Reklama

Siatkówka: olimpijska misja trwa

Polscy siatkarze zostali wicemistrzami świata. Kibice chcieli więcej, ale najważniejsze, że są młodą drużyną, która ma wszystko przed sobą.
Reprezentacja Polski na podium ze srebrnymi medalami

Reprezentacja Polski na podium ze srebrnymi medalami

Foto: PAP/Tomasz Wiktor

Srebro to wynik, który docenia się z czasem, bo poprzedza go porażka. – Kiedy moi zawodnicy stali na podium, widziałem w ich oczach rozczarowanie. Sam czuję się jak bokser po nokdaunie, ale to na pewno minie – przyznaje trener Nikola Grbić. Mowy o niepowodzeniu jednak nie ma. – Włosi zagrali siatkówkę galaktyczną, byli nieosiągalni – mówi Łukasz Kaczmarek.

– Nie zwieszamy głów, za nami dobry sezon – podkreśla Mateusz Bieniek, a kapitan Bartosz Kurek dodaje: – To dowód luksusu, że coś, co kiedyś było nie do pomyślenia, teraz pozostawia niedosyt. Jestem wręcz dumny, kiedy widzę go na twarzy kolegów. Srebro cieszy, ale nie w pełni. Taki przeciwnik jak my, czyli głodny i poobijany, jest jednak najgroźniejszy, bo wróci silniejszy.

Trener niezagrożony

Grbić przygotował przewrót kadrowy, do którego doszło przed sezonem. Serb podziękował kilku doświadczonym zawodnikom, radykalnie odmłodził drużynę. Sukces młodszych kolegów w domu oglądali Michał Kubiak, Fabian Drzyzga czy Piotr Nowakowski, którzy liderowali reprezentacji Polski przez lata.

Czytaj więcej

Bartosz Kurek szczerze przed lustrem

– Obserwowałem moich zawodników tygodniami i widziałem, że to ludzie, którzy chcą się rozwijać. Szliśmy do przodu razem, siatkarze oraz sztab. Rośliśmy wspólnie, ucząc się siebie nawzajem. To, co wypracowaliśmy, będzie świetnym punktem wyjścia przed kolejnym sezonem – mówi Grbić.

Reklama
Reklama

Serb pożałował tylko jednego: ładunku emocji, jaki zużyli jego zawodnicy w dwóch ostatnich meczach na drodze do finału. – To był prawdziwy rollercoaster. Wielu moich siatkarzy pierwszy raz w życiu znalazło się w podobnej sytuacji. Mentalnie to był dla nich olbrzymi wysiłek – wyjaśnia. Bieniek i Tomasz Fornal po półfinale ratowali się tabletkami nasennymi.

To był dla Grbicia pierwszy sezon pracy z reprezentacją. Polacy zdobyli nie tylko srebro mundialu, ale także brąz Ligi Narodów. Wygrali 23 z 27 meczów, skaleczyć umiały ich tylko czołowe zespoły świata: Włosi, Irańczycy, Amerykanie. – Nawet gdyby przegrał w ćwierćfinale, a zarząd pomyślałby o zwolnieniu, to ja bym go wybronił – podkreśla prezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS) Sebastian Świderski.

Mamy liderów, którzy rosną wraz z drużyną. – Bartosz Kurek czy Aleksander Śliwka to siatkarze na wielkie mecze – mówił Grbić. Śliwka został liderem zespołu, choć jeszcze na początku mundialu niektórzy kwestionowali jego pozycję w podstawowym składzie.

Urazy liderów, które w każdej reprezentacji wywołują popłoch, u Polaków oznaczają jedynie chwilowy dyskomfort. Kibice nie zdążyli nawet zatęsknić za Wilfredo Leonem, bo piękny mundial przeżył nie tylko Śliwka, ale także Kamil Semeniuk, a uraz Pawła Zatorskiego podczas meczu z Amerykanami pokazał, że pojawienie się na parkiecie Jakuba Popiwczaka nie obniża poziomu.

Nasi siatkarze umieli też pomóc szczęściu. Nie wiadomo, jak wyglądałaby rywalizacja z Amerykanami, gdyby w pełni zdrowia był Micah Christenson, tak samo jak zagadką jest wpływ, jaki miała na Brazylijczyków odnowiona kontuzja Ricarda Lucarellego w połowie czwartego seta. – Taki jest sport – mówi Grbić i trudno nie dopisać do jego refleksji frazesu, że szczęście zazwyczaj sprzyja lepszym.

Ważne, że Polacy wygrali ćwierćfinał, kojarzony w naszej siatkówce dotychczas wyłącznie z kolejnymi klęskami olimpijskimi.

Reklama
Reklama

Włosi młodzi jak my

Mamy w Polsce jedną z najlepszych lig na świecie, system szkolenia taśmowo produkujący klasowych graczy i duże pieniądze – także na licencję pozwalającą organizować mistrzowskie turnieje. Medal mundialu był naturalną koleją rzeczy, liderujemy rankingowi światowemu nieprzypadkowo. Dotarliśmy do momentu, w którym porażki reprezentacji są raczej anomalią niż normą.

Mundial nie zmienił siatkarskiego krajobrazu. Medale między siebie podzielili faworyci, czołowe lokaty obsadziły zespoły z Europy i Ameryki. Najlepsi spośród reszty świata Japończycy zajęli 12. miejsce, trzy drużyny z Afryki w dziesięciu meczach wygrały w sumie tylko dziesięć setów. Jedyną niespodziankę sprawili Ukraińcy, którzy w walce o ćwierćfinał pokonali Holendrów.

Drugi raz z rzędu – tak było także rok temu podczas mistrzostw Europy – złoty medal odebrał w Spodku Ferdinando de Giorgi, czyli jedyny zagraniczny trener, któremu z polską reprezentacją nie wyszło, stracił pracę już po pierwszym nieudanym turnieju.

Dziś triumfuje, kolekcjonując trofea z zespołem bardzo młodym – tylko Simone Anzani jest w jego drużynie człowiekiem 30-letnim. Włosi także doczekali się drużyny przyszłości, więc może byliśmy w finale w Katowicach świadkami początku nowej sagi, starcia dwóch drużyn, których rywalizacja zdominuje siatkówkę na lata. Włosi mają zespół bogaty olbrzymią skalą talentów, a Simone Giannelli – wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem turnieju – jest prawdopodobnie najlepszym rozgrywającym świata.

Teraz siatkarze wracają do obowiązków klubowych, nagrodą za intensywny sezon reprezentacyjny będzie chwila oddechu. Przyszły naznaczą trzy kolejne imprezy – Liga Narodów, mistrzostwa Europy oraz Puchar Świata – ale będzie to już rok przedolimpijski, więc na horyzoncie zamigocze inny cel. Prezes Świderski mówi wprost: – Czekamy na więcej. Misja „Paryż” trwa.

Siatkówka
Klubowy mundial siatkarzy. Aluron wraca z medalem z drugiego końca świata
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Siatkówka
Startuje PlusLiga siatkarzy. Nowi bohaterowie się przydadzą
Siatkówka
Jakub Kochanowski dla „Rzeczpospolitej". „Nie ma czasu na refleksje i odpoczynek"
Siatkówka
Tomasz Fornal dla „Rzeczpospolitej". „Mieliśmy swoje problemy, których nie udało się przezwyciężyć"
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama