Koszykarska Ameryka w nocy z wtorku na środę wstrzymała oddech. Zwycięzca tradycyjnej loterii będzie mógł przebierać w zawodnikach, którzy pukają do bram NBA. Ale w tym roku wszyscy mówią tylko o nim – celem numer jeden dla każdego klubu jest utalentowany Wembanyama, przyszły gwiazdor.
Mierzący 221 cm środkowy uważany jest przez ekspertów za przyszłość NBA, choć dotąd nie grał poza ojczyzną i dopiero niedawno zadebiutował w reprezentacji Francji.
Nie było go jeszcze na świecie, gdy występy w lidze zaczynał LeBron James – dziś gwiazda nie tylko koszykówki, ale także show-biznesu. To do niego porównywany jest na każdym kroku młody Francuz.
Czytaj więcej
NBA nie czekała tak na nikogo od czasu LeBrona Jamesa. Nie ma co się dziwić – Francuz Victor Wembanyama gra jak nikt przed nim.
– Postaram się sięgnąć po mistrzowski pierścień jak najszybciej – obiecuje Wembanyama. – Jestem tak podekscytowany, że chyba zemdleję – nie kryje właściciel Spurs Peter J. Holt. – Nasza przyszłość była świetlana, a teraz wręcz lecimy na Księżyc.
Trudno się dziwić szaleństwu, jakie zapanowało w klubie. Spurs byli wraz z Houston Rockets najsłabszym zespołem Konferencji Zachodniej (22 zwycięstwa, 60 porażek). Teraz pojawiła się nadzieja na lepsze czasy. Zapewne uzasadniona.
Klub z San Antonio po raz trzeci w historii dostał pierwszeństwo wyboru w drafcie. Dzięki temu pozyskał wcześniej Davida Robinsona i Tima Duncana, którzy prowadzili drużynę do tytułów i stali się gwiazdami ligi.
Tegoroczny draft, który wzbudza większe emocje niż niejeden mecz NBA, już 22 czerwca na nowojorskim Brooklynie.