Po obiecującym, październikowym maratonie dwóch weekendów w Montrealu, gdzie Polacy aż dwanaście razy startowali w finałach, tydzień temu podopieczne Urszuli Kamińskiej i Gregory’ego Duranda ze sztafety - Gabriela Topolska, Ada Majewska, Nikola Mazur oraz Kamila Stormowska - wreszcie sięgnęły podium, stając na nim obok Holenderek i Koreanek, czyli aktualnych mistrzyń oraz wicemistrzyń olimpijskich.
- Przed wylotem przeszliśmy ciężkie, prawie czterotygodniowe zgrupowanie w Gdańsku, gdzie lód nie należy do najszybszych, przez co mogliśmy być nieco bardziej zmęczeni, niż przewidywaliśmy. To był ostatni moment, kiedy mogliśmy dołożyć zawodnikom obciążeń, aby później zejść z objętości. Liczymy, że po Nowym Roku wróci świeżość, za którą przyjdą wyniki na styczniowych mistrzostwach Europy w Gdańsku - zapowiada Kamińska.