Mecz Belgia – Chorwacja decydował o awansie, ale miał też inny wymiar. Spotykał się wicemistrz świata z trzecią drużyną ostatniego mundialu. Mimo że Belgowie mieli nóż na gardle, a do awansu potrzebne im było zwycięstwo, grali, jakby im na nim nie zależało.
Chorwaci byli wyżej w tabeli, więc im remis odpowiadał. I długo grali tak, żeby go utrzymać. Mimo to właśnie Chorwacja, dyrygowana przez Lukę Modricia, miała więcej okazji do zdobycia bramki. Jak zawsze dobrze bronił Thibaut Courtois, ale Kevin de Bruyne, odpowiednik Modricia w zespole Belgii, nie był tak kreatywny.
Czytaj więcej
Kanada strzeliła swojego drugiego gola w historii występów na mundialach, ale nie wystarczyło to...
Sytuacja zmieniła się nieco w drugiej połowie, kiedy na boisko wszedł Romelu Lukaku. Wprawdzie też musiał czekać na dobre okazje, ale doczekał się trzech i wszystkie zmarnował. Raz, po akcji Yannicka Carrasco, trafił w słupek, w dwóch innych z bliska nie zdołał wepchnąć piłki do siatki.
Widać było, że po porażce z Marokiem i wewnętrznych kłótniach Belgia przestała być monolitem. Trener Roberto Martinez dopiero na ostatnie minuty wpuścił na boisko Edena Hazarda, co spotkało się nawet z gwizdami belgijskich kibiców.