Reklama

Władimir Semirunnij dla „Rzeczpospolitej”. „Chciałem normalnie żyć i trenować”

Kiedyś na tych największych patrzyłem z podziwem. Dzisiaj to na mnie tak patrzą – mówi „Rzeczpospolitej” rosyjski łyżwiarz Władimir Semirunnij, który w piątek powalczy o medal dla Polski na dystansie 10 000 m.
Władimir Semirunnij

Władimir Semirunnij

Foto: Paweł Skraba / AZS / Honest Media

Korespondencja z Mediolanu

Spokój w głowie, ogień w nogach – to dobre hasło na igrzyska?

Bardzo dobre. Staram się o tym wszystkim za dużo nie myśleć. Wyrzucam z głowy fakt, że to jakiś wyjątkowy moment. Igrzyska są wyjątkowe, oczywiście, że tak, ale nie chcę tego podkręcać. Chcę zrobić wszystko, co mogę, tak jak na każdych innych zawodach. Robię swoje, słucham trenerów, korzystam z rad kolegów i skupiam się na jeździe.

Ale jednak to igrzyska. Czuje pan, że jest w centrum uwagi?

Czuję. Zdjęcia, wywiady, zainteresowanie mediów – bardzo mi się to podoba. Nie będę udawał, że nie, ale staram się przeżywać to spokojnie, bardziej w swojej głowie albo w rozmowach z bliskimi znajomymi, którym ufam. Nie czytam wszystkiego, wyłączyłem Instagrama, staram się unikać wiadomości. Najważniejsze jest to, co zrobię na lodzie.

Czytaj więcej

Igrzyska olimpijskie. Urodzili się w Rosji, powalczą o medale dla Polski

W jakiej jest pan formie przed startem, najpierw na 10 000 m, a później na 1500 m?

W najlepszej w życiu. Naprawdę. Czuję, że mogę dać bardzo dużo. Organizm pracuje tak, jak trzeba, głowa jest spokojna. To dla sportowca najważniejsze, kiedy czuje, że wszystko się zgadza.

Reklama
Reklama

Cztery lata temu pana życie wyglądało zupełnie inaczej, gdy uciekał pan do Polski po wybuchu wojny

Wyjechałem, bo chciałem normalnie żyć, trenować i kontynuować karierę. Na początku nie wiedziałem, co będzie dalej. Była niepewność, formalności, czekanie. Wiedziałem, że po okresie karencji będę mógł startować w Pucharze Świata czy mistrzostwach świata i Europy, ale żeby pojechać na igrzyska, potrzebny był polski paszport. Kiedy dostałem kartę pobytu i usłyszałem, że sprawy paszportowe idą w dobrym kierunku, pierwszy raz naprawdę uwierzyłem, że to się może udać.

Pobicie rekordu Thialfa, czyli najsłynniejszego toru łyżwiarskiego na świecie, wręcz można powiedzieć „łyżwiarskiego Wembley”, i tak spektakularne wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej na 10 000 m musi robić wrażenie na rywalach…

Na pewno. Kiedy pobiłem rekord na Thialfie i zdobyłem kwalifikację na 10 000 m, poczułem, że jestem w światowej czołówce. Kiedyś patrzyłem na takich zawodników jak Davide Ghiotto i myślałem: „wow, jaki potwór”. A teraz widzę, że oni patrzą na mnie z szacunkiem. I powiem szczerze – podoba mi się to uczucie.

Czytaj więcej

Jak Władimir został Władkiem. Semirunnij polskim medalistą w łyżwiarstwie szybkim

Słychać głosy, że doskonale wpasował się pan w naszą reprezentację. Po polsku mówi pan już świetnie

Nie mogę powiedzieć złego słowa o nikim z kadry i z każdym mam super kontakt. Dużo żartujemy, jest dobra energia, nikt się nie spina. To bardzo pomaga, żeby się nie stresować. Nawet jeśli jest różnica pokolenia, jak między mną a Natalią Czerwonką, to zachowujemy się jak brat i siostra. Śmiejemy się, wspieramy. To jest piękne.

Moja dziewczyna przyleciała już do Mediolanu, a to jeden z najważniejszych kibiców. Rodzice i cała rodzina z Rosji będą oglądać przed telewizorami. Są bardzo dumni 

Władimir Semirunnij

Dużą rolę odgrywa także trener?

Ogromną. On mnie wspiera, nie chodzi za mną i nie mówi złych rzeczy, nie krytykuje. Jeśli czuję, że coś jest nie tak, zawsze mogę przyjść i pogadać. Najpierw trener, potem przyjaciele z kadry. Dzięki temu czuję się tu naprawdę jak w domu.

Reklama
Reklama

Tor w Mediolanie, choć tymczasowy, naprawdę jest szybki. Pokazują to rekordy olimpijskie, które padają

Bardzo mi się podoba ten tor. Jedyny minus to temperatura, bo jest naprawdę gorąco. Dlatego używam kamizelki chłodzącej między odcinkami i chodzę w niej po rozgrzewce. Ale lód jest szybki, co skutkuje rekordami. Porównałbym go do toru w Tomaszowie Mazowieckim, ale na pewno jest jeszcze szybszy. Pasuje mi to.

Czytaj więcej

Damian Żurek bez olimpijskiego medalu. Do podium zabrakło 0,07 s

Bliskość Polski sprawia, że do Mediolanu za wieloma naszymi sportowcami przyjeżdżają najbliżsi. Pan też może liczyć na takie wsparcie?

Tak, moja dziewczyna przyleciała już do Mediolanu, a to jeden z najważniejszych kibiców. Rodzice i cała rodzina z Rosji będą oglądać przed telewizorami. Są bardzo dumni. Mówią, że jestem najlepszym synem. A ja mówię, że mam najlepszych rodziców. Zawsze mnie wspierali i dalej wspierają. Cieszę się, że ich mam.

Byłem już kilka razy na mieście, spacerowałem. No i oczywiście, jak to we Włoszech, musiałem spróbować pizzy i tiramisu. O, brak tiramisu w wiosce to chyba jedyna wada

Władimir Semirunnij

A jak wygląda życie w wiosce olimpijskiej?

Bardzo fajnie. Można pogadać z innymi sportowcami, zobaczyć, jak oni przeżywają igrzyska. Byłem już kilka razy na mieście, spacerowałem. No i oczywiście, jak to we Włoszech, musiałem spróbować pizzy i tiramisu. O, brak tiramisu w wiosce to chyba jedyna wada.

Znajdzie pan czas, by kibicować innym?

Na pewno chciałbym iść na short track. A po swoim starcie bardzo chcę kibicować naszym panczenistom – Damianowi, Markowi i Piotrkowi, którzy w sobotę będą walczyć na 500 m.

Reklama
Reklama

Czego możemy się spodziewać po Władku Semirunniju w Mediolanie? Właśnie spokoju w głowie i ognia w nogach, od których rozpoczęliśmy tę rozmowę?

Tak, i tego, że będę walczył do końca. Jestem przygotowany najlepiej, jak można i nie odczuwam stresu. Co z tego wyjdzie, zobaczymy, ale wierzę, że będzie dobrze.

Sporty zimowe
Porsche czy Seicento? Sprzęt sam nie pojedzie, w bobslejach ważne są też umiejętności
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Sporty zimowe
Karmienie, drzemki i kolorowanki. Gdy mama jedzie na igrzyska olimpijskie
Sporty zimowe
Ilia Malinin. Jak geniusz na łyżwach skradł show podczas igrzysk
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Sporty zimowe
Johannes Hoesflot Klaebo. Bohater zimowych igrzysk ma więcej złota niż Polska
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama