Polacy przyjechali do Mediolanu, żeby wykonać swój plan, czyli awansować do finału, a w sobotę wywalczyć złoty medal, który da im też awans na igrzyska olimpijskie w Los Angeles (2028). Słoweńcy wiedzieli z kolei, że nie byli faworytami, ale po cichu liczyli na sprawienie niespodzianki. Jedną sensację na tym turnieju sprawili już Finowie, którzy wyeliminowali mistrzów świata Włochów.
Włoscy kibice na pewno byli mocno rozczarowani, że ich drużyna już w tym turnieju nie zagra, ale na szczęście nie porzucili dobrej siatkówki i na trybunach było całkiem sporo widzów. Gospodarze zadbali też o odpowiednią oprawę: podczas prezentacji drużyn były efektowne światła, a hymny odegrała na żywo orkiestra.
Polska – Słowenia 3:0. Twarda walka i awans do finału mistrzostw Europy
Potem z obu stron zaczęła się twarda walka i nikt nie powinien być tym zaskoczony. Jeśli spotykają się reprezentacje Polski i Słowenii, to na boisku grzmi i błyska. Tak jest nawet wtedy, jeśli stawka spotkania nie jest najwyższa. Tego lata mecze w Lidze Narodów, czy w Memoriale Huberta Wagnera były bardzo zacięte i trwały po pięć setów. Jeśli stawka wzrasta, to wzrasta też temperatura po obu stronach siatki.
Słoweńcy, nawet osłabieni brakiem Tine Urnauta, którego zastąpił ściągnięty z przygotowań klubowych Klemen Cebulj, są bardzo groźni. Grają z poświęceniem i bez kompleksów. Od razu spróbowali wytrącić z równowagi zagrywką Tomasza Fornala, ale nasz przyjmujący to wytrzymał, a w jego imieniu odpowiedział Wilfredo Leon, który mocno serwował i świetnie atakował. U Słoweńców odpowiadał tym samym zwłaszcza Nik Mujanović, a obie drużyny grały też ofiarnie w obronie. Dzięki temu było dużo długich akcji, co zapewniało kibicom świetną rozrywkę.
Dwa pierwsze sety były tak samo zacięte i zbudowane według podobnego schematu. Najpierw była walka punkt za punkt, potem Polacy budowali delikatną przewagę, w końcówce Słoweńcy się do nich zbliżali, ale decydujące piłki należały do Polaków. Zawodnikom Nikoli Grbicia nie grało się łatwo, a każdy punkt musieli wyszarpać. Na prawym ataku trudne chwile przeżywał Bartłomiej Bołądź, a czasami na blok nadziewał się Fornal.
Z kim Polacy zagrają w finale mistrzostw Europy siatkarzy?
Po dwóch przegranych setach Słoweńcy wcale nie spuścili głów, a wręcz wrzucili wyższy bieg. Na początku trzeciego seta po dobrych zagrywkach i atakach wywalczyli sobie kilka punktów przewagi i starannie jej pilnowali. Na szczęście w odpowiednim momencie przebudził się Bołądź. Polacy pokazali też głębię swojego składu, bo za Leona wszedł Kamil Semeniuk i zdobył kilka punktów.
Słoweńcy prowadzili już 12:9, ale od tego momentu to nasi zawodnicy podkręcili tempo. Zaczęli blokować i męczyć rywali zagrywką, a Słoweńcy popełniali coraz prostsze błędy. W jednej z akcji rezerwowy rozgrywający Nejc Najdić wystawił piłkę swojemu libero do ataku z drugiej linii. Nasi siatkarze pokazali, że są mocni psychicznie nawet wtedy, kiedy przez chwilę nie idzie i trzeba gonić wynik. Są mocni, a teraz na drodze do złota został im tylko jeden krok.
W sobotnim finale Polacy zmierzą się ze zwycięzcą spotkania Francja – Finlandia (ten półfinał w piątek o 21.00).
Transmisja finału mistrzostw Europy w sobotę o 21.00 w Polsacie