Jak ocenia pan czteroletnią kadencję Cezarego Kuleszy?

Była bardzo trudna, bo na taką ocenę zawsze wpływają wyniki reprezentacji. To kompatybilne. Jeżeli wyniki są, to na wiele innych rzeczy przymykamy oko, a gdy ich brakuje, zaczynamy wyciągać sprawy, które się nie podobają. Spadek z Ligi Narodów, porażka z Finlandią i zagrożony awans do mistrzostw świata… Cóż, przyzwyczailiśmy się do tego, co działo się za kadencji Zbyszka Bońka. Dziś to wygląda nieco inaczej, taka jest rzeczywistość. Rozmawiam jednak z działaczami i to nie jest beton. Wchodzą nowe programy. Jest dużo rzeczy, które można lepiej rozwinąć. Miejmy nadzieję, że będzie tylko lepiej, a pomoże w tym awans na mistrzostwa świata. Prezes ma tu dużo do powiedzenia, skoro nominuje selekcjonera.

Czytaj więcej

Cezary Kulesza nadal prezesem PZPN. Mądry król i źli dworzanie

Kto powinien nim zostać?

Jan Urban. To kandydat, który mógłby szybko znaleźć wspólny język z piłkarzami i przekonać ich, aby dogadali się między sobą. Jego doświadczenie w pracy z najlepszymi polskimi klubami, gdzie miał do czynienia z różnymi charakterami, sprawia że mógłby sobie poradzić. Eliminacje to przecież jeszcze nic straconego. Pamiętam swój pierwszy mecz za kadencji Leo Beenhakkera. Przegraliśmy wtedy z Finlandią i to był najlepszy moment, aby wytłumaczyć sobie, co nas boli, jakie systemy treningowe są najlepsze oraz jak powinien wyglądać mikrocykl. Porozmawialiśmy. Leo powiedział wtedy: „Ja to widziałem inaczej, ale skoro wy tak mówicie, to musimy to zmienić”. Pamiętamy, co stało się później. Mam nadzieję, że na tej porażce też się dużo nauczymy.

Doświadczenie Jana Urbana w pracy z najlepszymi polskimi klubami, gdzie miał do czynienia z różnymi charakterami, sprawia że mógłby sobie poradzić na stanowisku selekcjonera

Nie wierzy pan w powrót Jerzego Brzęczka przy wsparciu Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka?

Jesteś tak silny, jak twoi asystenci i jeżeli masz ludzi z doświadczeniem wokół siebie, to unikniesz wielu błędów. Potrzebujemy osobowości, ludzi otaczających selekcjonera. Każdy z nas ma przecież momenty chwiejne i kiedy przychodzi stres, czasami jesteśmy w takim transie, że nie wiemy, co się dzieje. Potrzebujemy wtedy takich osób. Autorytety wpływają na wyobraźnię, ale czy jest na to właściwy czas? Na razie mówimy o życzeniach. Łukasz ma inne plany. Trudno też powiedzieć, jak obaj współpracowaliby z Robertem Lewandowskim, skoro to relacja szorstka. Powiedziałbym więc takiemu rozwiązaniu: „tak”, ale sześć lat temu.

Czytaj więcej

Futsalowy węzeł gordyjski. UEFA rozcina go Słowenią

Co z opaską kapitana reprezentacji Polski?

To sytuacja, którą musi rozwiązać nowy selekcjoner. Sama opaska nie jest problemem. Kapitana budują bowiem ludzie wewnątrz zespołu, on nigdy nie rządzi i nie podejmuje decyzji sam. Byłem w wielu piłkarskich szatniach i wiem, że zawsze ma wokół siebie kilku doświadczonych zawodników, którzy go wspierają. Nie wiem, czy Piotr Zieliński ma predyspozycje, aby być tym kapitanem. Może pod nieobecność Lewandowskiego – tak. Ale teraz trudno powiedzieć, czy to najlepsze rozwiązanie. Pamiętajmy ponadto, że najpierw sam Robert musi zdecydować, czy chce dalej grać dla reprezentacji. Trzeba wszystko zresetować i później budować na tych zgliszczach.

Udział w rozmowie brali przedstawiciele kilku redakcji