[b]Rz: Pięknie to słyszeć: mistrzyni świata? [/b]
[b]Anna Rogowska: [/b]Proszę mnie obudzić...
[b] Można było przewidywać taki scenariusz finału? [/b]
Parę miesięcy temu, gdy pytano mnie o najbardziej optymistyczną prognozę na mistrzostwa świata powiedziałam, że byłoby pięknie, gdyby dwie Polki stanęły na podium. Nikt w to nie uwierzył, prawda? A dzisiaj, proszę bardzo.
[b] Może nie wierzyliśmy w złoto, ale dwie Polki, czemu nie. Pierwsze miejsce było zarezerwowane dla Isinbajewej... [/b]
Mnie też zaskoczyło, że Jelena skakała tak słabo. Byłam przekonana, że 4,75-4,80 to jest dla niej pestka. Jednak to są mistrzostwa świata, nerwy, może ciążyła na niej za duża presja. Ja sobie z presją poradziłam. Jedynym, który wierzył w złoto, był mój trener (i mąż – przyp. k. r.) Jacek Torliński. Nawet jak skręciłam parę dni temu kostkę, płakałam, mówiłam, że to koniec, nie ma po co jechać na mistrzostwa świata, on mówił: – Otrzyj łzy, zobaczysz, że będzie pięknie. Jesteś waleczna i dasz radę.
[b]Kiedy opuchlizna zeszła z kostki? [/b]
Dopiero w niedzielę. Jeszcze dziś miałam w związku z tym pewne problemy na rozbiegu, ale dałam radę.
[b]Oszczędzała pani tę nogę? [/b]
Tak, uważałam, by przeskakiwać wysokości bez powtórek, nie chciałam wykonywać wielu prób. Kostka odrobinę bolała, ale co tam, adrenalina pozwalała o tym nie myśleć. To dziwne, ale nawet zrzutka na 4,65 też mi pomogła. Zmobilizowała mnie. Drugi skok był już tak fajny, że dodał mi skrzydeł.
[b]Nie chciała pani wykonać trzeciego skoku na wyższej wysokości, próbować pobić rekord Polski? [/b]
Sytuacja po porażce Isinbajewej mnie rozbroiła. Nie było sensu skakać wyżej. W tym roku miałam trzy ważne cele: mistrzostwo Polski, medal w Berlinie i to, co wydawało mi się najłatwiejsze, rekord życiowy. Został ten rekord, ale przed sezonem chciałam z wymienionych trzech rzeczy zrealizować choć jedną.
[b]Fachowcy mówią, że poprawiła pani technikę. [/b]
Zgadza się. Pozwoliło mi to na stabilizację skoków na wysokości 4,60. Ale to jest wynik ciężkich treningów i mobilizacji na tych treningach.
[b]Skąd pani bierze tę wielką chęć do pracy? [/b]
Skakanie sprawia mi ogromną radość i liczę na to, że tak będzie jeszcze przez wiele lat.
[b] Nauczyła się pani walczyć i startować z bólem? [/b]
Znajomi mi mówią, że im trudniej, tym lepiej wypadam. Jak coś złego dzieje się w moim życiu, bardziej się skupiam, by przetrwać. Daję z siebie jeszcze więcej, 110 procent. W Berlinie też tak było.
[b] Da się porównać brąz olimpijski z Aten ze złotem w Berlinie? [/b]
Tutaj było trudniej. Ten start był dla mnie dużym obciążeniem. Tak naprawdę do eliminacji nie wiedziałam, czy będę w stanie skakać. Dwa wolne dni okazały się zbawieniem.
[b] Nagrodę już pani wydaje w myślach? [/b]
A ile jej jest? 60 tysięcy? Nie wiedziałam.
[b]Czy porażka Isinbajewej to może być sygnał dla pani i innych, że teraz będziecie coraz częściej z nią wygrywać? [/b]
Tak, to może być taki znak, i to nie tylko ja mogę ją w przyszłości pokonać. To jest dobre dla tyczki. W pewnej chwili nasza konkurencja zaczęła być nudna. Wyniki znane były z góry, gdy startowała Jelena. Teraz okazała się takim samym człowiekiem jak my.