Łączny koszt wydarzenia, podczas którego Kraków, Małopolska i delegatury zamiejscowe (Katowice, Rzeszów, Wrocław) przyjmą siedem tysięcy sportowców z 48 krajów, może sięgnąć nawet 2 mld złotych, ale tylko jedna czwarta tej kwoty to cena organizacji igrzysk. Resztę pochłonęły inwestycje towarzyszące, które mają być dziedzictwem imprezy.
Samorządowcy i organizatorzy przekonują, że to środki, które i tak zostałyby wydane – tyle że w innym miejscu kraju, pewnie na ścianie wschodniej, a nie w Małopolsce i Krakowie. Najbliższe dni pokażą, czy było warto. Sukces zależy od frekwencji i zainteresowania, także za granicą. Skorzystają sportowcy, którzy powalczą u siebie o medale i kwalifikacje olimpijskie.