Rz: Wie pan już, kto będzie trenerem, gdy Groclin i Śląsk Wrocław się połączą: Jacek Zieliński czy Ryszard Tarasiewicz?
Jacek Zieliński: Mam kontrakt do czerwca 2009 roku, więc zgodnie z prawem trenerem powinienem być ja. A mówiąc poważnie, kto inny będzie o tym decydował.
Panu też brakuje w Grodzisku atmosfery prawdziwego futbolu?
Mnie jest tu dobrze. To znakomite miejsce do pracy, spełnienia się w zawodzie. Ale wiadomo, że jak patrzę na 40 tysięcy kibiców na Stadionie Śląskim, to chciałbym spróbować czegoś podobnego.
Prowadzi pan najładniej grający zespół wiosny, więc z zapełnieniem trybun we Wrocławiu nie będzie problemu.
Nie ukrywam, że chcieliśmy trafić z formą właśnie na początek wiosny. Mam świetnych piłkarzy, od dawna gramy w podobnym składzie i to widać na boisku. O nas się może mało pisze i mówi, ale robimy swoje i robimy to dobrze.
Może po przeprowadzce do dużego miasta pana piłkarze zaczną być bardziej doceniani.
Kto zna się na piłce, ten od dawna widzi, że Jarosław Lato jest jednym z najlepszych bocznych pomocników ligi, i gdyby nie świetny sezon Marka Zieńczuka, to być może on dostawałby powołania do kadry. Podobnie jest z Adrianem Sikorą. Problem Groclinu polega na tym, że od od lat pełni w polskim futbolu rolę służebną. Wychowuje piłkarzy, jest dla nich dobrym przystankiem do ruszenia w świat i robienia kariery gdzie indziej. Nie dziwię się panu Drzymale, że chciałby to zmienić.
To, że właściciel wtrąca się w pracę trenera, też panu nie przeszkadza?
Czekałem, aż ktoś mnie wreszcie o to zapyta. To są jakieś medialne bzdury. Pan Drzymała nigdy na mnie nie wymuszał żadnych decyzji co do składu. A jakby się kiedyś wtrącił i miał rację, to go posłucham.