Korespondencja z Budapesztu
Radość francuskich żurnalistów, relacjonujących z Budapesztu drugi z rzędu triumf PSG w Champions League, była powszechna, ale dyplomatycznie kontrolowana. W biurze prasowym najszczęśliwsi wydawali się trzej dziennikarze z Gruzji. Zwłaszcza Mamuka Kwaracchelia paradujący w koszulce lidera Paryżan – Chwiczy Kwaracchelii.

– Nie, zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa – tłumaczył. – Chwicza to mój daleki krewny, nasi pradziadkowie byli braćmi. Dzisiaj Chwicza przywrócił PSG życie. Gdyby nie wywalczony przez niego karny, kto wie, jak by to się skończyło. Przecież wcześniej Paryżanie nijak nie mogli się przebić przez zasieki Arsenalu. Szkoda, że poobijany nie dał rady wytrwać na boisku do końca, bo myślę, że w pełni sił przechyliłby szalę wcześniej.

Kontrowersje w finale Ligi Mistrzów. Czy PSG rzut karny należał się już wcześniej?

Gruzińscy dziennikarze, ale nie tylko oni, bardzo żywo dyskutowali o tym, że karny PSG należał się znacznie wcześniej, na początku drugiego kwadransa meczu. Mieli na myśli sytuację, gdy w polu karnym dwukrotnie ręką zagrał piłkę Bukayo Saka. – Interpretacje wymyślane przez FIFA są kompletnie nielogiczne – argumentował Kwaracchelia. – Przecież to, że Saka omal nie złapał piłki wzięło się z jego błędu technicznego, jakie ma znaczenie, że wcześniej piłka odbiła się od jego nogi? Odbiła się, bo nieudolnie ją przyjmował. Gdybyśmy grali na podwórku, każdy by wiedział, że to oczywisty karny.

Kontrowersji było więcej. Wielu zwolenników miała teza, że za faul na Kwaracchelii, który skutkował jedenastką, drugą żółtą kartkę otrzymać powinien Cristhian Mosquera, ukarany wcześniej za opóźnianie gry. Nie dostał, a Arteta, widząc co się święci, za chwilę zdjął go z boiska. Po meczu sam miał jednak pretensję o sytuację z dogrywki, gdy w polu karnym starli się Noni Madueke z Nuno Mendesem.

– Obejrzałem tę sytuację jeszcze raz i równie dobrze mógł zostać podyktowany rzut karny, zwłaszcza jeśli spojrzymy na niektóre karne, które były przyznawane w tych rozgrywkach. Sędzia podjął taką decyzję, a w przypadku Mosquery podjął inną. A to była bardzo ważna decyzja, bo mogliśmy strzelić gola w dogrywce – mówił hiszpański trener Kanonierów.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Sukces PSG tyleż szczęśliwy, co zasłużony

W sali konferencyjnej Arteta był stonowany, ale bardzo smutny. – Bardzo trudno jest się z tym pogodzić. Tydzień temu zdobyliśmy duże trofeum, wygraliśmy Premier League, ale nie udało nam się sięgnąć po to największe. Aż do finału byliśmy niezwykle konsekwentni i regularni, a potem przegraliśmy trofeum w karnych. Czujemy wielki ból.

Luis Enrique, który świętując, śpiewał na murawie wraz z kibicami, mówił tak: – Wiedzieliśmy przed meczem, jak trudno jest grać przeciwko Arsenalowi. Finał był bardzo trudny. Dla nas, dla drużyny, ale też dla miasta to niesamowite zwycięstwo i myślę, że zasłużyliśmy na nie przez cały sezon. Jesteśmy jeszcze silniejsi niż w zeszłym roku.

PSG – Arsenal. Steven Gerrard krytykuje wykonawcę karnego 

Finał Ligi Mistrzów, jak zawsze, przyciągnął na stadion wiele dawnych futbolowych gwiazd, na które polowali dziennikarze. Przed meczem w okolicach centrum prasowego pojawił się Xavi, który stawiał na zdecydowane zwycięstwo PSG. Po spotkaniu musiał się zdrowo z tego tłumaczyć gronu hiszpańskich dziennikarzy, które go obstąpiło.

Czytaj więcej

Finał Ligi Mistrzów. PSG nadal na tronie, obrońcy tytułu wygrali po rzutach karnych

Nieopodal przemknął też Steven Gerrard, który krótko, ale dosadnie skrytykował sposób wykonania karnego przez Eberechiego Eze. – Skala meczu, stadion, atmosfera, to wszystko jest wystarczająco trudne, by jeszcze komplikować sobie strzelanie karnego. Trzeba porządnie ułożyć stopę, nie potrzeba tych wszystkich bzdur – rzucił dosadnie.

Najmniej kontrowersji budziła nowa godzina rozgrywania finału. Po raz pierwszy decydujący mecz Champions League rozpoczął się o 18.00, co chwalili kibice, dziennikarze i organizatorzy, bo znacznie ułatwiało to logistykę. Najmniej zadowoleni mogli być sami piłkarze, bo mecz rozpoczynał się w sporej duchocie, było parno, zamiast deszczu zza czarnych chmur przebiło się słońce i z pewnością miało to wpływ, że w końcówce było widać upływ sił zawodników, co wymuszało zmiany, m.in. jednego z bohaterów – Kwaracchelii.