Reklama

Paryż już świętuje

PSG mistrzem Francji. Chelsea zostaje z pustymi rękami. Lewandowski wstaje z ławki i strzela.

Aktualizacja: 13.03.2016 20:51 Publikacja: 13.03.2016 18:50

Diego Costa – czarny bohater weekendu. Znając jego temperament, aż trudno uwierzyć, że dostał dopier

Diego Costa – czarny bohater weekendu. Znając jego temperament, aż trudno uwierzyć, że dostał dopiero pierwszą czerwoną kartkę w Chelsea

Foto: AFP

Podobno łatwiej jest wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać. W Paris Saint-Germain mają na ten temat inne zdanie.

Czwarty z rzędu tytuł drużynę sponsorowaną przez katarskich szejków kosztował najmniej wysiłku. Przypieczętowało go wysokie wyjazdowe zwycięstwo nad Troyes (9:0). Dla najgorszego zespołu w lidze piłkarze Laurenta Blanca nie mieli litości. Cztery gole zdobył Zlatan Ibrahimović. Trafili też Edinson Cavani (dwukrotnie), Javier Pastore, Adrien Rabiot i po samobójczym strzale Matthieu Saunier. 25 punktów przewagi w połowie marca nad najgroźniejszym rywalem – Monaco – musi robić wrażenie. Nawet na tych, których Ligue 1 nudzi. A do wygrania przez PSG są wciąż dwa krajowe puchary i Liga Mistrzów.

W Paryżu radość, w Londynie płacz i zgrzytanie zębów. Dla kibiców Chelsea to był tydzień jak z koszmaru. Kilka dni po odpadnięciu z Ligi Mistrzów prysła nadzieja na zachowanie twarzy. Gablota na Stamford Bridge nie powiększy się w tym sezonie o ani jedno trofeum. W ćwierćfinale Pucharu Anglii lepszy okazał się Everton (2:0), a upokorzenie było tym większe, że za burtę wyrzucił The Blues ich były zawodnik Romelu Lukaku. Młody Belg w końcówce meczu zdobył obydwa gole.

Przedstawienie ukradł mu jednak Diego Costa. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem najpierw splunął pod nogi sędziemu, który śmiał pokazać mu żółtą kartkę, a tuż przed ostatnim gwizdkiem wyładował frustrację na Garetcie Barrym, który go sfaulował. Być może chciał ugryźć rywala w szyję, ale w porę się powstrzymał, co potwierdził sam pomocnik Evertonu. Emocji jednak nie opanował. Schodząc do szatni, pokazywał jeszcze obsceniczne gesty kibicom gospodarzy. Kary raczej nie uniknie.

Arsenal nie obroni pucharu

Guus Hiddink, który drugi raz podjął się misji ratowania Chelsea (poprzednio w 2009 roku sięgnął z nią właśnie po Puchar Anglii), winą za porażkę obarcza telewizję i federację, które wyznaczyły to spotkanie na sobotę. – Gdybyśmy mogli odpocząć dzień dłużej, ten mecz wyglądałby inaczej. Everton miał tydzień na przygotowania, tę różnicę było widać w ostatnim kwadransie – twierdzi Holender.

Reklama
Reklama

Los Chelsea podzielił broniący trofeum Arsenal, przegrywając u siebie 1:2 z Watford. – Nie zasłużyliśmy na porażkę. Ale to nie katastrofa – przekonuje Arsene Wenger. Kanonierom została już tylko walka o mistrzostwo, ale z taką grą 8 pkt straty do lidera Leicester odrobić będzie ciężko. O strzeleniu trzech bramek Barcelonie w rewanżu LM na Camp Nou nikt nawet nie śni.

Atmosfera na linii trener–kibice jest coraz bardziej gorąca. – Musiałbym być Bogiem, żeby ich uszczęśliwić – mówił Wenger, odnosząc się do transparentu, jaki zabrali ze sobą kibice kilka dni wcześniej na spotkanie z Hull („Dziękujemy za wspomnienia, ale czas powiedzieć do widzenia").

Konkurencja w kategorii „Największy przegrany" w Anglii robi się coraz mocniejsza. Manchester United z pucharem co prawda się nie pożegnał, ale mecz z West Hamem (remis 1:1) będzie musiał powtórzyć. – Od trzech miesięcy media spekulują, że zostanę zwolniony, a ja nadal walczę na trzech frontach – chwali się Louis van Gaal. Na tytuł Czerwone Diabły szanse mają jednak tylko teoretyczne, a z Ligi Europejskiej mogą odpaść już w czwartek (pierwsze spotkanie z Liverpoolem przegrali na Anfield 0:2).

Dziś na ławce broniącego się przed spadkiem Newcastle zadebiutuje Rafa Benitez. – Wiem, że to ryzykowne zajęcie, ale się nie boję – zapewnia były trener Realu Madryt. Jeśli pokona na wyjeździe Leicester (21.00, Canal+ Sport), zostanie chyba uznany za cudotwórcę.

Dżoker Lewandowski

Robert Lewandowski zaczął mecz Bundesligi na ławce po raz pierwszy, od kiedy we wrześniu strzelił Wolfsburgowi pięć bramek w dziewięć minut. – Widziałem, że jest zmęczony. Potrzebował odpoczynku przed rewanżem z Juventusem – tłumaczył Pep Guardiola po zwycięstwie Bayernu nad Werderem (5:0).

W wyjściowej jedenastce zabrakło również Arturo Vidala, Arjena Robbena i Douglasa Costy. Lewandowski na boisko wszedł w 74. minucie, zmieniając Thomasa Muellera (dwa gole, tak jak Thiago), ale zdążył poprawić swój dorobek. Wykorzystał zbyt słabe podanie obrońcy do bramkarza, przejął piłkę, pobiegł w pole karne i trafił na 4:0. Ma 24 gole, co oznacza, że wyrównał swój rekord z sezonu 2012/2013. Wtedy jednak korony nie zdobył. Jak będzie teraz?

Reklama
Reklama

Cieszy kolejna, 15. już, bramka Arkadiusza Milika w lidze holenderskiej. Szkoda, że Ajax nie wykorzystał szansy, by wrócić na pozycję lidera, i tylko zremisował z NEC Nijmegen 2:2. Polak dał drużynie prowadzenie 1:0.

Piłka nożna
Puchar Narodów Afryki. Czy gospodarze zdają egzamin?
Piłka nożna
Legenda japońskiego futbolu rozegra swój 41 sezon w zawodowej piłce
Piłka nożna
Mundial na horyzoncie. Piłkarze reprezentacji Polski nie chcą utknąć na ławce rezerwowych
Piłka nożna
Trzech Polaków w Porto? 17-letni talent z Jagiellonii może pobić rekord Ekstraklasy
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Piłka nożna
Harry Kane osobowością roku. Rekord Roberta Lewandowskiego zagrożony
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama