Miała być rewolucja, będzie ewolucja. Zapowiadanego rok temu przez Ministerstwo Sportu wielkiego projektu nazwanego umownie „Sztabem Londyn 2012” już nie uda się powołać. Powstanie natomiast Rada Przygotowań Olimpijskich – tak nazwano ciało utworzone właśnie przez Polski Komitet Olimpijski i Ministerstwo Sportu.
Rada prawdziwą działalność rozpocznie od stycznia 2010, gdy zacznie się nowy rok budżetowy, ale monitorować przygotowania do igrzysk zimowych w Vancouver i letnich w Londynie będzie już wcześniej. Powołanie Rady oznacza, że w przeszłość odchodzi dotychczasowy model sztabu przygotowań olimpijskich.
– Ten powołany przed Pekinem, którym kierowałem przez dwa lata, nie miał w składzie żadnego przedstawiciela ministerstwa. To oznaczało, że my mogliśmy sobie coś ustalić, a ministerstwo mogło zrobić po swojemu – mówi „Rz” sekretarz generalny PKOl Adam Krzesiński.
Przez lata funkcjonował w Polsce zupełnie nieprzystający do rzeczywistości model, w którym ministerstwo dawało pieniądze na czteroletnie przygotowania do igrzysk, PKOl na wysłanie sportowców na olimpiadę, a gdy przychodziło do rozliczeń za słabe wyniki, jedni pokazywali palcem na drugich. Teraz to ma się zmienić.
[srodtytul]Wspólna Rada[/srodtytul]
W dziesięcioosobowej Radzie ramię w ramię zasiadają przedstawiciele PKOL i Ministerstwa Sportu. Jej przewodniczącymi będą Adam Giersz (minister sportu) oraz Piotr Nurowski (prezes PKOl). Ich zastępcami: Tomasz Półgrabski (podsekretarz stanu w ministerstwie) oraz Adam Krzesiński. Członkowie to m.in. Ryszard Stadniuk, prezes związku wioślarskiego, i Jerzy Skucha, szef PZLA.
Jak mówi prezes Nurowski, na pewno nie zabraknie sporów, ale ostateczne stanowisko Rady będzie spójne.
Nieobsadzone jest jeszcze stanowisko szefa zespołu wsparcia naukowo-metodycznego. Ma to być najważniejszy specjalista w sztabie, ktoś powszechnie ceniony w tym środowisku. Nurowski na pytanie, czy chodzi o Zbigniewa Pacelta, który według ubiegłorocznych planów miał być szefem „Sztabu Londyn”, odpowiedział milczeniem. Z dobrze poinformowanych źródeł wiemy jednak, że chodzi o kogoś innego. Zespołem tym będzie dowodził fachowiec z Instytutu Sportu, który przynależy do ministerstwa, więc można chyba domniemywać, że właśnie tam zapadną personalne decyzje.
Koncepcja ubiegłoroczna z Paceltem w roli głównej jest już nieaktualna, między innymi ze względów finansowych, jak tłumaczy Tomasz Półgrabski. Nie oznacza to oczywiście, że została pogrzebana na zawsze.
– Na razie, do igrzysk w Londynie, stawiamy na przemiany ewolucyjne. Później nie wykluczamy rewolucji – mówi Nurowski.
[srodtytul]Nie liczy się udział[/srodtytul]
Sztabu nie ma, ale ruszył już jeden z programów, który miał być elementem reformy. Chodzi o sensowniejszy rozdział środków na przygotowania: tak by najlepszym nie zabrakło w przygotowaniach niczego, przeciętni pozostali na dotychczasowym poziomie finansowania, a ci, którzy dotychczas jeździli na igrzyska tylko dlatego, że „liczy się sam udział”, w ogóle nie byli na nie wysyłani. – Będziemy pilnować, by nasze krajowe kryteria kwalifikacji do reprezentacji, znacznie ostrzejsze niż międzynarodowe, były przestrzegane – podkreśla Nurowski.
Ministerstwo wybrało już grupę najlepszych, objętych specjalnym programem. Takie umowy przed igrzyskami w Vancouver podpisali Justyna Kowalczyk, Adam Małysz i Tomasz Sikora.
Od stycznia ma ruszyć program przygotowań do igrzysk letnich, nazwany Klub Polska Londyn 2012. – Obejmie 35 zawodników z 21 konkurencji. To medaliści igrzysk w Pekinie oraz mistrzostw świata w konkurencjach olimpijskich z 2009 roku. Takie kryterium doboru ustaliło ministerstwo – mówi Adam Krzesiński.
Ta grupa zostanie objęta takim programem, jak Kowalczyk, Małysz i Sikora. Warunki stworzone elicie mają zachęcić pozostałych, by bardziej się starali. – Muszą nas przekonać w następnych miesiącach, że na nich też warto stawiać – tłumaczy sekretarz PKOl.