Lepszego początku być nie mogło – łatwy mecz i pewne zwycięstwo to najlepszy wstęp do poważnej gry, ale trzeba przyznać, że 19-letnia Siniakova (69. WTA) wielkiego oporu rozstawionej z nr. 15 krakowiance nie stawiała.
To zwycięstwo oznacza, że zobaczymy Polkę w trzeciej rundzie, bowiem rywalką Agnieszki w kolejnym meczu będzie siostra Urszula lub Magda Linette (grały po zamknięciu tego wydania gazety, podobnie jak Jerzy Janowicz z Hiszpanem Pablo Carreno Bustą).
Jeśli chodzi o zainteresowanie mediów przed turniejem – Serena Williams wzięła wszystko. Ameryka czeka na jej klasycznego Wielkiego Szlema, bo trudno traktować poważnie marketingowe wynalazki w rodzaju Szlema Sereny (zwycięstwa w czterech kolejnych turniejach, ale nie w tym samym roku).
Amerykanka od stycznia wygrała Australian Open, Roland Garros i Wimbledon i jeśli zwycięży także w Nowym Jorku, będzie pierwszą tenisistką po Steffi Graf (1988), której się to udało w jednym roku kalendarzowym.
O skali trudności tego wyzwania może świadczyć to, że kilka pokoleń znakomitych tenisistów – od Bjoerna Borga i Johna McEnroe poczynając, poprzez Pete'a Samprasa i Andre Agassiego, a na Rogerze Federerze, Rafaelu Nadalu i Novaku Djokoviciu kończąc, bezskutecznie poluje na Wielkiego Szlema.
Wiele wskazywało, że Djoković będzie grał w Nowym Jorku o taką samą stawkę jak Serena. Jego forma na początku roku była znakomita, eksperci zastanawiali się, czy ktokolwiek nawiąże z nim walkę. Dzielny Szwajcar Stan Wawrinka uzbrojony w piękny i skuteczny bekhend dał odpowiedź w Paryżu, wygrywając z Djokoviciem w finale.
Ostatnio Serb przegrał też z Andym Murrayem w Montrealu i Rogerem Federerem w Cincinnati i na kortach twardych jego przewagi trochę się sfilcowały. Ale nie tak bardzo jak Nadala, wobec którego formułowane są już pytania: to tylko kryzys czy już zmierzch.
Tytułu broni Chorwat Marin Cilić, ale mało kto wierzy, że obroni, bo jego sezon popsuła kontuzja barku.
Turniej pokazuje Eurosport 1 i 2.