Koronawirus przesądził – turniej odbędzie się bez publiczności. Niemcy zadecydowali o tym wcześniej (także w kwestii braku widzów podczas kolejnych zawodów PŚ w Willingen), Austriacka Federacja Narciarska (ÖSV) czekała do 23 grudnia, by w końcu poinformować, że w Innsbrucku i Bischofshofen też będzie cisza na trybunach.
„Żałujemy tej decyzji szkodzącej kibicom i skoczkom, ale chcemy jak najlepiej wesprzeć rząd w walce z pandemią" – napisała w oświadczeniu Roswitha Stadlober, od października nowa szefowa ÖSV.
Dobra wiadomość z okazji jubileuszu turnieju w zasadzie jest tylko jedna: znaczne zwiększenie nagrody dla mistrza turnieju.
Austriacy planowali początkowo sprzedać 4000 biletów na konkurs w Innsbrucku i 3500 w Bischofshofen. Sanitarne restrykcje objęły jednak całe austriackie narciarstwo – publiczności nie będzie także podczas zawodów PŚ w narciarstwie alpejskim i snowboardzie, zaplanowanych we Flachau, Zauchensee, Bad Gastein i w ośrodku Simonhöhe.
Dobra wiadomość z okazji jubileuszu turnieju w zasadzie jest tylko jedna: znaczne zwiększenie nagrody dla mistrza turnieju – z 20 do 100 tysięcy franków szwajcarskich, w wyniku wspólnego wysiłku czterech komitetów organizacyjnych oraz niemieckiego i austriackiego związku narciarskiego.
O tej podwyżce mówiło się od lat, przede wszystkim dlatego, że 20 tysięcy franków plus ważący 6 kg kryształowy Złoty Orzeł zrobiony przez fachowców ze znanej w branży firmy Joska Bodenmais to już nie były konkurencyjne nagrody.
Norwegowie zaczęli płacić zwycięzcy turnieju Raw Air 60 tys. euro (oraz 30 tys. dla wicemistrza i 10 tys. dla trzeciego na podium), Niemcy mistrzowi minicyklu Willingen 5 – 25 tys. euro, nawet Słoweńcy dają 20 tys. franków najlepszemu w Planica 7. Starzy górale wprawdzie pamiętają, jak przed dekadą mistrzowi bawarsko-tyrolskiego turnieju obiecano milion franków – pod warunkiem że zwycięży w każdym z czterech konkursów, ale obietnica pojawiła się tylko raz i więcej jej nie powtórzono.
W tym roku wreszcie mistrz otrzyma godną premię – 100 tysięcy plus standardowe wypłaty wyznaczone przez Międzynarodową Federację Narciarską – 100 franków za każdy punkt PŚ (czyli 10 tys. za każdą wygraną w konkursie) i jeszcze 3000 franków za sukces w kwalifikacjach. Ten, kto zdołałby wygrać wszystko, zarobiłby ponad 150 tys. franków.
W powszechnej opinii mistrzem 70. TCS będzie wicelider PŚ Ryoyu Kobayashi lub lider tej klasyfikacji pochodzący z Oberstdorfu Karl Geiger. Kolejność nieprzypadkowa, bo choć Niemiec od początku zimy skacze równo i daleko, to wyprzedza Japończyka także dlatego, że Kobayashi opuścił zawody w Ruce i Wiśle z powodu dyskwalifikacji oraz zakażenia Covid-19.
Kobayashi znów przypomina siebie sprzed trzech lat, gdy z niezwykłą lekkością nie tylko zwyciężył w Turnieju Czterech Skoczni (edycja 2018/2019), ale równie swobodnie zdobył Puchar Świata. Geiger ze swą solidnością i dynamiką będzie mocnym przeciwnikiem, o ile wytrzyma ciężar coraz dłuższego oczekiwania rodaków na zwycięstwo Niemca. Od sukcesu Svena Hannawalda minie 6 stycznia równo 20 lat.
Za wymienioną dwójką widać jeszcze kilku skoczków, którzy mogą włączyć się w tę walkę. Jest wśród nich także obrońca tytułu, trzykrotny triumfator turnieju – Kamil Stoch. Wybija się z obecnej mizerii polskiej reprezentacji, a jego ostatnie skoki obiecują jeszcze więcej.
Program turnieju
>OBERSTDORF
28 grudnia – kwalifikacje, 16.30
29 grudnia – I konkurs, 16.30
>GA-PA
31 grudnia – kwalifikacje, 14.00
1 stycznia – II konkurs, 14.00
>INNSBRUCK
3 stycznia – kwalifikacje, 13.30
4 stycznia – III konkurs, 13.30
>BISCHOFSHOFEN
5 stycznia – kwalifikacje, 17.15
6 stycznia – IV konkurs, 17.30
Transmisje w TVN i Eurosporcie 1.