Taksówkarz na lotnisku w Zagrzebiu ma propozycję nie do odrzucenia. 350 euro za bilet. Kupił miesiąc temu, nie wiedział, kto będzie grał w półfinale. Chorwatom kibicuje całym sercem, ale jakoś żyć musi. Przecierpi mecz przed telewizorem w restauracji szwagra.
– Okazja. W mieście będziesz miał dwa razy droższe – tłumaczy, a chorwaccy piłkarze patrzą na niego z każdego billboardu w mieście. Zawsze ubrani w koszulki w biało-czerwoną szachownicę, zmieniają się tylko nazwy sponsorów. Jakby ta sama fotografia reklamowała wszystko: od jogurtów i zupek błyskawicznych po konta bankowe i samochody.
W telewizji przed głównym wydaniem wiadomości samochodem jedzie Igor Vori, chorwacki obrotowy. Wzrost: 202 centymetry, waga: 111 kilogramów. Ledwo mieści się za kierownicą, reklamuje abonament na jazdę po płatnych autostradach. Bez zatrzymywania się przy bramkach.
[srodtytul]Chorwackie morze, polskie wyspy [/srodtytul]
Chorwacka drużyna na razie nie zatrzymała się nawet na chwilę. Wygrała wszystkie osiem spotkań w turnieju. Ci, którzy grali przeciwko gospodarzom, podkreślali, że doping na trybunach onieśmiela, strach skrzywdzić ulubieńców tłumu.