Reprezentacja Polski jechała na mistrzostwa Europy z jasnym celem: dotrzeć do finału i potem go wygrać, niezależnie od tego, kto stanie naprzeciwko. Biało-czerwoni doszli już do takiego poziomu, że nie muszą się obawiać nikogo – to rywale boją się trafić na nasz zespół.
W finale czekali na zawodników Nikoli Grbicia Francuzi, czyli mistrzowie olimpijscy. Nie można mówić w tym przypadku o niespodziance, ale przed turniejem większość postawiłaby na awans do finału reprezentacji Włoch, czyli aktualnych mistrzów świata. Gospodarze przygotowali w nowoczesnej mediolańskiej hali efektowną oprawę, z grą świateł i hitami italo disco na czele. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, żeby wziąć rewanż na Polakach za klęskę 0:3 przed trzema laty, ale ich drużyna w ćwierćfinale przegrała sensacyjnie z Finlandią.
Sukces siatkarzy. Grają dobrze nie tylko wtedy, kiedy wszystko się układa
A Polacy spokojnie szli po swoje i nie wytrąciła ich z równowagi nawet porażka 2:3 w grupie z Bułgarią. Potem zawodnicy Grbicia rozbili 3:0 Niemców, czyli specjalistów od utrudniania życia faworytom, a w półfinale nie dali szans Słoweńcom.
Czytaj więcej
Polscy siatkarze wzięli na Francuzach rewanż za porażkę w finale olimpijskim. Wygrali w Mediolanie 3:1 (31:29, 25:19, 20:25, 25:16), obronili tytuł...
Francuzi postawili twardszy opór, ale to drużyna, która zawsze bije się o medale, niezależnie od tego, kto w niej gra. Teraz mistrzowie olimpijscy przechodzą przebudowę, w składzie jest wiele nowych twarzy, ale Andrea Giani potrafi wyeksponować ich zalety. Pierwszy set finału będzie rozpamiętywany jeszcze długo, bo skończył się wynikiem 31:29 dla Polaków i stał na wręcz niewyobrażalnym poziomie. Ataki były tak mocne i celne, że blok i obrona często nie nadążały z reakcjami, a o wszystkim zadecydowały jedno, dwa lepsze odbicia po polskiej stronie.
Po drugim secie wydawało się, że walec Grbicia rozjedzie rywali, którzy przegrywali już dziesięcioma punktami, ale zdołali się podnieść i w trzeciej partii odpowiedzieli Polakom tym samym. Właśnie wtedy można było najlepiej zobaczyć siłę reprezentacji Polski, która gra dobrze nie tylko wtedy, kiedy wszystko się układa, ale potrafi wyjść z kłopotów.
Grbić ma swoich żołnierzy, w których wierzy, a oni odpłacają mu za zaufanie w ważnych momentach
Wilfredo Leon miał problemy w obronie i nie kończył ataków? Gorszy moment miał Bartłomiej Bołądź? Nie szkodzi, bo wtedy grę na siebie wzięli inni zawodnicy, a rozgrywający Marcin Komenda, zamiast do skrzydeł, mógł częściej wystawiać piłki na środek, gdzie czekali Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak. Z ławki mogą też wejść rezerwowi, którzy pomogą odpocząć liderom. Świetną zmianę w finale dał Kamil Semeniuk, który był skuteczny z lewego skrzydła, z drugiej linii i także mocno zagrywał.
Semeniuk, Lemański i Jakubiszak to nazwiska, które warto wspomnieć, bo pokazują, jak Grbić buduje poszczególnych siatkarzy i jak jego wybory się bronią, chociaż los go nie oszczędza. Semeniuk po transferze do Włoch miał słabszy okres, sam wiedział, że jego forma spadła, a mimo wielkiej konkurencji na pozycji przyjmującego dostawał powołania od selekcjonera.
Grbić ma swoich żołnierzy, w których wierzy, a oni odpłacają mu za zaufanie w ważnych momentach. Na samym początku pracy w Polsce oznajmił, że chce, by zawodnicy szli za nim jak Spartanie i to mu się sprawdza.
To samo, co o Semeniuku, można powiedzieć o Aleksandrze Śliwce, który jest kapitanem, chociaż na parkiecie w trakcie tych mistrzostw nie odgrywał wielkiej roli. W zeszłym roku doznał ciężkiej kontuzji stawu skokowego, do gry wrócił po pięciu miesiącach przerwy i jeszcze nie jest w najlepszej formie, ale w reprezentacji ma pewne miejsce. Jest liderem tej drużyny, zawodnikiem, który umie spajać tę grupę ludzi.
Polska siatkówka bogata w talenty
Nic dziwnego, że siatkarze idą za Grbiciem, bo chociaż jest surowy i wymagający, a jego uśmiechy podczas turnieju można policzyć na palcach rąk, to jest też sprawiedliwy. Semeniuk żartował, że miał już dość Grbicia podczas zgrupowania w Zakopanem, bo ciągle wymagał więcej, ale zaraz mu przechodziło, bo w tej pracy widział sens. Poza tym w drużynie panuje dobra atmosfera, niezależnie od tego, kto w niej gra. Siatkarze nie bez powodu nazywają trenera żartobliwie „Cesarzem”.
Czytaj więcej
Polscy siatkarze w znakomitym stylu obronili tytuł mistrzów Europy i są już pewni gry na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Mamy zespół, który...
Widać, że nasi siatkarze to po prostu grupa zwyczajnych, dobrych ludzi, którzy niekoniecznie szukają rozgłosu. Kiedy mieli wolną chwilę podczas turnieju, to wybrali się w niedzielę na mszę do kościoła w Sofii, a potem zrobili sobie zdjęcia z kibicami.
Polska siatkówka jest bogata w talenty i to od wielu lat, ale to nie znaczy, że trenerem może być każdy i każdy odniósłby sukces. Kontuzje i problemy ze zdrowiem Polaków to temat na oddzielną opowieść, bo selekcjoner reprezentacji Polski co roku musi szukać nowych rozwiązań i znajdować nowych zawodników. Tylko przed tym sezonem został bez podstawowego rozgrywającego Marcina Janusza, środkowych Mateusza Bieńka, Norberta Hubera i Jakuba Kochanowskiego oraz atakującego Bartosza Kurka.
Wobec takich osłabień Grbić po raz kolejny przemodelował skład i jego wybory znów się obroniły. Po wielu latach do kadry wrócił Lemański i stał się odkryciem tego lata. Bołądź był chyba najrówniej grającym zawodnikiem kadry, a Komenda od wielu lat miał szansę przyglądać się systemowi selekcjonera i w końcu był gotowy na to, by prowadzić grę naszej drużyny w najważniejszych meczach.
Polska siatkówka ciągle dostarcza zdolnych zawodników. Trzeba jednak pamiętać, żeby tych talentów po drodze nie stracić i dawać im szansę zaistnienia w PlusLidze
Polacy zdominowali turniej i nic dziwnego, że zgarnęli większość nagród: MVP został Leon, do zespołu marzeń trafili też obaj środkowi bloku Lemański i Jakubiszak oraz libero Jakub Popiwczak. Grbić całkowicie zasłużenie został wybrany najlepszym trenerem. Należy mu się to wyróżnienie za ten turniej, ale też z polskiego punktu widzenia za całokształt pracy w naszym kraju, bo z każdej imprezy przywozi medal.
Teraz będzie miał chwilę odpoczynku, ale zaraz zacznie przygotowania do kolejnych wyzwań. Już za rok w naszym kraju odbędą się mistrzostwa świata (Polacy wywalczyli ostatnio brązowe medale), a za niecałe dwa lata w Los Angeles igrzyska. Dzięki wygraniu mistrzostw Europy nasza drużyna ma już zapewniony udział w turnieju olimpijskim, więc będzie czas na spokojną pracę, szukanie najlepszych rozwiązań, a nawet eksperymenty.
Polska siatkówka ciągle dostarcza zdolnych zawodników. Dwa miesiące temu nasza drużyna do lat 18 też wywalczyła mistrzostwo Europy, pokonując w finale 3:1 Francję, jak ich starsi koledzy. Trzeba jednak pamiętać, żeby tych talentów po drodze nie stracić i dawać im szansę zaistnienia w PlusLidze.