Takiego finału nikt by nie wymyślił. Sonay Kartal jeszcze kilka tygodni temu leczyła kontuzję, a do turnieju w Wuhan przystępowała jako 170. zawodniczka światowego rankingu. Maja Chwalińska była w tym roku już w finale Roland Garros i to doświadczenie mogło jej dawać lekką przewagę, ale trzeba było pamiętać, że to przecież dopiero pierwszy sezon Polki na tenisowych salonach.
Stawka wielkich meczów Mai nie paraliżuje, ale to jej rywalka lepiej zaczęła to spotkanie, wychodząc szybko na prowadzenie 2:0, a później stopniowo i ze spokojem budując przewagę.
Chwalińska – Kartal. Niespodziewany finał w Wuhan
Kartal, zanim doznała kontuzji, była sklasyfikowana na 44. pozycji. W Wuhan pokazała, że to nie przypadek. Wyrzuciła za burtę Szwajcarkę Belindę Bencic, Włoszkę Jasmine Paolini, Ukrainkę Elinę Switolinę i wreszcie Jelenę Ostapenko. Łotyszkę doprowadziła do furii. Ten półfinał miał niesamowity przebieg, bo Kartal w obydwu setach przegrywała już 1:4, a mimo to zwyciężyła po dwóch tie-breakach 7:6 (11-9), 7:6 (7-5).
– Gram teraz z ogromną pewnością siebie – przyznała. I tę pewność było widać także w finale. Pierwszego seta rozegrała na własnych warunkach, nie popełniając w zasadzie błędów. Była konsekwentna i bardzo precyzyjna.
W drugim też prowadziła 2:0, ale wcześniej musiała skorzystać z pomocy medycznej. Zmagała się z jakimiś problemami, zaczęła popełniać błędy, być może odczuwała już trudy turnieju. Chwalińska zdołała ją przełamać i po raz pierwszy w meczu wyjść na prowadzenie 4:3. Tej szansy nie wypuściła już z rąk.
Potrzebna była trzecia partia, a w niej oglądaliśmy znów mocny start w wykonaniu Kartal. Tym razem jednak Maja od początku naciskała. Obie zdobywały punkty przy własnym podaniu, aż w końcu Polka przełamała Brytyjkę przy stanie 2:2. Wybiła ją z rytmu, otwierając sobie drogę do historycznego zwycięstwa.
To wielki dzień dla polskiego tenisa. Wcześniej tylko Agnieszka Radwańska i Iga Świątek triumfowały w finałach imprez rangi WTA 1000. W dodatku Chwalińska została dopiero drugą zawodniczką od 1990 r., której pierwsze dwa finały w głównym cyklu przypadły na turniej wielkoszlemowy i WTA 1000.
W Wuhan zarobiła 665 tys. dol. W poniedziałek zadebiutuje w drugiej dziesiątce rankingu (awans na 11. miejsce). A drogi do finału ostatniego w tym sezonie „tysięcznika” nie miała wcale usłanej różami. Musiała pokonać m.in. utalentowaną nastolatkę z USA Ivę Jović, Greczynkę Marię Sakkari, z którą wygrała też podczas Roland Garros, i przede wszystkim swoją przyjaciółkę Igę Świątek.
Co się musi stać, by Iga Świątek zakwalifikowała się do WTA Finals?
Mecz z Igą – sędziowany w dodatku przez Polkę Martę Mrozińską – był pełen dramaturgii i zwrotów akcji. Gdy wydawało się, że po zwycięstwo w pierwszej partii zmierza Świątek, przy stanie 5:3 Maja obroniła dwie piłki setowe, potem wygrała trzy gemy z rzędu, stawiając Igę pod ścianą. W dodatku bardziej utytułowana z Polek poprosiła o pomoc medyczną. Leżała na ziemi, z grymasem bólu na twarzy i łzami w oczach.
Czytaj więcej
Kończący się US Open ma się stać „tenisowym Disneylandem”. Niektórzy wzięli sobie chyba to za bardzo do serca. Zawodnicy zeszli na drugi plan, a ko...
To wszystko sugerowało, że sytuacja jest naprawdę poważna. Świątek wróciła do gry, z bandażem na udzie, ale kontuzja mocno jej dokuczała. Pierwszego seta przegrała 5:7, w drugim podeszła do Macieja Ryszczuka, by poradzić się, czy powinna ryzykować i kontynuować mecz, czy lepiej zejść z kortu. Trener przygotowania fizycznego zasugerował, żeby przerwała spotkanie, jeśli nie czuje się na siłach. Iga zacisnęła jednak zęby i dotrwała do końca, choć nie była w stanie nawiązać już walki i przegrała 1:6.
– Wiedziałam, że będzie trudno o zwycięstwo, ale chciałam kontynuować rywalizację, bo zależało mi na tym, by Maja wygrała w sportowy sposób – opowiadała Świątek. Tłumaczyła też, że kontuzji doznała już wcześniej. – Właściwie już po meczu drugiej rundy z Magdą Fręch rozważałam wycofanie się z turnieju, ale skoro nadal mogłam grać w miarę normalnie, starałam się zapomnieć o bólu. W sobotę zdałam sobie jednak sprawę, że kontuzja może być zbyt poważna.
Czytaj więcej
Hubert Hurkacz doczekał się pierwszego zwycięstwa nad Novakiem Djokoviciem. Polak wygrał 6:4, 6:3 z byłym liderem światowego rankingu i awansował d...
Porażka bardzo komplikuje jej sytuację w walce o przepustkę do kończących sezon WTA Finals (8-15 listopada, Indian Wells w Kalifornii). Musiałaby triumfować w dwóch kolejnych turniejach rangi WTA 500 – w Ningbo (19-25 października) i w Tokio (26 października – 1 listopada).
– Jestem zmotywowana. Czuję, że gram dobrze, to był udany tydzień. Odpocznę, pojadę do Ningbo i zobaczymy, jak mi pójdzie. Jeśli się nie uda, to po prostu będę miała dłuższe wakacje – zapowiada Iga, która awansując do najlepszej czwórki w Wuhan, skompletowała półfinały wszystkich dużych imprez.
– Mam nadzieję, że Iga dostanie się do WTA Finals. Właściwie to powiedziała mi: „Wiesz, jeśli się nie zakwalifikuję, to cię zabiję”. Nie, spokojnie wszystko między nami w porządku – żartowała Chwalińska.
Świątek i Chwalińska poznały rywalki w Ningbo
Pewne występu w WTA Finals są już liderka światowego rankingu, Kazaszka Jelena Rybakina oraz Białorusinka Aryna Sabalenka, Rosjanka Mirra Andriejewa, Amerykanki Jessica Pegula i Coco Gauff, Ukrainka Elina Switolina i Czeszka Linda Noskova. O ostatnie wolne miejsce Świątek rywalizuje z Czeszką Karoliną Muchovą i Ukrainką Martą Kostiuk.
Czytaj więcej
Turniej WTA Finals będzie miał nowego gospodarza. W latach 2027-2029 najlepsze tenisistki sezonu będą rywalizowały o tytuł w USA, w hali drużyny NB...
W Ningbo Świątek zacznie grę od drugiej rundy. Zmierzy się w niej z Czeszką Marie Bouzkovą albo z kwalifikantką. W jej części drabinki jest też m.in. Kostiuk.
Chwalińską na początek czeka spotkanie z Katarzyną Kawą (przebrnęła przez kwalifikacje), ale już w drugiej rundzie może trafić na Ostapenko lub Bencic, a w ćwierćfinale na Rybakinę. Dobra wiadomość jest taka, że ze Świątek może zagrać ponownie dopiero w finale.