Lwy – wicemistrz Niemiec i jedna z najlepszych drużyn w Europie – przyjeżdżają do Kielc w wyjątkowo dobrych humorach: wygrały wszystkie trzy mecze, m.in. z legendarną Barcelonę.
Teraz staną na drodze Vive, które wprawdzie po słabym początku radzi sobie coraz lepiej, ale ciągle nie na tyle dobrze, by cieszyć się ze zwycięstw w Europie. Ostatnio było prawie dobrze – prawie, bo choć europejskie media chwaliły grę zespołu Bogdana Wenty (zwłaszcza postawę kołowego Rastko Stojkovicia i bramkarza Marcusa Cleverly’ego), to THW Kiel okazał się zbyt silny i ostatecznie zwyciężył 33:29 (16:13). Teraz przeszkoda jest równie wysoka, ale jeśli Vive chce się jeszcze liczyć w tym sezonie, musi ją sforsować.
Mobilizacja w drużynie jest wielka. Piłkarze nie dostali nawet dnia wolnego po powrocie z ligowego meczu w Polkowicach. W środę wieczorem pokonali Chrobrego Głogów 38:25, w domach byli dopiero nad ranem, a już po południu musieli się stawić na treningu. – Dwa dni w autokarze to spory wysiłek, ale musimy maksymalnie wykorzystać czas, jaki nam pozostał do niedzieli na przygotowanie taktyczne – mówi trener Wenta, który cieszy się, że forma zespołu rośnie, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nawet dobra gra może nie wystarczyć do zwycięstwa.
– W spotkaniu z THW Kiel dostrzegłem coraz lepszą realizację naszych założeń. W niedzielę chcę zobaczyć, że każdy walczy ponad swoje możliwości – dodaje. Dobrą wiadomością dla trenera i kibiców jest także to, że nikt nie narzeka na kontuzje, co przy tak ciężkim tygodniu (trzy mecze w siedem dni) nie jest bez znaczenia).
Spotkanie pokaże 20 stacji telewizyjnych. Wielkim wydarzeniem będzie przyjazd Karola Bieleckiego, który wystąpi w kieleckiej hali po raz pierwszy od pechowego meczu z Chorwacją, w którym stracił oko. Bielecki przez wiele lat grał w Kielcach, zanim w 2004 roku przeniósł się do Bundesligi. Specjalny list wystosował do niego premier Donald Tusk, który być może pojawi się na meczu (jeśli nie, to reprezentować go będzie Jan Krzysztof Bielecki).