Reprezentant Polski przed igrzyskami olimpijskimi był wymieniany jako największa nadzieja na medal dla biało-czerwonych. Nic dziwnego, bo w tym sezonie i na 500, i na 1000 m jeździ świetnie. Na obu dystansach jest drugi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a pod koniec stycznia w Inzell nawet wygrał na 500 m.
Dominatorem na tym dystansie jest Amerykanin Jordan Stolz, który od listopada 2023 r. tylko raz nie zwyciężył na 1000 m (na mistrzostwach świata w Hammar w zeszłym roku). Przed przyjazdem do Mediolanu zapowiadał, że chce wrócić do USA z czterema złotymi medalami. Stolz pokazał moc, pokonując w przedostatniej parze Holendra Jenninga De Boo, a czas 1.06,28 stał się rekordem olimpijskim.
Damian Żurek poza podium. Kiedy kolejna szansa na medal olimpijski?
Zaraz potem na lód wyszedł Żurek, a jego przeciwnikiem był Estończyk Marten Liiv. Polak otworzył swój bieg świetnie, czasem 16,13 s, a potem utrzymywał dobrą prędkość. Po pierwszym okrążeniu miał nawet najlepszy wynik 24,34 s, ale wiadomo, że to drugie okrążenie jest kluczowe. Mina naszego reprezentanta zdradzała, jak dużo go ten bieg kosztuje, dawał z siebie wszystko, ale nie był w stanie dogonić marzenia o medalu. Do szczęścia zabrakło 0,07 s (1.07,41).
Czytaj więcej
Igrzyska traktuję jak każde inne zawody – mówi „Rzeczpospolitej” Damian Żurek, który w Mediolanie...
Na swoją szansę czekał cztery lata, bo w 2022 r. w Pekinie dominował reżim antycovidowy i Żurek o mały włos zostałby wykluczony przez jeden pozytywny wynik testu. Zielone światło dostał niemal w ostatniej chwili, błyskawicznie się spakował i dołączył do reprezentacji. Tam, prawie bez aklimatyzacji i treningów na miejscu, zajął 13. miejsce na 1000 m i był 11. na 500 m. Teraz liczył na medale i została mu jeszcze jedna szansa – w sobotę na 500 m.