Rzeczpospolita: Przed tygodniem, w Astanie, wystawił pan optymalny skład. W środę będzie tak samo, to oczywiste. Ale zakładam, że obydwie jedenastki będą się od siebie różniły.
Jacek Magiera: Tak rzeczywiście będzie, ponieważ w pierwszym meczu popełniliśmy zbyt dużo błędów. Wiemy, co zawiodło, gdzie musimy coś zmienić. Jednak żadnej rewolucji nie przewiduję. W meczowej osiemnastce, w porównaniu z pierwszym meczem, znajdzie się tylko jeden nowy zawodnik.
Dlaczego graliście źle? Co zawiodło?
Nie chcę mówić o szczegółach, bo ma to związek z przygotowaniami do rewanżu. Ale analiza dla kibica jest prosta: za dużo bramek straciliśmy i za mało zdobyliśmy. Przez tydzień przygotowywaliśmy się, żeby tę sytuację odwrócić. Wierzę, że się uda. Nie szukałem po porażce tanich wymówek. Sztuczna trawa była jednakowa dla wszystkich.
Pan jest optymistą w każdej sytuacji?
Tak, i szukam zawodników o podobnych cechach, a nie takich, którzy dołują siebie i innych. Jeśli nie wierzysz w zwycięstwo, to nie masz po co wychodzić na boisko. Legia wierzy. Pracuję tu na tyle długo jako zawodnik i trener, aby wiedzieć, jaką wagę ma dla klubu każdy mecz, a zwłaszcza taki.
Odpadnięcie Legii byłoby katastrofą?
W ogóle nie biorę tego pod uwagę. Piłkarze też nie, a kibice przyjdą nam pomagać, bo również wierzą. Wszyscy mamy świadomość, o co gramy.
Kazachski dziennikarz przytoczył dane statystyczne świadczące o przewadze Astany w pierwszym meczu i zarzucił, że niesprawiedliwie ocenił pan ten wynik, mówiąc, że był za wysoki.
Bo był. 1:2 byłby bardziej sprawiedliwy. Jeśli traci się gola na 1:3 w ostatniej minucie, to trudno się cieszyć. Ale nie mówiłem tego w kategoriach pretensji do kogokolwiek. Oni wykorzystali swoje okazje, ja mogę tylko wyciągnąć wnioski, żeby uniknąć błędów w rewanżu.
O godzinie 17.00, przed treningiem, piłkarze Legii stanęli na środku boiska, trzymając się za ramiona, i stali tak, dopóki nie wybrzmiały warszawskie syreny. Dawno nie widziałem przy Łazienkowskiej równie podniosłej minuty ciszy.
Kiedy grasz i pracujesz w Legii, czujesz się warszawiakiem. Wszyscy wiemy, czym było Powstanie Warszawskie, i my też o nim pamiętamy, jak każdy mieszkaniec stolicy.
rozmawiał Stefan Szczepłek