Mecz w Budapeszcie zaczął się dobrze dla Londyńczyków. Szybkie prowadzenie pozwoliło Arsenalowi na spokojną grę, w myśl zasady: niech przeciwnik się martwi, jak odrobić tę stratę. A Paryżanie nie mieli na to pomysłu. Londyńczycy bardzo dobrze się bronili, nie pozbywali się piłki i nie dopuszczali PSG w rejon swojego pola karnego.

Nawet największe gwiazdy z Paryża Ousmane Dembele czy Gruzin Chwicza Kwaracchelia nie potrafiły przeprowadzić żadnej groźnej akcji. To w przypadku PSG niezwykłe, ale w ciągu pierwszej godziny piłkarze Luisa Enrique nie oddali na bramkę Arsenalu ani jednego celnego strzału.

Finał Ligi Mistrzów. Arsenal stracił chyba wiarę

Sytuacja zmieniła się nieco w drugiej połowie. Intensywne przeszkadzanie Paryżanom, wymagające ciągłego biegania i walki fizycznej, najwyraźniej dało się we znaki graczom Arsenalu. Lekką przewagę zaczęli zdobywać Paryżanie, wciąż jednak (i tak już będzie do ostatnich minut) nie zakończyli żadnej swojej akcji celnym strzałem.

Pierwszy raz zagrozili hiszpańskiemu bramkarzowi Arsenalu – Davidowi Rayi strzałem Achrafa Hakimiego. Drugi przyniósł bramkę z rzutu karnego, za faul Cristhiana Mosquery na Kwaracchelii. Pewnym wykonawcą był Dembele.

To działo się w 65. minucie meczu. Wraz z tym golem Arsenal stracił też chyba nieco wiarę, bo choć w grze obronnej wciąż był skuteczny, to nie stwarzał żadnego zagrożenia pod bramką przeciwników. To PSG, po rajdach Kwaracchelii i Bradleya Barcoli, był bliżej zdobycia bramki.

W tej fazie gry najlepszym zawodnikiem Arsenalu okazywał się jego bramkarz. Wprowadzony z ławki Viktor Gyokeres grał słabo i nawet nie zbliżył się do takiej sytuacji, w jakiej wbił bramkę, w niedawnym meczu Szwecja – Polska

Czytaj więcej

Finał Ligi Mistrzów. PSG nadal na tronie, obrońcy tytułu wygrali po rzutach karnych

Kibice Londyńczyków podnieśli się z miejsc w dogrywce, kiedy zdaniem ich oraz trenera Mikela Artety i kapitana Declana Rice’a w polu karnym został sfaulowany Noni Madueke. Sędzia Daniel Siebert z Niemiec był innego zdania, VAR nie zareagował, a Rice i Arteta zostali ukarani żółtymi kartkami za krytykowanie orzeczenia arbitra.

W serii rzutów karnych Eberechi Eze nie trafił w bramkę, strzał Nuno Mendesa obronił Raya, a w ostatniej serii, przy stanie 4-3 dla PSG, Gabriel posłał piłkę nad poprzeczką.

Arsenal przegrał kolejny finał europejskich pucharów

PSG jest drugim (po Realu Madryt) klubem, który od początku Ligi Mistrzów (1992/1993) obronił trofeum. Dokonał tego z tym samym trenerem co przed rokiem: Hiszpanem Luisem Enrique i w większości z tymi samymi zawodnikami.

Arsenal miał wspaniały sezon. Pierwszy raz od 22 lat wywalczył mistrzostwo Anglii, a po zwycięstwach Aston Villi w Lidze Europy i Crystal Palace w Lidze Konferencji miał szanse na udowodnienie, że futbol angielski jest w tym sezonie najlepszy w Europie.

Trzeciego zwycięstwa Anglików jednak nie zobaczyliśmy, zaś Arsenal może mówić o klątwie. Jest ostatnim z wielkich angielskich klubów, niemających w gablocie Pucharu Mistrzów. 20 lat temu w finale tych rozgrywek przegrał z Barceloną Ronaldinho, mimo że do przerwy też prowadził 1:0.

W 1980 r. przegrał z Valencią finał rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów w serii rzutów karnych, a w 1995 - z Realem Saragossa po golu w 120 minucie, zdobytym strzałem z połowy boiska. Przegrał także dwa finały Ligi Europy: w 2000 r. z Galatasaray (na karne), a w 2019 z Chelsea.

Sukces Paris Saint-Germain był tyleż szczęśliwy, co zasłużony. To dopiero drugi francuski klub (po Olympique Marsylia), który wygrał Ligę Mistrzów (zarazem jest to trzecie zwycięstwo klubu z Ligue 1 w tych rozgrywkach).