46-letni pochodzący z Syberii rosyjski miliarder zarządza kolarskim zespołem niczym władca absolutny. Status dyktatora zapewnia mu fortuna. „Forbes" szacuje wartość jego majątku na 1,4 miliarda dolarów.
Do grupy, którą odkupił w 2013 roku za sześć milionów euro, sprowadza najlepszych kolarzy. Od 2011 roku w zespole jeździ Alberto Contador, zwycięzca trzech wielkich tourów. W ubiegłym roku dołączył do ekipy jeden z czołowych sprinterów Peter Sagan. Kilka tygodni temu Contador przedłużył o rok umowę z Tinkoff-Saxo. – A kto inny byłby mu w stanie zapłacić taką pensję – chełpił się Rosjanin. Płaci Hiszpanowi cztery miliony euro na rok.
Ale jest i druga strona medalu. Tinkow publicznie krytykuje swoich pracowników – głównie na Twitterze. – Jest za bogaty. Brak mu motywacji – pisał o Contadorze, gdy ten w 2013 roku zajął dopiero czwarte miejsce w Tour de France.
W ubiegłym roku pocztą elektroniczną wypowiedział pracę dyrektorom sportowym Philippe'owi Mauduitowi i Fabrizio Guidiemu. Obaj mieli inną koncepcję kalendarza wyścigów. Pozbył się również masażysty Contadora Vallentina Dorronsoro. Uznał, że jego metody pracy są staroświeckie.
Przyszedł czas i na Riisa, na co zanosiło się od kilku tygodni. W tym sezonie kolarze Tinkoff-Saxo odnieśli tylko dwa zwycięstwa i to mniejszej wagi. Wśród rozczarowujących rosyjskiego magnata rezultatów duńska prasa podaje również występ Rafała Majki w wyścigu Paryż–Nicea (stracił 14 minut do zwycięzcy). Tinkow zarzuca Duńczykowi zły dobór sztabu trenerskiego i dziwne metody przygotowań. Skrytykował szczególnie pobyt w Kenii i wspinaczkę na Kilimandżaro w ramach tzw. team building.