Trzy kolejki przed końcem sezonu wciąż nie jesteśmy bliżej odpowiedzi na pytanie, kto sięgnie w tym roku po tytuł, bo niemal cała czołówka zaprezentowała majówkową formę.
Zaczęło się od niespodziewanej porażki Górnika. Drużyna z Zabrza, punktująca najlepiej w 2024 roku, została rozbita na wyjeździe przez Cracovię aż 0:5. Kilka godzin później równie nieoczekiwanie przegrał w Chorzowie Lech - 1:2 z walczącym o utrzymanie Ruchem.
PKO BP Ekstraklasa. Kto najbliżej mistrzostwa Polski?
W sobotę polegli kolejni faworyci. Broniący tytułu Raków przegrał w Lubinie z Zagłębiem (0:2), a lider Jagiellonia - w Mielcu ze Stalą (2:3). Na wpadkach konkurencji skorzystali piłkarze Śląska, którzy pokonując ŁKS (2:1), zepchnęli rywali do pierwszej ligi, a sami awansowali na drugie miejsce w tabeli. Do Jagiellonii tracą już tylko dwa punkty.
Czytaj więcej
Wisła Kraków, która zajmuje piąte miejsce w I (czyli II) lidze pokonała w finale na Stadionie Narodowym Pogoń, walczącą o tytuł mistrza.
Okazję, by wskoczyć na podium i wrócić do wyścigu o tytuł, zmarnowała koncertowo Legia, przegrywając u siebie w niedzielę aż 0:3 z Radomiakiem. Gospodarzy żegnały gwizdy, a wytłumaczeniem tak wysokiej porażki nie może być fakt, że przez większość spotkania musieli radzić sobie w dziesięciu po czerwonej kartce dla Bartosza Kapustki.
Zamiast zbliżyć się do Jagiellonii na odległość jednego zwycięstwa nadal tracą do lidera sześć punktów, a w nadchodzącej kolejce jadą do Poznania na szlagier z Lechem.
Legia - Radomiak. Paweł Wszołek zaskoczył
- Cokolwiek powiem, każdy będzie się śmiał. Uważam, że jako drużyna pokazaliśmy charakter. Nie zawsze się wygrywa, grając w osłabieniu. A mimo to uważam, że kontrolowaliśmy ten mecz. Brakowało nam szczęścia, by strzelić gola na 1:0. Gdy tracisz bramkę, grając w dziesięciu, to oczywiste, że trochę się odkrywasz i tak to właśnie wyglądało. Myślę, że walczyliśmy do końca. Czy będziemy przepraszać za to kibiców? Daliśmy z siebie wszystko i mieliśmy swoje momenty. Ten sezon jest szalony, ale każdy zostawia serce na boisku i na pewno nikt celowo nie chce tracić punktów czy przegrywać - opowiadał przed kamerami Canal+ Paweł Wszołek.
Kibice Legii oglądali chyba inny mecz, ale z pewnością nie jest im do śmiechu. Szansa na mistrzostwo raczej odjechała.