Rusza US Open 2023. Bezsenność w Nowym Jorku

US Open 2023 zapewni jak zawsze wiele hałasu, znaczne nagrody finansowe oraz głośną sławę najlepszym. Tytułów bronią Iga Świątek i Carlos Alcaraz. Polska mistrzyni zaczyna grę już w poniedziałek o godz. 18.

Publikacja: 28.08.2023 03:00

Iga Świątek jest sportowcem wszechstronnie uzdolnionym

Iga Świątek jest sportowcem wszechstronnie uzdolnionym

Foto: CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA

Nikt nie ma wątpliwości – to powinien być turniej porządkujący hierarchię kobiecego tenisa ze spodziewanymi dużymi rolami Igi Świątek, Aryny Sabalenki, także Jessiki Peguli, Coco Gauff i może Jeleny Rybakiny oraz ciąg dalszy wielkiej rywalizacji pokoleniowej wśród mężczyzn, którą podsumować ma finał najwybitniejszych: Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia.

Duże turnieje WTA w okresie poprzedzającym Wielki Szlem w Nowym Jorku wygrały Pegula i Gauff, co wzbudziło naturalne nadzieje kibiców w USA na powrót czasów, gdy na niebiesko-zielonych kortach Flushing Meadows rządziły amerykańskie tenisistki. Z polskiego punktu widzenia lepiej twierdzić, że Iga Świątek jeszcze nie pokazała całej mocy, z jaką przystąpi do obrony pierwszego wielkoszlemowego tytułu zdobytego na kortach twardych.

Czytaj więcej

Tenis w Cincinnati: finał Huberta Hurkacza był blisko

Polka wciąż jest faworytką mimo coraz większej presji ze strony kilku silnych rywalek. Iga ma dobry rok w WTA Tour, wygrała 53 z 62 meczów, zdobyła cztery tytuły i wciąż jest liderką rankingu. Półfinałowe porażki w Montrealu i Cincinnati mogą wprawdzie nieco zmniejszać wiarę w możliwości jej kolejnego sukcesu, ale mieliśmy już dowody, że Iga Świątek umie rosnąć w wielkich imprezach.

US Open. Polski poniedziałek. Kiedy gra Iga Świątek?

Stawka na pewno jest wysoka, zdolnych goniących wiele, na czele z Sabalenką, której wystarczy dorównać wynikowi Polki w Nowym Jorku, by wyprzedzić ją na pierwszym miejscu klasyfikacji światowej, ale to nie zmienia faktu, że oglądanie spotkań Igi może dać największą radość kibicom nad Wisłą.

Świątek zaczyna turniej w poniedziałek o 18 (czasu polskiego) na najważniejszym korcie – Arthur Ashe Stadium, jak na mecz rozstawionej z nr. 1 przystało. Przeciwniczka to Szwedka Rebecca Peterson (92. WTA). Na drodze Igi jest niemało mocnych dziewczyn: Jelena Ostapienko, Weronika Kudermietowa i – już w ćwierćfinale – Gauff, która pod trenerską ręką Pere Riby i Brada Gilberta zaczęła wreszcie spełniać rozbudzone już w 2019 roku niemałe oczekiwania. Wygrała turnieje w Waszyngtonie i Cincinnati, po siedmiu porażkach wreszcie pokonała Igę.

65 mln dolarów

Do tylu wzrosła całkowita pula nagród na US Open.

Mistrzyni i mistrz dostaną po 3 mln

Amerykanie czekają na tytuł swej tenisistki od 2017 roku, gdy zwyciężyła Sloane Stephens. Teraz mają jeszcze nieustępliwą Jessicę Pegulę, niedawną mistrzynię z Montrealu. O Sabalence wiadomo, że może wygrać zawsze, jeśli będzie miała chłodną głowę, Rybakina na razie ma problemy fizyczne, które oddalają ją nieco od głównych kandydatek do sukcesu.

Poza nimi pozostaje patrzeć na mistrzynię Wimbledonu Marketę Vondrousovą, na Ons Jabeur odradzającą się z okazji każdego Wielkiego Szlema oraz dwie tenisistki, które faworytkami nie są, ale szacunek każe oglądać ich grę. To Venus Williams, najstarsza dziś dama tenisa, która gra w US Open 24. raz (dzięki dzikiej karcie), oraz Karolina Woźniacka, która na Flushing Meadows wprawdzie nie zwyciężyła, ale była liderką rankingu, urodziła dwójkę dzieci i wraca, by zobaczyć, czy macierzyństwo ją wzmocniło.

Pierwszy poniedziałek jest ważny dla pozostałych Polek. Godzinę przed Igą, o 17 na kort nr 6 wyjdzie Magdalena Fręch (75. WTA), by zagrać z Amerykanką Emmą Navarro (57. WTA). Znacznie później (zapewne około 23), po dwóch meczach męskich na korcie nr 13 pojawi się Magda Linette (24. WTA), by zagrać z Aleksandrą Sasnowicz (68. WTA).

Turniej męski, w wersji najbardziej oczekiwanej, ma znów doprowadzić do wielkiego meczu Alcaraza z Djokoviciem. Kto oglądał wspaniały finał turnieju w Cincinnati wygrany po niesłychanej walce przez Serba, wie, że o lepszy tenis dziś trudno. Wszystkie inne rozstrzygnięcia, takie jak wygrane Daniiła Miedwiediewa, Jannika Sinnera, Holgera Rune, Caspera Ruuda, Andrieja Rublowa czy Stefanosa Tsitsipasa, także Huberta Hurkacza, byłyby niespodzianką, w obecnej sytuacji wcale nie najbardziej oczekiwaną.

Zatem wracający do Ameryki po czasach związanych z pandemią Covid-19 i brakiem szczepień Djoković (36 lat, 23 tytuły wielkoszlemowe), mówiący, że dziś nie wie, czy to jego ostatni start w Nowym Jorku, czy niebojący się już nikogo Alcaraz (20 lat, dwa tytuły) to na razie temat przewodni turnieju. Można tylko nieśmiało dociekać, czy znajdzie się ktoś w drugiej linii, kto dorówna Serbowi lub Hiszpanowi albo trafi na słabszy dzień faworyta.

Każdy kibic tenisa wie, że mecze US Open to doświadczenie ekscytujące, ale na swój sposób

W tym towarzystwie niektórzy widzą też Hurkacza, który w Toronto wreszcie pokazał, że przy odpowiedniej formie wciąż ma możliwości sięgające znacznie wyżej, niż wskazuje obecne, 17. miejsce w rankingu światowym. W zeszłym roku Hubert przegrał z Ilią Iwaszką już w drugiej rundzie, teraz jego pierwszym rywalem jest Szwajcar Marc-Andrea Huesler (97. ATP) – ten mecz zapewne odbędzie się we wtorek.

Losowanie umieściło na drodze Polaka wielu Rosjan, nie można wykluczyć, że zagra w trzeciej rundzie z Karenem Chaczanowem, potem z Rublowem lub Miedwiediewem. Każdy sukces po drugiej rundzie da Hubertowi cenne punkty rankingowe. Powrót do pierwszej dziesiątki zapewniłby jednak dopiero półfinał.

VAR w tenisie na wyciągnięcie palca

Każdy kibic tenisa wie, że mecze US Open to doświadczenie ekscytujące, ale na swój sposób. Podstawą budowania emocji jest ogrom imprezy – 33 korty, wśród nich stadion Arthura Ashe’a (23 771 miejsc), Louisa Armstronga (14 000) i Grandstand (8125 miejsc), oraz stały zgiełk na trybunach niekiedy wzmacniany hukiem przelatujących samolotów oraz sesje nocne, podczas których rozstrzygnięcia poznajemy czasem koło trzeciej nad ranem. W ubiegłym roku rekord ustanowili Alcaraz i Sinner, którzy zakończyli spotkanie o 2.50.

Sesje rozpoczynane po zmierzchu nie podobały się ostatnio Jelenie Rybakinie podczas turnieju w Montrealu, gdy kończyła ćwierćfinał w środku nocy, ale organizatorzy Wielkiego Szlema w Nowym Jorku nie mają planów zmiany godzin rozpoczynania wieczornej rywalizacji w celu zapewnienia większego komfortu grającym i uniknięcia późnych powrotów do domu przez kilkanaście tysięcy najbardziej wytrwałych widzów, nawet jeśli niektórzy uczestnicy turnieju wyrażają obawy lub niechęć wobec takich rozwiązań.

Pozostanie, jak było: początek każdej sesji nocnej o 19 czasu nowojorskiego (o 1 w nocy w Polsce) i w programie dwa, zwykle bardzo atrakcyjne mecze. – Wieczorne mecze były intensywnie omawiane i oceniane po turnieju w 2022 roku. Rozważaliśmy wcześniejsze rozpoczęcia sesji, na przykład o 18, ale nie jest to możliwe, ponieważ nowojorczykom trudno jest dotrzeć na korty nawet godzinę później. Rozmawialiśmy o tylko jednym meczu wieczornym, ale uznaliśmy, że to niesprawiedliwe wobec kibiców. Pozostajemy przy założeniu, że dwa późne spotkania to najlepsza opcja, choć nadal będziemy oceniać, jakie daje efekty – rzekła pani Stacey Allaster, niegdyś szefowa WTA, dziś dyrektorka US Open i dyrektorka ds. tenisa zawodowego w amerykańskiej federacji (USTA).

Poprawi się praca sędziów: dostaną na krzesełku możliwość błyskawicznego sprawdzenia miejsca upadku piłki, dotknięcia siatki, podwójnych odbić i innych incydentów kortowych. Jednym słowem – VAR na wyciągnięcie palca. To powinna być istotna zmiana.

US Open 2023. Premie znów większe

Hałas na trybunach i obok nich był i będzie. Oczywiście są niekiedy chwile, gdy publiczność milknie porażona wydarzeniami na korcie, ale tylko po to, by wziąć głębszy oddech na głośniejszą reakcję. Miejscowe prawo do swobodnej rozmowy w trakcie wymian jest oczywiste, tak samo jak znaczna ekspresja w wyrażaniu uczuć wobec grających.

W bliskim tle dźwiękowym są jeszcze odgłosy wydawane przez startujące i lądujące samoloty na pobliskim lotnisku LaGuardia, pociągi podmiejskie (zwłaszcza ich piszczące hamulce) kursujące obok Narodowego Centrum Tenisowego USTA im. Billie-Jean King, wreszcie ruch samochodowy i niekiedy dźwięki syren policyjnych dobiegające z Grand Central Parkway – drogi biegnącej w sąsiedztwie zachodniego krańca obiektu.

Taki urok tego miejsca i nawet realizatorzy transmisji telewizyjnych pogodzili się z faktem, że muszą zaakceptować dźwiękowe tło turnieju, co więcej, aby oddać telewidzom atmosferę, jakiej doświadczają widzowie na trybunach, dodają w różnych miejscach mikrofony tylko po to, aby uchwycić te dodatkowe brzmienia stadionu i Wielkiego Jabłka.

W związku z nową zasadą zezwalającą na porozumiewanie się grających z trenerami w trakcie meczu te mikrofony umieszczane są ponadto w takich miejscach, by można było usłyszeć, jakie uwagi przekazuje szkoleniowiec i co odpowiada zawodnik. W sumie opinia, że Arthur Ashe Stadium jest jakieś dziesięć razy głośniejszy od kortu centralnego Wimbledonu, wydaje się dobrze uzasadniona, chyba, że na londyńską trawę wychodzi tenisista lub tenisistka z Wielkiej Brytanii.

Nie zmienia się też dążenie Amerykanów, by ich turniej Wielkiego Szlema płacił grającym najwięcej z całej czwórki. W 2023 roku zatem całkowita pula nagród wzrosła do 65 milionów dolarów, to znów nominalny rekord turnieju. Wzrost wobec poprzedniego roku jest zauważalny, cała pula wynosiła wówczas 60 mln dol. co oznacza średnią podwyżkę wypłat o ponad 8 procent.

Turniej niespecjalnie chce zmieniać swoją barwną etykietę

Mistrzyni i mistrz odbiorą 9 i 10 września czeki na 3 mln dol., w ich przypadku powiększono premię o ponad 15 procent. Carlos Alcaraz i Iga Świątek dostali po finałowych sukcesach 12 miesięcy temu po 2,6 mln brutto.

Wypłata dla pokonanych w finale też wygląda dobrze: po 1,5 mln. Dla przegranych półfinalistek i półfinalistów po 775 tysięcy. To wciąż więcej, niż wezmą mistrzynie i mistrzowie debla, dla których przeznaczono po 700 tysięcy do podziału. Start w pierwszej rundzie turnieju głównego US Open to 81 500 dolarów – wielu grającym osłodzi przykrość po porażce.

W tym roku wzrost premii łączy się z obchodami 50. rocznicy wyrównania płac kobiet i mężczyzn w US Open. Nowojorski turniej był pierwszym z czwórki Wielkiego Szlema (Wimbledon w 2007 roku – ostatnim), który wprowadził w życie finansowe równouprawnienie, w 1973 roku John Newcombe i Margaret Court odebrali za zwycięstwa singlowe po 25 tys. dolarów z puli 100 tys. dla każdej płci. Radość celebracji może nieco popsuć fakt, że w poprzedzających US Open 2023 dużych turniejach WTA 1000 i ATP Masters 1000 w Toronto/Montrealu oraz w Cincinnati panowie mimo zbliżonej rangi wydarzeń mieli do wzięcia dużo więcej pieniędzy od pań. Jak przypomina Billie-Jean King: – Postęp jest, walka jeszcze nieskończona.

Mimo wszystko dobrych wiadomości finansowych dla tenisistek i tenisistów jest w Nowym Jorku niemało. Organizatorzy postanowili znacznie ulżyć startującym w sprawach podróży na turniej oraz w kwestii zakwaterowania i wyżywienia. Wzrosły codzienne diety, dodano wszystkim uczestnikom bony podróżne o wartości 1000 dolarów, w darmowych hotelach turniejowych można skorzystać z jednego pokoju więcej dla kogoś z ekipy, a jeśli ktoś woli mieszkać samodzielnie, norma hotelowa wzrosła z 300 do 600 dolarów dziennie. Zwiększyła się także liczba naciąganych za darmo rakiet.

To wszystko dotyczy uczestniczek i uczestników turnieju głównego i kwalifikacji, w grze singlowej, deblowej i mikstach, także we wszelkich odmianach turniejów na quadach i wózkach – w tych specjalnościach nagrody też wzrosły, do łącznej kwoty 1,032 mln dolarów.

W Nowym Jorku będzie zatem głośno jak zawsze, bogato jak zawsze i może dobrze, że turniej niespecjalnie chce zmieniać tę barwną etykietę. W końcu to też powód do ekscytacji, gdy wielki sport ma swój szczyt na największej arenie na świecie, największym i najgłośniejszym stadionie w warunkach, które bywają elektryzujące, niekiedy zabawne i nigdy nudne. Czas zacząć oglądać codzienne amerykańskie sesje i się nie wysypiać.

Nikt nie ma wątpliwości – to powinien być turniej porządkujący hierarchię kobiecego tenisa ze spodziewanymi dużymi rolami Igi Świątek, Aryny Sabalenki, także Jessiki Peguli, Coco Gauff i może Jeleny Rybakiny oraz ciąg dalszy wielkiej rywalizacji pokoleniowej wśród mężczyzn, którą podsumować ma finał najwybitniejszych: Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia.

Duże turnieje WTA w okresie poprzedzającym Wielki Szlem w Nowym Jorku wygrały Pegula i Gauff, co wzbudziło naturalne nadzieje kibiców w USA na powrót czasów, gdy na niebiesko-zielonych kortach Flushing Meadows rządziły amerykańskie tenisistki. Z polskiego punktu widzenia lepiej twierdzić, że Iga Świątek jeszcze nie pokazała całej mocy, z jaką przystąpi do obrony pierwszego wielkoszlemowego tytułu zdobytego na kortach twardych.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Tenis
Magda Linette w ćwierćfinale. Magdalena Fręch zakończyła mecz z kontuzją
Tenis
Kariera w cieniu oszustw. Wielka ucieczka Camili Giorgi
Tenis
Serena Williams wróci do gry? Legendarna tenisistka dała kibicom nadzieję
Tenis
Alexander Zverev wygrywa, ale sprawa przemocy wciąż się za nim ciągnie
Tenis
Echa zwycięstwa Igi Świątek w Rzymie. „Czerwony dywan do Roland Garros”