Pierwsze spotkanie może się okazać najtrudniejsze w całym turnieju. Trudniejsze od spotkań z gospodarzami - Portugalczykami, o Indonezyjczykach nie wspominając. Portoryko ma dobrych siatkarzy i - jak mówi Carlos Jose Beltran, prezes tamtejszego związku, jego drużyny z całą pewnością nie sparaliżuje stawka tego turnieju. - Jeśli nasi siatkarze przegrają i nie pojadą do Chin, to przecież nic się nie stanie. Ale jeśli wywalczą kwalifikację, w co głęboko wierzę, to w Portoryko będzie wielkie święto. Wy jesteście w gorszej sytuacji. Wiem pod jaką presją grać będą Polacy - mówił w Espinho „Rz".
Jessica Rosa, dyrektor prasowy związku potwierdza słowa prezesa. - Siatkarze, a szczególnie Hector Soto nie muszą się martwić o popularność. Pod tym względem przegrywają tylko z najlepszymi bejsbolistami, koszykarzami i bokserami. I naprawdę bardzo poważnie traktują te kwalifikacje. Wiedzą, że to ostatnia szansa, by zagrać na igrzyskach. Jeśli ktoś z paparazzich liczy, że zastanie ich w jednym z okolicznych barów jak popijają piwo przed meczem z Polską, to się myli. Teraz śpią, a za kilka godzin jedziemy na trening - przekonuje korpulentna pani Rosa.
Przed hotelem Praiagolfe w Espinho grupka polskich siatkarzy wychodzi na spacer. Paweł Zagumny, Piotr Gruszka. Michał Winiarski, Łukasz Kadziewicz. Jessica Rosa korzysta z okazji i prosi o krótką rozmowę Gruszkę, który mówi jak ważne to pierwsze spotkanie będzie zarówno dla polskiej drużyny, jak i dla Portoryko. - Jeśli chcemy awansować musimy wygrać, nie możemy sobie pozwolić nawet na jedną porażkę. Później w rozmowie z „Rz" powie, że wszyscy są maksymalnie skoncentrowani. Pamiętają co się stało w Tallinie, ale nie chcą o tym rozmawiać. Wiedza, że Portoryko to trudny, nieobliczalny rywal, ale nawet nie dopuszczają myśli, że mogą być kłopoty.
- Ten mecz rozegra się w głowie. Mam nadzieję, że nasze głowy wytrzymają ciśnienie. Forma idzie w górę, adrenalina też. Jesteśmy przygotowani na wojnę od pierwszej piłki - obiecuje kapitan Gruszka. To samo mówią pozostali, a Paweł Zagumny twierdzi, że limit pecha i złej dyspozycji został już wyczerpany.
Spacer po Espinho nie trwa długo. Deszcz leje już drugi dzień i szybko nie przestanie. Długa, piaszczysta plaża nad oceanem jest pusta. Nieliczni turyści i wczasowicze pochowali się w okolicznych barach. O turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk właściwie nie mówi się tu wcale. Dla kibica w Portugalii liczą się tylko piłkarskie mistrzostwa Europy. Siatkówka leży gdzieś na obrzeżach wielkiego sportu.