MŚ w lekkiej atletyce: Lord patrzy w przyszłość

Sebastian Coe zaczyna marsz po fotel szefa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Bohaterem pierwszego wieczoru mistrzostw świata był Ryan Crouser. Amerykanin wyrasta na najwybitniejszą postać w dziejach pchnięcia kulą.

Publikacja: 21.08.2023 03:00

Sebastian Coe został szefem World Athletics na trzecią kadencję. To może być dla niego trampolina do

Sebastian Coe został szefem World Athletics na trzecią kadencję. To może być dla niego trampolina do MKOl

Foto: Laszlo Zsigmond dla World Athletics

Siłacz z Oregonu obronił tytuł, który wywalczył przed rokiem w domu, i pobił rekord mistrzostw świata. Do wyrównania własnego rekordu globu zabrakło mu 5 centymetrów, choć nie miał szans na odpowiednie przygotowanie do startu, bo lekarze kilkanaście dni temu wykryli w jego nodze dwa zakrzepy.

Drogę do Budapesztu miał wyboistą, przez wiele dni trenował z bólem.

Czytaj więcej

Bitwa młociarzy wagi ciężkiej. Wojciech Nowicki wicemistrzem świata!

Jego wyczyn nie zaskakuje o tyle, że 13 z 20 najlepszych wyników w dziejach konkurencji – także cztery najlepsze – należy do Crousera.

Jego rekordy nie są owocem technologicznego wyścigu czy wyścigu zbrojeń producentów sprzętu, tylko dowodem potęgi człowieka. Rozkwit pchnięcia kulą następuje dzięki rozwojowi metod treningowych oraz talentowi zawodników, a nie postępowi nauki.

Crouser potrafi zrobić użytek z warunków fizycznych. Jest silny i doskonale wykorzystuje długie nogi oraz ramiona w ciasnym kole. – Pcha pięknie. Ma dłuższą dźwignię, co oznacza dłuższą drogę kuli, a z tego wynika jej przyspieszenie. Trudno o lepszy dowód, że rezerwy w naszej konkurencji wciąż tkwią w człowieku – wyjaśnia „Rz” dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski.

Wyposażony w dyplom magisterski z finansów Crouser odbiera nagrodę za talent, pracę oraz wszechstronne wykształcenie – także sportowe.

Młody Ryan grał w piłkę nożną, baseball, koszykówkę i futbol, ale urodził się w Portland, czyli mateczniku królowej sportu w Ameryce. Pchnięcie kulą uzupełnia w wolnych chwilach polowaniami oraz wędkarstwem.

Pchnął pod rekord świata, założył teksański kapelusz, chwycił amerykańską flagę i mógł zacząć świętowanie. Przesuwa w swojej konkurencji granice. Nie wiadomo, jak daleko je ustawi – podobno niektórym najwybitniejszym spośród współczesnych kulomiotów zdarza się podczas treningów pchać poza 24. metr, ale taką próbę trzeba jeszcze utrzymać w kole.

Wysprzątał stajnię Augiasza

Wyczyn Crousera może być zwiastunem rekordowej imprezy. Mistrzostwa świata świętują 40. urodziny i szukają gwiazd, które porwą globalną publiczność.

Na razie lekkoatleci uwodzą Węgrów, bo choć gospodarze szanse na medale mają skromne, to właścicieli ma już 85 proc., czyli blisko 300 tys., biletów, a niektórzy zawodnicy mówią: – Przy takim dopingu jeszcze nie startowaliśmy.

Czytaj więcej

Mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Weterani nie składają broni

35-tys. obiekt wylądował nad brzegiem Dunaju specjalnie na mistrzostwa świata (stary Nepstadion rozebrano). Kosztował 0,5 mld euro – pachnie farbą, imponuje bryłą oraz rozmiarem. Zawodnicy po oficjalnym treningu opowiadali także o doskonale przygotowanym tartanie, który powinien nieść biegaczy równie skutecznie, jak siedmiomilowe buty.

Wysyp historycznych wyników – tylko w tym roku padło pięć lekkoatletycznych rekordów świata, 13 z 50 pobito w ciągu ostatnich trzech sezonów – to bowiem nie tylko rozwój metod treningowych i dietetyki oraz dziedzictwo pandemicznych treningów poza zasięgiem służb antydopingowych, ale także efekt wyścigu zbrojeń producentów sprzętu.

Najnowsze modele obuwia, dzięki odpowiedniemu połączeniu elastycznego materiału oraz płytki z włókna węglowego, przypominają gumową piłkę. Są sprężyste, pomagają odepchnąć mocniej i mniej męczą stopę, choć podobno nadwerężają stawy.

Nie brakuje głosów – zapewne słusznych – że obserwujemy rewolucję na miarę wynalezienia tartanu, który wytransferował sprinty do nowej epoki.

Zarządzanie postępem technologicznym to tylko jedno z wyzwań, przed którymi w najbliższych latach stanie lord Coe. Brytyjczyk po ośmiu latach rządów nie doczekał się opozycji i podczas kongresu światowej federacji World Athletics – odbył się w Budapeszcie tuż przed mistrzostwami świata – został wybrany jej szefem na trzecią, ostatnią kadencję.

66-letni dwukrotny mistrz olimpijski w biegu na 1500 metrów dostał 192 z 195 głosów i zapowiedział, że przed nim wciąż wiele pracy. Na razie odbiera nagrodę za reformy oraz uprzątnięcie stajni Augiasza, którą zastał po wieloletnich rządach umoczoną po pachy w korupcji i tuszowaniu dopingu Lamine’a Diacka.

Niewielu pamięta, że Coe robił porządki także po sobie, skoro był u senegalskiego cesarza wiceprezesem.

Parias stał się liderem

Zawiał wiatr zmian, bo zaczęło się od zmiany nazwy (IAAF na World Athletics), a kamieniem milowym w walce z nielegalnym wspomaganiem było stworzenie teoretycznie niezależnej Athletics Integrity Unit (AIU), która przoduje dziś w wyłuskiwaniu oszustów – zwłaszcza unikających obowiązkowych kontroli – choć wysyp rekordów świata po pandemii sugeruje, że system wciąż nie jest szczelny.

Federacja z pariasa musiała się stać liderem antydopingu, więc w 2015 r., po druzgocącym raporcie Dicka Pounda, zawiesiła Rosjan i nie skorzystała z furtki, którą uchylił im przed igrzyskami w Rio szef MKOl Thomas Bach. Prawo występu dostała wówczas jedynie Darja Kliszyna.

Czytaj więcej

Mistrzostwa świata w lekkiej atletyce. Dramatyczne biegi i gorzki dzień Polaków w Budapeszcie

World Athletics wysunęła się także na pierwszy plan, kodyfikując zasady udziału w zawodach lekkoatletek z zaburzeniami rozwoju płciowego. Początkowo przepisy – niepoparte badaniami naukowymi – zawiesił Trybunał ds. Sportu w Lozannie (CAS), ale dziś są już w mocy, a ścieżką wyznaczoną przez królową sportu podążają kolejne międzynarodowe organizacje.

– Jeszcze kilka lat temu kojarzyliśmy się jako federacja bardzo źle. Teraz jesteśmy szanowani, także jako liderzy rozwiązań. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale przed federacją kolejne wyzwania. Trzeba uprościć przepisy, uatrakcyjnić dyscyplinę i ugruntować jej pozycję – wyjaśnia Majewski.

Coe – jak sam mówi – podczas pierwszej kadencji skupił się na tym, żeby statek nie poszedł na dno. Później nadrabiał wieloletnie zaległości, a teraz spojrzy w przyszłość.

Federacja zaczęła w Budapeszcie od wyeliminowania w wielu strefach plastikowych butelek, a w trakcie kongresu radykalnie ograniczyła korzystanie z papieru. Ekologia to jednak często jedynie figowy liść prawdziwych reform.

Lista wyzwań jest długa, bo każda dyscyplina toczy dziś wojnę o uwagę i lekka atletyka musi wyjść poza kokon dyscypliny żyjącej tylko podczas wielkich imprez. World Athletics reformuje już kalendarz – dziś Diamentowej Lidze towarzyszy także Continental Tour – a Coe zapowiedział na 2026 r. nowe zawody z udziałem ścisłej lekkoatletycznej elity.

Brytyjczyk cytuje Alberta Einsteina mówiącego, że „szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Jego zdaniem lekka atletyka to – według badań Nielsena – czwarty najpopularniejszy sport świata, choć jeszcze w 2015 r. zajmowała w rankingu globalnego zainteresowania ósme lub dziewiąte miejsce, ale wyścig o uwagę młodzieży trwa.

Królowa sportu spróbuje powtórzyć sukces traktującego o Formule 1 serialu „Drive to Survive” i powalczyć o swój kawałek globalnego tortu za pośrednictwem Netflixa.

Sześcioodcinkowy serial o największych postaciach lekkiej atletyki – według „Daily Mail” wśród jego bohaterów znajdą się sprinterzy Noah Lyles, Fred Kerley czy Dina Asher-Smith – będzie miał premierę w przyszłym roku.

Bubka schodzi ze sceny

Coe próbuje stać po dobrej stronie historii. Niemniej ważna od reform i zmiany wizerunku federacji jest twarda postawa wobec napaści na Ukrainę.

Królowa sportu miała łatwiej, skoro Rosjan wypchnęła na boczny tor już po skandalu antydopingowym i przez lata tamtejsi lekkoatleci mogli brać udział w zawodach jedynie jako sportowcy neutralni – bez hymnu, flagi, przynależności państwowej.

Dziś nie ma ich w ogóle i trudno oczekiwać, aby wrócili na igrzyska, choć Bach przekonuje, że nie wolno nikogo karać za paszport. Coe pozostaje jednak niewzruszony. Nie widzi możliwości powrotu tamtejszych sportowców, póki trwa wojna, choć sama rosyjska federacja – po siedmiu latach na wygnaniu za doping – po wewnętrznych reformach formalnie wróciła już do lekkoatletycznej rodziny.

– Śmierć i zniszczenia, które widzieliśmy w Ukrainie w ciągu ostatniego roku, tylko wzmocniły moją determinację w tej sprawie – podkreśla Coe.

Szef Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego (ROC) Stanisław Pozdniakow zdanie o Brytyjczyku ma klarowne. – Prowadzi politykę rusofobiczną. Zmieniają się tylko motywy, którymi próbuje ją tuszować – mówi, a były minister sportu Pawieł Kołobkow dodaje: – Znam go od dawna i wiem, że nie jest niezależny.

Coe podczas swoich pierwszych wyborów, tych w 2015 r., wyprzedził Siergieja Bubkę. Ukrainiec pozostał wiceprezesem – podobnie jak podczas dwóch poprzednich kadencji Diacka – i był nim aż do teraz. Nie stanął ponownie do wyborów, usuwa się w cień. Najpierw przestał pełnić funkcję szefa Ukraińskiego Komitetu Olimpijskiego, a teraz zniknął z władz World Athletics.

Wybitny tyczkarz ucieka ze sceny, bo nie bez przyczyny wielu przez lata widziało w nim przyjaciela Władimira Putina. Bronił przecież swego czasu Rosjan przed wykluczeniem za doping i korupcję, ale to jeszcze pomnika nie zatopiło. Decydujący cios zadali ukraińscy dziennikarze śledczy. Niedawno okazało się bowiem, że rodzinna firma Bubki jest zamieszana w dostawy paliwa dla okupujących Donieck Rosjan, co sugeruje, że nie tylko nie miał on nigdy odwagi potępić inwazji, ale jeszcze na niej zarabia.

– To chyba kwestia mentalności. Zawsze miał dobre relacje z rosyjskim sportem – mówi „Rz” szef ukraińskiej federacji lekkoatletycznej Jewhen Pronin. – Nie zabiera głosu, choć ma takie możliwości. Bubka to dla wielu z nas olbrzymie rozczarowanie – dodaje skeletonista i jeden z najmocniejszych głosów Ukrainy na forum zawodniczym MKOl Władysław Heraskewycz.

Dziwić można się samej World Athletics, która nagrodziła Bubkę nie tylko Złotym Medalem Zasługi – co jeszcze zrozumieć można, bo chodzi o zasługi sportowe – ale także dożywotnią możliwością uczestnictwa w kongresie.

Coe – już bez Bubki – będzie szefował światowej lekkiej atletyce do 2027 r., a może krócej, bo wcześniej odbędą się wybory na szefa ruchu olimpijskiego. Brytyjczyk nie potwierdza, ale i nie wyklucza, że za dwa lata postara się o schedę po Bachu. Rywali miałby solidnych, bo na medialnej giełdzie są także była szefowa komisji zawodniczej Kirsty Coventry oraz Juan Antonio Samaranch Salisach, czyli syn byłego szefa MKOl.

Niełatwo zostać i być władcą olimpijskich pierścieni. Trzeba lawirować, tworzyć sojusze i często zakładać maskę makiawelicznego dyplomaty. Bach, choć jest Niemcem, odnalazł się w tej roli raczej jako głos globalnego Południa. Trudno się dziwić, skoro podczas pierwszych wyborów jednym z jego najważniejszych popleczników był członek kuwejckiej rodziny królewskiej Ahmed Al-Sabah.

Coe to raczej człowiek z innej gliny. Bezkompromisowo – za doping oraz napaść na Ukrainę – traktuje Rosjan i choć głośno marzy o mistrzostwach świata na Czarnym Lądzie, to obstając przy przepisach dotyczących limitu poziomu testosteronu we krwi u lekkoatletek, zraził do siebie Afrykę. Jego wybór na szefa MKOl byłby radykalną woltą. Ruch olimpijski może nie być na nią gotowy.

Brytyjczyk na razie ma czas, żeby zatroszczyć się o przyszłość lekkoatletów, choć wielu w zorganizowanych z pompą mistrzostwach świata w Budapeszcie widzi początek jego kampanii wyborczej.

MISTRZOSTWA ŚWIATA

W BUDAPESZCIE

KOBIETY

Bieg na 10 000 m: 1. G. Tsegay

(Etiopia) 31.27,18, 2. L. Gidey (Etiopia)

31.28,16; 3. E. Taye (Etiopia) 31.28,31.

MĘŻCZYŹNI

Chód na 20 km: 1. A. Martin (Hiszpania)

1:17.32; 2. P. Karlstrom (Szwecja)

1:17.39; 3. C. Bonfim (Brazylia) 1:17.47.

Pchnięcie kulą: 1. R. Crouser (USA)

23.51 m; 2. L. Fabri (Włochy) 22.34 m;

3. J. Kovacs (USA) 22.12 m.

Sztafeta mieszana 4x400 m: 1. USA

3.08,80; 2. Wielka Brytania 3.11,06;

3. Czechy 3.11,98;... 8. Polska 3.15,49.

Siłacz z Oregonu obronił tytuł, który wywalczył przed rokiem w domu, i pobił rekord mistrzostw świata. Do wyrównania własnego rekordu globu zabrakło mu 5 centymetrów, choć nie miał szans na odpowiednie przygotowanie do startu, bo lekarze kilkanaście dni temu wykryli w jego nodze dwa zakrzepy.

Drogę do Budapesztu miał wyboistą, przez wiele dni trenował z bólem.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Lekkoatletyka
Paweł Fajdek kontra Ethan Katzberg. To będzie rewanż za mistrzostwa świata
Lekkoatletyka
Memoriał Janusza Kusocińskiego. Zlot gwiazd na Stadionie Śląskim
Lekkoatletyka
Igrzyska na szali. Znamy skład reprezentacji Polski na World Athletics Relays
Lekkoatletyka
Mykolas Alekna pisze historię. Pobił rekord świata z epoki wielkiego koksu
Lekkoatletyka
IO Paryż 2024. Nike z zarzutami o seksizm po prezentacji stroju dla lekkoatletek