Mistrzostwa zaczynają się dopiero teraz?
Ćwierćfinał traktuję jak mecz o wszystko, choć nie będzie to jeszcze gra o medale. Spotkają się dwa z trzech najlepszych zespołów tego turnieju.
Wygraliście z USA w fazie grupowej, a wcześniej dwukrotnie zmierzyliście się w Lidze Narodów. Wiecie o sobie wszystko?
Zazwyczaj wiemy, czego spodziewać się po rywalach. Teraz także żadnego zaskoczenia nie będzie. Ale pamiętajmy, że Amerykanie kilka dni temu grali z nami bez Micaha Christensona, a z nim w składzie wyglądają lepiej, pewniej. Musimy dobrze zagrywać i mocniej odrzucić ich od siatki, a wówczas nawet on nie pomoże. Ten mecz to będzie zupełnie inna historia.
Czytaj więcej
Polacy dotychczas wygrywali szybko, łatwo i przyjemnie, ale w czwartek nadejdzie godzina próby – ćwierćfinał z Amerykanami w Gliwicach.
Gdy Amerykanie w 1/8 finału wygrali z Turkami w pięciu setach, trener John Speraw oznajmił, że urwali się ze stryczka i ten wynik ich podbuduje. Podziela pan ten pogląd?
Ten mecz ich podrażnił i zechcą udowodnić, że był wypadkiem przy pracy. Możliwe, że mocno zaczną, ale my także mamy swoje atuty. Nie mieliśmy żadnego tie-breaku, ale jesteśmy gotowi na trudne momenty. Rywale potrafią grać doskonale przez pewien czas, musimy poczekać, aż obniżą poziom, i to wykorzystać.
Ma pan 28 lat i jest już wśród najbardziej doświadczonych kadrowiczów...
Nie czuję się stary i mam nadzieję, że jeszcze trochę grania przede mną. Mamy młodą drużynę, zwłaszcza na tle innych zespołów z czołówki. To bardzo dobrze. Utalentowanych zawodników jest wielu, naciskają, a starsi muszą pilnować swojego miejsca. Trener Nikola Grbić wymaga od nas wszystkich nieustannego podnoszenia poziomu. Nie ma siatkarza odpowiedzialnego tylko za jedną rzecz. Każdy z nas ma dążyć do perfekcji.
Ćwierćfinały kojarzą nam się przede wszystkim z porażkami olimpijskimi...
Myślę, że fajnie będzie wygrać z USA, wyjść do dziennikarzy i powiedzieć: „Przełamaliśmy klątwę”. Jeśli nam się to uda, właśnie tak zrobię.
W rozmowie uczestniczyło kilka redakcji