Kiedy słyszy pani „Warsaw T-Mobile Polish Open", co pierwsze przychodzi do głowy?

Domowa atmosfera. To turniej, gdzie zawsze czuć wsparcie polskich kibiców, którzy przychodzą i tworzą świetny doping.

A jakie ma pani pierwsze skojarzenie z nazwiskiem: „Alicja Rosolska"?

Wspaniała, empatyczna, pomocna osoba. I oczywiście świetna deblistka. Dobrze pamiętam mój wyjazd na Puchar Federacji do Luksemburga w 2020 r., gdzie pełniłam funkcję rezerwowej. Byłam wtedy z Alą w jednym pokoju. Ten świat był wtedy dla mnie zupełnie obcy, więc zadawałam jej sporo pytań, a ona odpowiadała na każde. Nawet te, które z perspektywy czasu uważam za głupie.

Wasza relacja najwyraźniej rozwinęła się w dobrym kierunku, skoro to właśnie panią poprosiła o bycie partnerką deblową w swoim pożegnalnym turnieju, jakim będzie WTA 125 Warsaw Polish Open...

Gdyby ktoś wtedy, ponad sześć lat temu w Luksemburgu, powiedział mi, że życie napisze taki scenariusz – nie uwierzyłabym. Wówczas możliwość przebywania z nią na korcie to był jakiś kosmos. Cieszę się z takiego obrotu spraw i już nie mogę się doczekać tego występu.

Musimy również zahaczyć o występ singlowy, bo po ostatnich wynikach pewnie chciałaby pani odegrać ważną rolę także w grze pojedynczej...

Nie chcę stawiać sobie żadnego konkretnego celu wynikowego. Dzień po dniu, mecz po meczu – z takim podejściem gra mi się najlepiej. Ten turniej jest mocno obsadzony, mamy sporo nazwisk ze zbliżonym rankingiem do mnie, a jeszcze więcej z o wiele wyższym. Chcę się zaprezentować jak najlepiej przed polskimi kibicami, bo ich doping zawsze niesie. Od kiedy ta impreza przeniosła się na korty Legii, ciągle czekam na wygrany mecz w singlu.

Czytaj więcej

Wimbledon. Iga Świątek ustępuje z tronu. Polka nie obroni tytułu w Londynie

Ostatnie lata były dla pani ciągłym utrzymywaniem stałej pozycji w czwartej setce rankingu, ale trudno było o jeden gwałtowniejszy awans do przodu. W tym roku tego pani dokonała. Dlaczego?

Mimo że mój ranking przez dłuższy czas stał w miejscu, miałam wewnętrzne przekonanie, że ta cyferka przy nazwisku nie do końca oddaje moje realne możliwości. Równo rok temu zmieniłam team. Tegoroczny okres przygotowawczy był momentem, w którym udało się wykonać sporo dobrej pracy. Mam na myśli kwestie techniczne poszczególnych uderzeń, ale także przygotowanie motoryczne. Jak poczułam, że niedociągnięcia techniczne przestają mnie ograniczać, zaczęłam łapać więcej pewności siebie. To zamieniło się w wygrywanie większej liczby meczów i wszystko się zazębiło. Natomiast cały czas uważam, że jest spore pole do poprawy.

Czuje pani, że rozwinęła jakieś konkretne uderzenie?

Duży nacisk kładliśmy na forhend, bo w nim miałam największe rezerwy. Jestem w takim wieku, że nie zmienię swoich uderzeń o 180 stopni, ale cały czas mogę ulepszać to, co wypracowałam przez lata. W tym przypadku widzę, że kroki, jakie podjęliśmy z teamem, procentują w trakcie meczów.

Wspomniała pani wcześniej, że 12 miesięcy temu dokonała zmiany w zespole. Aktualnie pani głównym trenerem jest Piotr Pawlak, czyli także partner w życiu prywatnym. Jak sobie z tym radzicie?

Zawsze, gdy wychodzimy na kort, skupiamy się tylko i wyłącznie na pracy, jaka jest do wykonania. Piotrek potrafi mi pomóc także podczas spotkań. Ma dobre oko i szybko wraca z trafnymi uwagami. Wyłapać detale to jedno, ale trzeba to też umieć dobrze przekazać, co on potrafi.

Czytaj więcej

Linda Noskova nową mistrzynią Wimbledonu. To zła wiadomość dla Igi Świątek

Łatwiej przychodzi zrozumienie uwag od osoby, która zna panią nie tylko jako Martynę-tenisistkę?

Coś w tym jest. Takie słowa i wskazówki bardziej do mnie trafiają. Możemy sobie powiedzieć wszystko i dzięki temu zawsze znajdujemy rozwiązanie, nawet w tych najtrudniejszych sytuacjach.

Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na właściwych ludzi, którzy pomogą połączyć wszystkie kropki. Dlatego zawsze trzeba wierzyć w ten cały proces

Martyna Kubka

Pani bazą treningową w ostatnich miesiącach często jest Piatti Tennis Center. Jak to miejsce wygląda?

Jestem zadowolona, bo mam wszystko pod ręką. Opieka tenisowa i motoryczna są na wysokim poziomie. Fizjoterapeuta – jeżeli tylko potrzebuję – jest do dyspozycji codziennie. Jadąc tam, o nic się nie martwię. Mogę się skupić w pełni na trenowaniu, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Szczególnie cenię sobie przygotowanie motoryczne, bo mam możliwość współpracować z Drago Kladarine, czyli człowiekiem, który odpowiada za ten element u Alejandro Davidovicha Fokiny. Trenerzy od tenisa też są mocno zaangażowani. Chyba właśnie to robi na mnie największe wrażenie, bo ich podejście sprawia, że chce się pracować.

Piotr nie zawsze może być z panią na miejscu. Wtedy jest w stałym kontakcie z trenerami, z którymi pani pracuje?

Dokładnie tak to wygląda.

Czytaj więcej

Jannik Sinner obronił tytuł. Znów króluje na Wimbledonie

Lepszy ranking będzie pozwalał pani na udział w większych imprezach, ale też na budowanie zaplecza finansowego. Myśląc o przyszłości, chciałaby pani częściej mieć kogoś ze sobą na turniejach?

Zdecydowanie do tego dążymy. Podczas turnieju w Warszawie będzie mi towarzyszył wcześniej wspominany trener od przygotowania motorycznego z Piatti Tennis Center. Możemy to nazwać takim pierwszym kroczkiem tego procesu. Jeżeli możliwości finansowe na to pozwolą, to jak najczęściej chciałabym z kimś podróżować. Odbyłam też pierwsze rozmowy we Włoszech w kontekście ewentualnej pomocy trenerów z Akademii na jesiennych turniejach. Mam nadzieję, że wszystko się uda i zobaczymy, jak taka współpraca będzie wyglądała nie tylko w trakcie spokojnych treningów na miejscu, ale już podczas samej rywalizacji turniejowej.

Wrzesień, 2019 r. – rozegrała wtedy pani swój ostatni juniorski Wielki Szlem w Nowym Jorku. Po siedmiu latach powróci pani w to miejsce jako seniorka, by zagrać w kwalifikacjach US Open. Co powiedziałaby pani dziś tej 18-letniej Martynie, która jeszcze nie do końca wiedziała, co czeka na nią w zawodowym tenisie?

Wiem, że to błahe, ale żeby się nie poddawała. I na pewno, że nigdy nie wiadomo, kiedy wszystkie elementy zaczną tworzyć jedną całość. Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na właściwych ludzi, którzy pomogą połączyć wszystkie kropki. Dlatego zawsze trzeba wierzyć w ten cały proces.

Turniej WTA 125 Warsaw T-Mobile Polish Open odbędzie się 2-8 sierpnia w Warszawie na kortach Legia Tenis & Golf przy Myśliwieckiej. Wstęp w dniach 2-6 sierpnia jest bezpłatny. Bilety na półfinały można nabyć za pośrednictwem serwisu eBilet.pl. Transmisje z najważniejszych meczów turnieju pokaże Polsat Sport.