Reklama

Rowerowe nabożeństwo we Flandrii

Odbywające się właśnie klasyki określają tożsamość krainy w północnej Belgii tak samo jak język i historia.

Aktualizacja: 29.03.2015 20:59 Publikacja: 29.03.2015 20:13

Szwajcar Fabian Cancellara (z lewej) i Belg Tom Boonen na trasie wyścigu Dookoła Flandrii w roku ubi

Szwajcar Fabian Cancellara (z lewej) i Belg Tom Boonen na trasie wyścigu Dookoła Flandrii w roku ubiegłym

Foto: BELGA PHOTO KRISTOF VAN ACCOM

Tour de Flandres i Paryż–Roubaix to sportowe zabytki. Gdyby było można, należałoby ją wpisać na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

W ubiegłym tygodniu nie było zdjęcia sportowego, które bardziej przyciągałoby uwagę. Niemiecki kolarz zespołu Katiusza Ruediger Selig kuca nad leżącym bez ruchu na drodze zawodnikiem IAM Marcelem Areggerem. Selig przypomina wyglądem górnika po szychcie, tyle że pobrudzony jest błotem, a nie pyłem węglowym. Aregger leży jak martwy, dziwnie powykręcany, jego strój jest podarty.

Fotografię wykonano podczas wyścigu Dwars door Vlaanderen (Poprzez Flandrię), rozpoczynającego cykl flandryjskich klasyków. Rywalizacja kolarzy na wąskich traktach, po bruku, w błocie, przy padającym deszczu, czasami w arktycznych temperaturach budzi do życia mieszkańców tego regionu.

Kolarski Boxing Day

Dla ortodoksyjnych kibiców kolarstwa istnieje kanon dziesięciu flamandzkich klasyków. Dla nich nie zaczęły się one wcale w środę wyścigiem Dwars door Vlaanderen, ale pod koniec lutego imprezą Omloop Het Nieuwsblad. W tym roku wygrał Brytyjczyk Ian Stanndard ze Sky, a na starcie stanęła cała czołówka specjalistów, m.in. Belgowie, byli mistrzowie świata Tom Boonen i Philippe Gilbert, Holender Niki Terpstra, Norweg Aleksander Kristoff. Nie mniej prestiżowa była obsada kolejnych dwóch klasyków Kuurne-Bruxelles-Kuurne (zwyciężył Mark Cavendish z zespołu Michała Kwiatkowskiego Etixx) i GP Samyn (triumf Krisa Boeckmansa z Lotto).

Mniej radykalni fani pomijają tę przedwiosenną przystawkę. Uważają, że esencją flamandzkiego szaleństwa jest zestaw sześciu lub siedmiu wyścigów rozgrywanych na przełomie marca i kwietnia, często w czasie świąt wielkanocnych, zwanych więc kolarskim Boxing Day. Rozpoczyna ten cykl wspomniany Dwars door Vlaanderen, który w środę wygrał Belg Jelle Wallys, uciekając na finiszu Michałowi Kwiatkowskiemu. Następny rozdział tworzą: GP E3 (odbył się w piątek – zwyciężył Geraint Thomas z grupy Sky), wczorajszy Gand-Wevelgem (wygrał Włoch Luca Paolini), Trois Jours de la Panne (31.03–2.04), Tour des Flandres albo Ronde van Vlaanderen (05.04), GP de L'Escaut (8.04) i Paris–Roubaix (12.04).

Dla wielu ten ostatni klasyk zwany „Piekłem Północy" został sztucznie włączony do kanonu – odbywa się przecież we Francji – ale ze względu na trudność trasy, wszechobecnych kibiców z Flandrii i barwną historię spina klamrą cały cykl.

– Te wyścigi to istotna część naszej kultury – mówi Johan Museeuw, trzykrotny zwycięzca Tour des Flandres i Paris–Roubaix, Flamand z Varsenare. Ani trochę nie przesadza. Przyciągają, tak jak i kolarstwo w Belgii, najwięcej publiczności i sponsorów, zapewniają największą telewizyjną oglądalność.

Reklama
Reklama

Podczas Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii) przed telewizorami zasiadło 1,5 miliona widzów, co dało 75 proc. oglądających w tym czasie telewizję.

Na pobocza dróg, którymi jechali kolarze, wyległo ponad milion kibiców. Na wybranych odcinkach organizatorzy wprowadzili do sprzedaży 7 tys. biletów dla VIP-ów. Nie są tanie. Miejsce przy legendarnym brukowanym odcinku, symbolu wyścigu Kwaremont, kosztuje 275 euro. Loża na starcie i mecie dla trzech osób to 4 tys. euro. W cenie są parking oraz frykasy. Tylko w dwóch klasykach – Tour de Flandres i Dwars – przygotowano dla gości specjalnych 10 tys. kieliszków szampana.

Widz z przyczepy

Bardziej niż biznesowy widz, który dopiero zaczyna się interesować kolarstwem (trzy lata temu sprzedano zaledwie tysiąc biletów dla VIP-ów), do tego typu wyścigów pasuje kibic turysta. Taki, który rozstawia przyczepę kempingową z samego rana w dniu wyścigu i czeka kilkanaście godzin na przejeżdżających zawodników, często ubrudzonych błotem tak, że nie sposób odróżnić jednego od drugiego. Przeważają kibice z żółtymi flandryjskimi flagami, ale do Belgii wiosną zjeżdża cały kolarski świat.

– Kiedy pojawiłem się na starcie honorowym w Brugii, myślałem, że to Rihanna daje koncert – wspominał francuski kolarz Cedric Vasseur.

– W tym regionie Belgii panuje szczególny kult roweru, a klasyki są traktowane niemal jak nabożeństwo. Publiczność jest w każdym miejscu, widzowie się przepychają, by zobaczyć zawodników, wskakują na trasę. To ekscytujące, choć pamiętam, że są w Belgii wyścigi przełajowe, których trasa prowadzi środkiem pubu, między stolikami. Klasyki są jednak bardziej poukładane – opowiada „Rzeczpospolitej" medalista olimpijski z igrzysk w Seulu (1988), później kolarz zawodowy i uczestnik wielu jednodniowych wyścigów Marek Leśniewski.

Legendarny Eddy

Mieszkańcy Flandrii żyją Tour des Flandres nie tylko, gdy go oglądają. – Po upadku w tym wyścigu byłem zdrowo połamany, nieprzytomny, zabrali mnie do szpitala i gdy tylko się obudziłem, pielęgniarka nie spytała, jak się czuję, ale oznajmiła: „Wygrał Boonen" – opowiada Vasseur.

Reklama
Reklama

Zwycięzca staje się bohaterem narodowym. Dla Belgów postacią legendarną wiosennych klasyków jest Eddy Merckx. W 1969 roku wygrał w deszczu po samotnej 70-kilometrowej ucieczce. Jest jednym z dwóch kolarzy (drugi to Francuz Louison Bobbet), który w jednym roku zwyciężył w Tour de France i Ronde. Johan Museeuw, trzykrotny triumfator Ronde, dzięki temu wyczynowi otrzymał tytuł Lwa Flandrii, należący wcześniej do włoskiego zawodnika Fiorenza Magniego.

Po ubiegłorocznym – trzecim w karierze – zwycięstwie Belgowie chcieli nadać ten przydomek Fabienowi Cancellarze. – On już do kogoś należy, ale jeśli chcecie, mogę być dla was Spartakusem z Flandrii – powiedział Szwajcar.

Piwo Cancellara

Mistrz olimpijski z Pekinu przez Flamandów jest traktowany jak swój, bo ten, kto wygrywa tak często klasyki w tym regionie, a szczególnie Ronde, nie może być obcokrajowcem. Lokalny browar produkuje nawet piwo o jego nazwisku. Cancellara został też pierwszym sportowcem spoza Belgii, który publikuje felietony poświęcone kolarstwu w dzienniku „Nieuwsblad". Ostatnio pisał o tym, jak się wygrywa Ronde.

Przed laty Flamandowie usynowili Andreja Czmila – dosłownie. Kolarz reprezentujący Związek Radziecki, potem Mołdawię, dostał obywatelstwo belgijskie. Jakże mogło być inaczej, skoro przyjechał na pierwszym miejscu w pięciu flandryjskich klasykach.

Najpiękniejszy Tour des Flandres

W kolarskim świecie toczy się dyskusja, który z klasyków sezonu jest najbardziej prestiżowy, najpiękniejszy, najważniejszy.

W ubiegłym roku redakcja belgijskiego dziennika „La Derniere Heure" przeprowadziła sondaż wśród 205 kolarzy, w tym 171 obecnych zawodowców z drużyn World Tour. Znaleźli się w tym gronie zwycięzcy wszystkich najważniejszych klasyków ostatnich lat. Odpowiedzi nie chciał udzielić tylko Cancellara. – Trudno mi wybrać między tak pięknymi wyścigami – powiedział.

Reklama
Reklama

W plebiscycie zwyciężył wyścig Tour des Flandres. Na pierwszym miejscu pojawił się aż 67 razy, w pierwszej trójce 153. Drugie było Paris–Roubaix (52 razy na pierwszej pozycji), trzeci Liege–Bastogne–Liege, czwarte Milan–San Remo, piąty Amstel Gold Race.

Ten ostatni i wyścig Liege–Bastogne–Liege odbędą się pod koniec kwietnia. Wraz ze „Strzałą Walońską" tworzą nowy cykl – ardeńskich klasyków. To zupełnie inny świat. Rozmawiając z Flamandem, lepiej nie mylić obu serii wyścigów, bo ardeńskie rozgrywane są w rejonie, gdzie mówi się przeważnie po francusku i w którym na ogół wygrywają inni kolarze. Nie mają też, poza Liege–Bastogne–Liege, tej renomy.

Sport
Książka sportowa jak szalik lub koszulka. Co kibice czytali w 2025 roku?
Sport
Nie wierzyła, że pokonała Igę Świątek. Klaudia Zwolińska wygrała plebiscyt Przeglądu Sportowego
Sport
„Nie da się zmienić wszystkiego naraz". Polscy sportowcy o postanowieniach noworocznych
Sport
Turniej Czterech Skoczni, Premier League, koszykówka. Co obejrzeć w Sylwestra i Nowy Rok?
Sport
Iga Świątek, Premier League i NBA. Co obejrzeć w święta?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama