Tour de Flandres i Paryż–Roubaix to sportowe zabytki. Gdyby było można, należałoby ją wpisać na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
W ubiegłym tygodniu nie było zdjęcia sportowego, które bardziej przyciągałoby uwagę. Niemiecki kolarz zespołu Katiusza Ruediger Selig kuca nad leżącym bez ruchu na drodze zawodnikiem IAM Marcelem Areggerem. Selig przypomina wyglądem górnika po szychcie, tyle że pobrudzony jest błotem, a nie pyłem węglowym. Aregger leży jak martwy, dziwnie powykręcany, jego strój jest podarty.
Fotografię wykonano podczas wyścigu Dwars door Vlaanderen (Poprzez Flandrię), rozpoczynającego cykl flandryjskich klasyków. Rywalizacja kolarzy na wąskich traktach, po bruku, w błocie, przy padającym deszczu, czasami w arktycznych temperaturach budzi do życia mieszkańców tego regionu.
Kolarski Boxing Day
Dla ortodoksyjnych kibiców kolarstwa istnieje kanon dziesięciu flamandzkich klasyków. Dla nich nie zaczęły się one wcale w środę wyścigiem Dwars door Vlaanderen, ale pod koniec lutego imprezą Omloop Het Nieuwsblad. W tym roku wygrał Brytyjczyk Ian Stanndard ze Sky, a na starcie stanęła cała czołówka specjalistów, m.in. Belgowie, byli mistrzowie świata Tom Boonen i Philippe Gilbert, Holender Niki Terpstra, Norweg Aleksander Kristoff. Nie mniej prestiżowa była obsada kolejnych dwóch klasyków Kuurne-Bruxelles-Kuurne (zwyciężył Mark Cavendish z zespołu Michała Kwiatkowskiego Etixx) i GP Samyn (triumf Krisa Boeckmansa z Lotto).
Mniej radykalni fani pomijają tę przedwiosenną przystawkę. Uważają, że esencją flamandzkiego szaleństwa jest zestaw sześciu lub siedmiu wyścigów rozgrywanych na przełomie marca i kwietnia, często w czasie świąt wielkanocnych, zwanych więc kolarskim Boxing Day. Rozpoczyna ten cykl wspomniany Dwars door Vlaanderen, który w środę wygrał Belg Jelle Wallys, uciekając na finiszu Michałowi Kwiatkowskiemu. Następny rozdział tworzą: GP E3 (odbył się w piątek – zwyciężył Geraint Thomas z grupy Sky), wczorajszy Gand-Wevelgem (wygrał Włoch Luca Paolini), Trois Jours de la Panne (31.03–2.04), Tour des Flandres albo Ronde van Vlaanderen (05.04), GP de L'Escaut (8.04) i Paris–Roubaix (12.04).
Dla wielu ten ostatni klasyk zwany „Piekłem Północy" został sztucznie włączony do kanonu – odbywa się przecież we Francji – ale ze względu na trudność trasy, wszechobecnych kibiców z Flandrii i barwną historię spina klamrą cały cykl.
– Te wyścigi to istotna część naszej kultury – mówi Johan Museeuw, trzykrotny zwycięzca Tour des Flandres i Paris–Roubaix, Flamand z Varsenare. Ani trochę nie przesadza. Przyciągają, tak jak i kolarstwo w Belgii, najwięcej publiczności i sponsorów, zapewniają największą telewizyjną oglądalność.