Reklama

Dobra noga nie wystarczy

Ryszard Szurkowski - O kolarstwie w komunizmie oraz oczekiwaniach wobec Kwiatkowskiego i Majki.

Aktualizacja: 03.03.2015 21:50 Publikacja: 03.03.2015 20:26

Ryszard Szurkowski: – Sport i życie stały się bardziej kolorowe. Kolarstwo też wypiękniało

Ryszard Szurkowski: – Sport i życie stały się bardziej kolorowe. Kolarstwo też wypiękniało

Foto: Fotorzepa/Jakub Ostałowski

Rz: W niedzielę rozpoczyna się wyścig Paryż – Nicea, który inauguruje kolarski sezon. Pan startował w nim 41 lat temu. Wówczas jednak udział polskich kolarzy amatorów w wyścigu zawodowców był znaczącym wydarzeniem.

Ryszard Szurkowski: Bez przesady. Większość rywali znaliśmy. Różnica polegała na tym, że oni na początku marca, bo nic w kalendarzu kolarskim do dziś się nie zmieniło, mieli już za sobą kilka mniej znaczących wyścigów i w nogach tysiące kilometrów przejechanych na treningach. A my jedynie krótkie zgrupowanie w Bułgarii. A Paryż – Nicea to trudny wyścig, szczególnie w końcowej fazie, kiedy zaczynają się góry. Wtedy nie dawaliśmy rady, ale w pierwszej fazie wyścigu trzymaliśmy koło. Byłem drugi na etapie za Eddym Merckxem, potem trzeci w Orange i na końcu w Nicei. Miesiąc później pojechaliśmy Settimana Bergamasca, w którym na każdym etapie byliśmy w czołówce, a Staszek Szozda wygrał w klasyfikacji generalnej.

Dlaczego dopuszczono was, amatorów, do startu w zawodowym wyścigu?

Mieliśmy świetne wyniki jako amatorzy. Rok wcześniej zdominowaliśmy mistrzostwa świata w Barcelonie. Był silny nacisk, żeby się zmierzyć z profesjonalistami. W latach 90. spotkałem się z Merckxem i rozmawiałem z nim o tamtym starcie reprezentacji Polski w wyścigu Paryż – Nicea. Powiedział mi, że wszyscy zawodowcy się umówili, iż każdy z nich może wygrać, byleby nie amator. Bali się nas. Sądzę, że gdyby ten wyścig odbywał się w czerwcu, to powalczylibyśmy o zwycięstwo.

Czy ścigano się z wami jako z amatorami czy może raczej ze sportowcami z bloku wschodniego?

W sporcie nie istnieje rywalizacja polityczna. Po etapie byliśmy kumplami, rozmawialiśmy ze sobą, wspólnie jedliśmy posiłki. Kontekst polityczny nie ma dla startujących znaczenia. O Wyścigu Pokoju tyle lat mówiono, że jest komunistyczny. Dlaczego więc przyjeżdżali do nas Francuzi, Anglicy, Belgowie, Amerykanie? To był wspaniały wyścig, dwa tygodnie jazdy, 2,5 tys. km do przejechania.

Nie wolałby się pan jednak ścigać teraz, pójść taką drogą, jaką idą Michał Kwiatkowski, Rafał Majka?

Sport i życie stały się bardziej kolorowe. Kolarstwo też wypiękniało, ładnie pokazuje je telewizja. Ale w tamtych czasach sam fakt, że jeździliśmy po całym świecie, dawał nam wystarczającą satysfakcję. Bo to nie był tylko wyścig Paryż – Nicea, ale też klasyki w Anglii, Niemczech, Belgii. Kwiatkowski i Majka mogą się ścigać z zawodowcami, a my, poza tym wyjątkiem sprzed 41 lat, tylko z amatorami. Wcale nie czuliśmy się jednak z tego powodu gorsi. Widzieliśmy, że średnie prędkości na tych samych trasach były porównywalne, a często nawet wyższe u amatorów. Oni mieli zapewnione inne warunki, inne było też zainteresowanie zawodowcami. W wyścigu na mistrzostwach świata jechaliśmy w sobotę, a profesjonaliści w niedzielę – i oglądało ich o połowę widzów więcej. Świat patrzył tylko na nich. Co jednak mogliśmy zrobić? Uciec? Z kadry nikt nie uciekał, bo to się nie opłacało, nie mogliśmy narzekać.

Reklama
Reklama

Dziś polscy kolarze nie muszą uciekać, oni po prostu wyjeżdżają do zagranicznych grup i tam próbują się zaczepić.

Nie ma innej drogi. Dzięki temu uczą się kolarstwa w zawodowym peletonie. Dwóch z nich już doszło do poziomu mistrzowskiego. Zasłużyli na to, nikt im tego nie dał za darmo. Z Majką i Kwiatkowskim już się liczą. A nie jest łatwo być w kolarstwie liderem. Proszę spojrzeć na pomocników Contadora czy Froome'a. W niektórych wyścigach okazuje się, że oni są lepsi od wielkich gwiazd, na które pracują. Tylko co z tego? Kolarstwo ma bardzo prostą strukturę: jest lider, a reszta od czarnej roboty. Kwiatkowski i Majka są już liderami w wielu ważnych wyścigach. Bez wyjazdu za granicę nie osiągnęliby tego.

Gdzie miejsce na zwycięstwo Rafała Majki? Ewentualnie na Vuelcie

Polskie kolarstwo wraca do czasów świetności, choć niedawno nie było polskiego zawodnika w wielkim tourze.

Nie powiedziałbym, że dyscyplina przechodziła gwałtowny kryzys. Po zmianie ustroju mieliśmy przecież Leszka Piaseckiego, który wygrywał wyścigi we Włoszech. Wtedy jeszcze ostatnie sukcesy odnosił Czesiek Lang, potem Zenek Jaskuła, Zbyszek Spruch, który był wicemistrzem świata. Piotr Wadecki był szósty na mistrzostwach świata, siódmy na igrzyskach olimpijskich. Grzesiek Gniazdowski wygrał Puchar Świata. Nie wiem, dlaczego się o tym zapomina. To przecież wielkie kolarstwo. Co mają powiedzieć Francuzi, którzy od 30 lat czekają na zwycięstwo w wielkim tourze? U nich to dopiero jest posucha. A zainteresowanie dyscypliną i zaangażowanie sponsorów jest ogromne. Może tak niska ocena tego, co się działo w ostatnich latach w polskim peletonie, wzięła się stąd, że kolarze z mojego pokolenia gdziekolwiek by pojechali, tam wygrywali.

Łatwiej było wyszkolić kolarza za czasów komunizmu czy teraz?

Reklama
Reklama

Wtedy sport był dostępny dla wszystkich, teraz tylko dla najlepszych. Jeżeli ktoś dziś nie wybije się w miarę wcześnie, to nie dostanie pomocy od klubu. Muszą mu pomagać rodzice, kupować sprzęt, wozić na wyścigi. Dla nich będzie to inwestycja w dziecko, taka sama jak wysłanie na uczelnię. Dobrze, że istnieją w Polsce cztery szkoły mistrzostwa sportowego. Kolarze z talentem mogą się realizować. Kwiatkowski przeszedł przez szkołę w Toruniu, Majka był w Świdnicy. Teraz może się zrobi jeszcze lepiej, bo rośnie w siłę polska grupa zawodowa CCC Sprandi. Pewnie wkrótce stanie się odpowiednikiem naszej dawnej kadry.

Czy w tym roku dwaj nasi najlepsi kolarze są w stanie powtórzyć wyniki z poprzedniego sezonu?

Muszą osiągnąć podobną formę, a i to może nie wystarczyć. Kwiatkowski i Majka są już dobrze rozpoznawalnymi postaciami w peletonie. Na odprawach będą się pojawiać ich nazwiska, znajdą się pod kontrolą rywali. Ciąży na nich ogromna odpowiedzialność przed dyrektorami sportowymi, polskimi kibicami. Myślę, że sobie poradzą. To są młodzi, zdolni, bardzo rozumni zawodnicy.

Wypada już zapytać nie o to, czy, ale kiedy Polak wygra wielki tour?

W tym roku grupy już zdecydowały, który z ich zawodników ma wygrać Giro, który Tour de France, który Vueltę. Contador ma pojechać po zwycięstwo we Włoszech i Francji. To gdzie miejsce dla Majki? Ewentualnie na Vuelcie. Ale w jakiej formie wtedy będzie, jak sobie poradzi z Hiszpanami, którzy tam pojadą po wygraną? W kolarstwie o zwycięstwie nie decyduje tylko dobra noga, ale także wiele pozasportowych czynników – strategia grupy, jej właściciela, czyli zazwyczaj pieniądze.

Sport
Książka sportowa jak szalik lub koszulka. Co kibice czytali w 2025 roku?
Sport
Nie wierzyła, że pokonała Igę Świątek. Klaudia Zwolińska wygrała plebiscyt Przeglądu Sportowego
Sport
„Nie da się zmienić wszystkiego naraz". Polscy sportowcy o postanowieniach noworocznych
Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama