Kapitan reprezentacji jest dziś cieniem najlepszej wersji siebie i choć kilka dni temu strzelił dwa gole dla Barcelony, to trudno uciec od wrażenia, że pozycja 35-latka w klubie momentami się chwieje.
Jeden z najlepszych napastników świata przestał być nietykalny. Nie zawsze broni się dziś grą oraz golami, więc dziennikarze coraz częściej sięgają po tematy zastępcze.
Ostatni taniec
Lewandowski przed meczami z Czechami (17 listopada) i Łotwą (21 listopada) mówił nie tylko o drużynie narodowej, ale także tłumaczył, dlaczego podczas spotkania z Deportivo Alaves (2:1) obsztorcował 16-letniego Lamine’a Yamala.
Czytaj więcej
Jan Bednarek wrócił do reprezentacji Polski, pracę stracili za to dwaj trenerzy. Odchodzą Remigiusz Rzepka i Andrzej Kasprzak, których zastąpią Mat...
To był epizod wyrwany z kontekstu: Polak krzyknął na kolegę z zespołu, kiedy ten oddał strzał, zamiast odegrać piłkę, a następnie nie podał mu dłoni. Wystarczyło, żeby madrycka prasa napisała o nieeleganckim geście, choć przecież później obaj wspólnie świętowali gola.
Tydzień wcześniej Lewandowski nie przybił piątki Xaviemu, bo rozmawiał wówczas z jego asystentem o kontroli antydopingowej.
– Hiszpańska prasa żyje sytuacjami wyolbrzymionymi albo nawet zinterpretowanymi po swojemu. To są mało ważne rzeczy, wręcz błahe. Nie mam zamiaru się z nich tłumaczyć, głupio mi nawet o tym mówić – podkreśla Lewandowski.
Napastnik szuka formy z najlepszych lat i coraz częściej daje argumenty, aby dyskusje o nim zdominowały tematy pozapiłkarskie. Jedni zastanawiają się, co chciał przekazać między wierszami w wywiadzie, a inni, czy podczas mundialu w Katarze koledzy faktycznie nie chcieli z nim grać w siatkonogę.
Ostatnie mecze reprezentacji z Wyspami Owczymi (2:0) oraz Mołdawią (1:1) pokazały, że drużyna narodowa bez Lewandowskiego kuleje, bo kapitan przez lata był gwarancją goli w spotkaniach z rywalami słabszymi, ale nie wiadomo, czy wciąż dodaje jej skrzydeł.
35-latek nie chciał zdradzić, jak wynik meczu z Czechami wpłynie na jego decyzję o przyszłości w drużynie, ale Probierz – projektując przyszłość kadry pod kątem mistrzostw – musi raczej budować reprezentację bez niego.
Wojciech Szczęsny, Kamil Grosicki czy Lewandowski wciąż dają twarz reprezentacji, ale najbliższe miesiące mogą być ostatnim tańcem tego pokolenia. Dziś w kadrze nie ma połowy zawodników, których rok temu Czesław Michniewicz zabrał do Kataru. Trzech może za chwilę zadebiutować w reprezentacji, sześciu kolejnych spośród powołanych zagrało mniej niż pięć meczów w drużynie narodowej.
Czytaj więcej
Reprezentacja Polski zaczyna ostatnie w tym roku zgrupowanie. Robert Lewandowski mówił o przyszłości i o tym, że zwycięstwo z Czechami może zbudowa...
Problemy zdrowotne ma Matty Cash, z gry w kadrze zrezygnował Grzegorz Krychowiak, a powołania nie dostali: Kamil Glik, Arkadiusz Milik, Krzysztof Piątek, Bartosz Bereszyński, Jakub Kamiński, Szymon Żurkowski, Michał Skóraś, Krystian Bielik, Artur Jędrzejczyk, Robert Gumny i Kamil Grabara. Szansę na debiut mają z kolei Marcin Bułka, Bartłomiej Wdowik oraz Karol Struski.
Rachunek sumienia
Probierz nowych rozwiązań szuka w obronie oraz środku pola. Wśród piłkarzy obserwowanych przez jego sztab byli podobno nawet Miłosz Trojak (Korona Kielce) i Aleks Ławniczak (Zagłębie Lubin), czyli niewyróżniający się ligowcy, a do drużyny narodowej wrócił Jan Bednarek.
– Miesiąc temu były ból, smutek oraz rozczarowanie. Tak czułby się jednak każdy ambitny człowiek. Najważniejsze, że zrobiłem rachunek sumienia i mocno pracowałem, aby wrócić. Robię małe kroki do przodu. Rozwinąłem się chociażby pod kątem rozgrywania, bo w klubie zmienił się styl gry i teraz raczej budujemy akcje, niż gramy z kontry – wyjaśnia gracz Southampton.
Jest weteranem, bo wystąpił w reprezentacji 52 razy. Wśród kandydatów do środka obrony Tomasz Kędziora ma 32 mecze, Jakub Kiwior – 17, a Paweł Bochniewicz, Mateusz Wieteska i Patryk Peda – łącznie siedem. Seryjne kontuzje sprawiają, że trudno widzieć w kadrze Pawła Dawidowicza.
Patryk Dziczek, choć w meczu z Mołdawią rozczarował, dostał powołanie, ale zatrzymała go kontuzja. Zastąpił go Mateusz Łęgowski, który wcześniej w kadrze zagrał raz. Taki sam dorobek ma Jakub Piotrowski, cztery mecze na koncie ma Bartosz Slisz. To dziś kandydaci do gry w środku pola. Bardziej doświadczony Damian Szymański październikowe mecze śledził z ławki rezerwowych.
Czytaj więcej
Zaczyna się ostatnie w tym roku zgrupowanie kadry. Tylko zwycięstwo nad Czechami przedłuży i tak małe szanse na bezpośredni awans na Euro 2024.
– Szkielet zespołu musi być stały, a reprezentacja powinna także promować zawodników – mówi selekcjoner, co brzmi jak deklaracja konsekwencji wobec graczy, na których już postawił, a przyjrzał się z bliska wielu, bo w ciągu ostatnich siedmiu tygodni obejrzał ze sztabem blisko 80 meczów.
Najbliższe spotkania będą kolejną sceną z przyszłości, choć na boisku zobaczymy jeszcze kilku bohaterów dawnych lat, bo według Probierza drzwi do reprezentacji dla każdego pozostają otwarte.