Spotkanie na PGE Narodowym podsyciło wątpliwości, czy obecne reguły kwalifikacji do barażów są uczciwe, skoro w odległości dwóch zwycięstw od awansu na mistrzostwa Europy znalazła taka drużyna, jak Estonia — z 123. miejsca w Rankingu FIFA, która od blisko dwóch lat nie wygrała meczu o stawkę. Polacy wysokim zwycięstwem wypełnili obowiązek, choć warto pamiętać, że ostatnio kanonady w starciach z takimi rywalami wcale nie były oczywiste.
Polacy za kadencji Czesława Michniewicza i Fernando Santosa w żadnym meczu nie strzelili więcej niż dwóch goli, choć grali w tym czasie z Mołdawią czy Wyspami Owczymi. Więcej: dwie konfrontacje z tym pierwszym rywalem dały nam tylko punkt. Ostatni raz trzy bramki nasi piłkarze zdobyli w listopadzie 2021 roku, kiedy w eliminacjach Euro 2020 mierzyliśmy się na wyjeździe z Andorą (4:1).
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski wygrała z Estonią 5:1 i we wtorek zagra z Walijczykami o awans do finałów mi...
Teraz Polacy przez 90 minut byli w strefie komfortu, zwłaszcza że jeszcze w pierwszej połowie drugą żółtą kartkę dostał Maksim Paskotsi. Warto jednocześnie pamiętać, że jeszcze niedawno sami z wygodnego położenia potrafili się wytrącić. Najważniejszym przykładem był ubiegłoroczny występ w Kiszyniowie, gdzie prowadzili 2:0, ale — jak przyznał później Jan Bednarek — poczuli, że są już na wakacjach i w efekcie doznali wstydliwej porażki.
Polska — Estonia. Za co można pochwalić reprezentację Polski
Tym razem Polacy byli głodni. Dążyli do kolejnych goli i umieli dobić rywala, zamiast podawać mu tlen, jakby chcieli odkleić łatkę minimalistów. Pochwała przymiotów tak oczywistych pokazuje jednocześnie, jak po przeżyciach ubiegłego roku — zajęliśmy trzecie miejsce w grupie eliminacyjnej z Czechami, Mołdawią, Albanią i Wyspami Owczymi — obniżyliśmy oczekiwania wobec kadrowiczów.