z Albanią i specyfikę gry Szwedów, Urban zmienił nieznacznie skład i były to wybory właściwe.

Oczywisty był występ Nicoli Zalewskiego, ale powrót Przemysława Wiśniewskiego już nie. Tym bardziej, że po przejściu ze Spezii do Widzewa Łódź wtopił się w szarość. Urban uznał jednak, że Wiśniewski lepiej sobie poradzi z potężnymi Szwedami niż grający z Albanią Tomasz Kędziora i się nie pomylił.

Reprezentacja Polski pod wodzą Jana Urbana. Zmianę już widać

Fakt, że to Wiśniewski popełnił błąd przy decydującej bramce Viktora Gyokeresa, który „przestawił” Polaka w polu karnym, uniemożliwiając mu interwencję. Dobry sędzia odgwizdałby faul. Ale Slavko Vincić był sędzią słabym, a Wiśniewskiego nie można nazwać winowajcą.

Czytaj więcej

Szwecja – Polska 3:2. Nie jedziemy na mundial, pierwszy raz od 12 lat piłkarskie święto bez nas

Zalewski jest dla dzisiejszej reprezentacji kimś takim, jak 20 lat wcześniej Euzebiusz Smolarek. Podobny talent, wychowany w zagranicznej szkole. Kiedy ma piłkę przy nodze, to chce nią grać, a nie oddać ją jak najszybciej, jak to często polscy piłkarze mają w zwyczaju. W ten sposób pozbywają się odpowiedzialności.

Urban stara się to zmienić. On wychował się w Polsce, ale kilkanaście lat spędzonych w Hiszpanii na boisku i ławkach trenerskich ukształtowały go na tyle, aby wiedzieć, że w piłce chodzi o to, żeby strzelić więcej goli niż przeciwnik. Sam był napastnikiem (świetnym, z przyjemnością oglądałem jego występy w Górniku i reprezentacji), a jako trener zawsze wmawiał swoim zawodnikom, że wychodzą na boisko po zwycięstwo, a nie przetrwanie.

Takiej mentalnej zmiany dokonuje właśnie w reprezentacji. Od czasu jej przejęcia nie upłynął jeszcze rok, a już widać zmianę w sposobie gry. Świadczy o tym nie tylko bilans jej spotkań w tym okresie: pięć zwycięstw, dwa remisy, jedna porażka oraz bramki 15:9, ale i styl.

Jeszcze do niedawna, oglądając mecze Polaków, gryźliśmy palce ze zdenerwowania. Jeśli prowadzili, to baliśmy się, że nie utrzymają przewagi, jeśli przegrywali, to rzadko udawało im się odrobić stratę. Więcej w tej grze było kunktatorstwa i kalkulacji, która nie zawsze się opłaciła, niż radości i piękna.

Gdyby nie Robert Lewandowski, na którego błysk zawsze można było liczyć, Piotr Zieliński (błyszczał zbyt rzadko jak na swoje możliwości) i kolejni bardzo dobrzy bramkarze (Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny, Łukasz Skorupski), byłoby jeszcze gorzej.

Szwecja – Polska. To nie sędzia doprowadził do naszej porażki

Teraz, siedząc na trybunach lub przed telewizorami, coraz częściej nie myślimy: „o Boże, zaraz stracą następną”, tylko: „kiedy wreszcie strzelą”, bo gra do takiego optymizmu upoważnia.

Wynika to nie tylko z nastawienia: „gra się po to, żeby wygrać”, ale i ofensywnego ustawienia drużyny. Czasami na granicy ryzyka. O ile zestawienie obrony (trzech lub czterech zawodników) nie ma większego znaczenia i może się zmieniać w trakcie gry, to skrzydła już raczej nie. Czy ten, który gra na skraju boiska, jest bocznym obrońcą, włączającym się do ataku, ofensywnym skrzydłowym, czy „wahadłowym”, będącym w połowie obrońcą, a w połowie skrzydłowym.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Smutek, żal i złość

Szuka się więc takich piłkarzy, którzy mają umiejętności, szybkość i siłę pozwalającą im zająć taką pozycję. Zalewski na pewno, Matty Cash czasami, Michał Skóraś jeszcze rzadziej, a Przemysław Frankowski kiedyś tak, ale ostatnio w ogóle nie.

Równie istotny jest dobór zawodników do środka pola. Nikt nie kwestionuje potrzeby posiadania w drużynie defensywnego pomocnika. W reprezentacji Polski kogoś takiego na poziomie europejskim nie mieliśmy. Grał Bartosz Slisz, ale on pełnił rolę zastępcy kogoś, kogo nie można było znaleźć. To był taki symbol futbolu, jaki już do niczego nie prowadzi. Polegał na przeszkadzaniu, przytrzymywaniu piłki, oddawaniu jej do najbliższego partnera.

Slisz u Urbana też grał, bo stanowił zawsze jakieś zabezpieczenie. Tyle że taki futbol nie porywa. W spotkaniach z Albanią i Szwecją, w których liczyło się zwycięstwo, Slisza już nie zobaczyliśmy (poza chwilą na Stadionie Narodowym, kiedy trzeba było utrzymać wynik).

Czytaj więcej

Robert Lewandowski publikuje post na Instagramie, który rodzi pytania

Kiedy nie ma takiego piłkarza, odpowiedzialność za grę defensywną rozkłada się na innych. Zobaczyliśmy więc w roli obrońców zawodników tak kreatywnych jak Piotr Zieliński czy Sebastian Szymański, a nawet napastników. Pewnie, że to ryzykowne, ale tak pozostanie, dopóki jako defensywny pomocnik nie pojawi się ktoś równie utalentowany jak Oskar Pietuszewski. Tyle że on błyszczy jako szybki drybler, a na harującym w środku pola pomocniku, który nie tylko piłkę odbierze, ale i rozpocznie atak, trudno się poznać. I rzadko jest to zawodnik bardzo młody.

Polska przegrała najważniejszy mecz, jeszcze nie możemy po tym ochłonąć, więc opinie mogą nie być ani wyważone, ani obiektywne. Ale to nie sędzia doprowadził do porażki, Szwedzi mieli tyle szczęścia, ile Polacy w spotkaniu z Albanią, a nasza reprezentacja, chociaż podoba nam się coraz bardziej, nie gra jeszcze na światowym poziomie i nie wiadomo, czy Urban zdoła do tego doprowadzić.

„Nie słyszałem, żeby ktoś się kłócił o premie”

Zasługą sztabu jest też umiejętność zmobilizowania wszystkich zawodników. 37-letni Robert Lewandowski walczy przez 90 minut, 31-letni Piotr Zieliński również. Były jeszcze niedawno takie mecze, w których i ja (bo kibice zazwyczaj mieli takie podejrzenia) podejrzewałem niektórych graczy, że oszczędzają siły, ponieważ w weekend czekają ich mecze ligowe w swoich zagranicznych klubach.

Czytaj więcej

Okazja do rewanżu na Szwedach już niedługo. Co jeszcze czeka kadrę Urbana w tym roku?

Teraz tego nie ma. Koszulka reprezentacji jakby odzyskała nadrzędną wartość i nie słyszałem, żeby ktoś się kłócił o premie.

Żal kibiców wynika nie tylko z tego, że grając dobrze i ambitnie, ponieśliśmy porażkę, ale że spotkało to ludzi, o których pracy słychać niemal wyłącznie dobre opinie. Psuć zaczęło się, kiedy w styczniu 2021 r. prezes PZPN Zbigniew Boniek zwolnił z funkcji selekcjonera Jerzego Brzęczka, mimo wywalczonego przez niego awansu na mistrzostwa Europy.

Boniek był fantastycznym piłkarzem, ale na trenerce się nie znał i ciągu zdarzeń nie przewidział. Zwalniając Brzęczka i zatrudniając Paulo Sousę, wyrządził wiele złego. Cezary Kulesza nie chciał być gorszy i przyjął do pracy Fernando Santosa. Obydwaj Portugalczycy traktowali swoje obowiązki w Polsce jak pańszczyznę, niczego reprezentacji nie dali, zabrali natomiast dużo pieniędzy.

Nie pamiętam, kiedy selekcjoner reprezentacji Polski po przegranym meczu był żegnany brawami. Jego drużyna też

Czesław Michniewicz był na stanowisku selekcjonera typem Dyzmy, a Michał Probierz chciał być ważniejszy od piłkarzy i zasłaniał ich swoimi marynarkami. To się nie mogło dobrze skończyć. Kiedy odchodzili, nikt ich nie żałował.

Teraz sytuacja jest niezwykła. Nie pamiętam, kiedy selekcjoner reprezentacji Polski po przegranym meczu był żegnany brawami. Jego drużyna też. To wynika nie tylko z faktu, że ta reprezentacja daje coraz częściej radość, ale że trener jest normalnym człowiekiem. Nie udaje kogoś innego i nie robi happeningów na konferencjach prasowych, mówi zrozumiałym dla każdego językiem, jako doświadczony piłkarz i trener ma dobry kontakt z zawodnikami, dobiera współpracowników pod kątem ich kompetencji, a nie osobistych znajomości, a do tego jest sympatyczny.

Takim ludziom jak on, jego asystenci Jacek Magiera czy Józef Młynarczyk, się kibicuje, więc kiedy przegrywają, to jakbyśmy sami ponieśli porażkę. Być może prezes Cezary Kulesza nawet nie ma świadomości, że reprezentacja traktowana jest przez kibiców jako substancja niezależna od PZPN. Bo związek często swoimi błędnymi decyzjami wystawia się na krytykę, a reprezentacja pracuje tak, jak należy. Mimo że jest przecież ciałem PZPN.

Podobnie jak reprezentacja młodzieżowa, która w eliminacjach do mistrzostw Europy odniosła ósme zwycięstwo i bez straty punktu prowadzi w swojej grupie. Jej trenerem jest Jerzy Brzęczek. Im więcej przyzwoitych fachowców, tym większa szansa na radość, którą powinna dawać piłka. Ale mundialu żal…