RZ: Gra pan tak dobrze, bo chce się znaleźć w kadrze Śląska Wrocław, który w przyszłym sezonie połączy się z Groclinem?
Adrian Sikora: Raczej o tym nie myślę, bo do fuzji ma dojść w lipcu, a mnie się w czerwcu kończy kontrakt. Aż tak udanego początku wiosny się jednak nie spodziewałem. Trzy mecze, same zwycięstwa, dwa ostatnie bardzo wysokie. To naprawdę robi wrażenie.
A może pięć zdobytych przez pana bramek ma związek z Wielkim Postem, w czasie którego podobno odmawia pan sobie przyjemności?
Odżywiam się tak jak zawsze, jednak na te kilka tygodni rezygnuję z coca-coli i słodyczy.
To może warto utrzymać ten reżim także po świętach?
Nie dam rady. Jestem uzależniony od słodyczy. Potrafię obudzić się w środku nocy i zjeść całe opakowanie ptasiego mleczka albo tabliczkę czekolady. Na szczęście nie widać tego na wadze.
Widzi pan już siebie w koronie króla strzelców?
Przed sezonem mówiłem, że chciałbym być najlepszym strzelcem ligi. Rywali mam jednak godnych, bo Takesure Chinyama również jest teraz bardzo skuteczny, a Paweł Brożek stanowi o sile ataku drużyny, która w lidze zdobywa najwięcej bramek.
Po zakończeniu rozgrywek chciałby pan wyjechać za granicę?
Jeżeli utrzymam taką dyspozycję do ostatniej kolejki, powinna pojawić się jakaś ciekawa oferta. Wcześniej mogłem jedynie mówić o tym, że chciałbym spróbować swoich sił na Zachodzie, ale jakoś nikt się nie zgłaszał.
Pana metodą na pokonywanie bramkarzy jest...
To, że się nie zastanawiam. Zawsze im dłużej kombinowałem, w jaki sposób zdobyć gola, tym rzadziej mi to wychodziło. Teraz nie myślę, tylko strzelam.
A Leo Beenhakker i tak woli naturalizować Rogera, niż sprawdzić Sikorę, który ma już polski paszport.
Nie mam żalu do selekcjonera. Myślę, że jeśli nadal będę tak skuteczny, to w końcu dostanę swoją szansę. Udowodnię, że mi się należy nie na łamach prasy, ale na boisku.