Po usypiającym meczu Kanada – RPA, na drugi dzień rozgrywania 1/16 finału MŚ 2026 wyznaczone zostały najciekawiej zapowiadające się spotkania tej fazy: Brazylia – Japonia oraz Holandia – Maroko. 

Brazylia i Japonia jak mistrz i uczeń

Każdy, kto oglądał popularny serial anime o Tsubasie (w Polsce pod tytułem „Kapitan Jastrząb” lub „Kapitan Hawk”), pamięta też zapewne jego mentora, byłego brazylijskiego piłkarza Roberto Hongo. Tsubasa w szkolnych mistrzostwach Japonii oraz międzynarodowym turnieju do lat 16 walczył nie tylko o trofea, ale też, by zasłużyć w oczach Brazylijczyka na wspólny wyjazd do jego ojczyzny.

Serial był bardzo popularny nie tylko w Polsce (od 1993 r. pokazywał go kanał Polonia 1), ale i na całym świecie, a także – oczywiście – w samej Japonii. Tsubasa i Roberto Hongo mają swój pomnik w dzielnicy Katsushika w Tokio, w której urodził się twórca serii, Yōichi Takahashi.

Takahashi postać Tsubasy wzorował m.in. na Diego Maradonie, którego oglądał na mistrzostwach świata juniorów w Japonii, w 1979 r. Losy głównego bohatera mocno pokrywają się też jednak z historią legendy japońskiej piłki, Kazuyoshiego Miury, który w czasie japońskiej premiery serialu (1983) przebywał w akademiach brazylijskich klubów. 

- Moje poczucie profesjonalizmu, moje podejście „wygraj albo giń” i mój stosunek do treningu – to wszystko narodziło się w Brazylii. (...) Radość ze zwycięstwa, ból porażki i sens ciężkiej pracy – tego wszystkiego nauczyłem się w Brazylii – mówił po latach Miura w oficjalnym magazynie FIFA.

Wpływ Brazylii na rozwój futbolu w Japonii przybrał na tempie w latach 90. Gdy w 1993 r. ruszała zawodowa J.League, jedną z jej pierwszych gwiazd był słynny Brazylijczyk Zico, który starał się zaszczepić w Japończykach mentalność zwycięzców. - Klub zajmujący drugie lub trzecie miejsce może mieć satysfakcję z dobrego sezonu. Ale historia pamięta tę drużynę, która wzniosła puchar – mawiał. 

Z czasem w ślad za Zico do Japonii podążyli też brazylijscy mistrzowie świata z 1994 r. kapitan Dunga, Leonardo oraz Jorginho. Brazylijczycy uczyli Japończyków futbolu również z pozycji selekcjonera reprezentacji narodowej – najpierw był nim Paulo Roberto Falcão (1994), a potem wspominany Zico (2002-2006). Właśnie Zico prowadził Japonię w starciu ze swoimi rodakami podczas MŚ 2006 – Japończycy jako pierwsi wówczas prowadzili, by ostatecznie przegrać 1:4.

Z kolei u Paulo Roberto Falcão w reprezentacji grał obecny selekcjoner Japończyków, Hajime Moriyasu. - Falcao nauczył mnie, że najważniejsza w futbolu jest pewność siebie i silny charakter wspierany przez wysoki poziom techniki. Nie ma jednak potrzeby zmiany tożsamości japońskiego futbolu. Mamy wiele cech, które są wyjątkowe, które możemy z dumą pokazać światu - mówił Moriyasu na konferencji przed meczem Brazylia - Japonia.

Brazylia – Japonia. Gol Sano po solowej akcji

Brazylia przystąpiła do meczu w takiej samej jedenastce, w jakiej rozpoczęła zwycięski mecz ze Szkocją. Z kolei do wyjściowego składu Japonii wrócili Tomiyasu, Sano i Junya Ito.

Przez pierwsze pół godziny zdecydowanie częściej przy piłce byli Brazylijczycy (75 proc. czasu), ale to Japonia w 29. minucie wyprowadziła skuteczny cios. Kaishū Sano, pomocnik niemieckiego FSV Mainz, po błędzie Danilo przejął piłkę na połowie boiska i zdecydował się na indywidualną akcję, którą zakończył płaskim strzałem zza pola karnego. Alisson Becker nie dał rady i prowadzenie Japonii stało się faktem. Brazylia wydawała się oszołomiona straconym golem i do końca pierwszej połowy nie stworzyła już większego zagrożenia pod bramką Japonii. Dobrze pilnowany był brazylijski as Realu Madryt Vinicius, który wcześniej na tym mundialu przeżywał swój najlepszy reprezentacyjny turniej.

Brazylia – Japonia. Wejście Endricka i gol Casemiro

Z początkiem drugiej połowy na boisko w Houston (za kontuzjowanego Lucasa Paquetę) wszedł kolejny zawodnik Realu Endrick, który w poprzednich meczach nie grał wcale (z Marokiem) lub mało (26 minut z Haiti i osiem ze Szkocją). Przyczyniło się to do fali memów, które pokazywały różne niemożliwe zdarzenia, które staną się prędzej niż selekcjoner Carlo Ancelotti postawi na Endricka.

W 52. minucie bliski gola był Bruno Guimaraes, ale piłkę po jego strzale głową odbił bramkarz Zion Suzuki. Chwilę później było jeszcze groźniej – piłkę lecącą do bramki po strzale Casemiro wybił Tomiyasu. Napór Brazylii przyniósł gola w 56. minucie, w trzeciej próbie w krótkim czasie – znów futbolówkę uderzył głową Casemiro i tym razem Suzuki nie miał szans. Nie minęły dwie minuty i Brazylia już mogła prowadzić. Świetną akcję w polu karnym strzałem wykończył Vinicius, ale Suzuki odbił piłkę na słupek.

W 89. minucie sygnał do kolejnej fali ataków dał Vinicius: najpierw piłka po jego strzale z okolic linii pola karnego minimalnie minęła słupek, a po chwili as Realu skutecznie wchodził w drybling z 2-3 rywalami jednocześnie. Zwycięskiego gola to jednak nie przyniosło. Na domiar złego, w doliczonym czasie gry z boiska zszedł kolejny kontuzjowany Brazylijczyk – tym razem autor gola na 1:1, Casemiro.

To jednak nie załamało Brazylijczyków. W piątej z sześciu doliczonych minut w polu karnym Gabriel Martinelli po podaniu Bruno Guimaraesa technicznym strzałem ustalił wynik na 2:1.

MŚ 2026 – drabinka fazy pucharowej

W 1/8 finału Brazylia zagra ze zwycięzcą meczu Norwegia – Wybrzeże Kości Słoniowej (wtorek, godz. 19 czasu polskiego). W ewentualnym ćwierćfinale jej rywalem będzie najlepszy z czwórki Meksyk – Ekwador oraz Anglia – DR Konga.