Korespondencja z Paryża
Kaczmarek wbiegła do finału z ciężarem oczekiwań. Zgodnie widzieliśmy ją przed igrzyskami w gronie kandydatek do medalu na 400 metrów, a znaczenie jej występu tylko rosło wraz z kolejnymi niepowodzeniami kolegów i koleżanek z lekkoatletycznej reprezentacji. Gdyby nie Maria Andrejczyk, która wygrała kwalifikacje rzutu oszczepem, nazwalibyśmy jej występ ostatnią nadzieją.
Pół godziny przed biegiem, kiedy spadł deszcz, Kaczmarek zmartwiła się, że rozmyje jej makijaż, i to był jedyny problem. Tak przynajmniej powiedziała po biegu. Wszystkie finalistki biegały w tym sezonie poniżej 50 sekund, ale tylko ona — dwukrotnie — złamała granicę 49. Kiedy więc wyszło słońce, a biegaczki podeszły do bloków startowych, szukaliśmy wzrokiem tęczy, na której końcu leży skarb.
Czytaj więcej
- Człowiek czasami zderza się ze ścianą, a głową muru nie przebije. Trudno wszystkim zarządzać jednoosobowo. Może wziąłem na siebie za dużo - mówi...
Poziom był wysoki. Wszystkie zawodniczki, mimo mokrej bieżni, pokonały 400 metrów w czasie poniżej 50 sekund. Zwyciężczyni, Marileidy Paulino, pobiła rekord olimpijski (48.17). Druga była Salwa Eid Naser, kiedyś zawieszona za unikanie kontroli antydopingowych (48.53). Kaczmarek zajęła trzecie miejsce czasem 48.98. - Gdyby było cieplej i sucho, poprawiłabym rekord życiowy - mówi.
Polka po biegu wpadła do strefy wywiadów zagubiona, bo szukała człowieka odpowiedzialnego za kontrolę antydopingową. - Nie chcę wtopy, byłoby szkoda — tłumaczyła. Wcześniej odmówiła rozmowy dziennikarzom zagranicznym, bo nie czuje się pewnie z językiem angielskim. Pomocą, jako tłumacz, podczas konferencji prasowej służył jej jeden z polskich dziennikarzy.
Paryż 2024. Kim jest medalistka olimpijska Natalia Kaczmarek
26-latka zadebiutowała na wielkiej imprezie podczas halowych mistrzostw świata w Birmingham (2018). Cicha, jeszcze wystraszona i nieco wycofana wystąpiła wówczas tylko eliminacjach, ale i tak odebrała później srebro. Powoli wchodziła do drużyny, która stawała się wielka. Rosła z nią wśród kobiet, które wiedziały, że razem - czyli w sztafecie - są silniejsze.
Natalia Kaczmarek
Natalia Kaczmarek została w Paryżu wicemistrzynią olimpijską
Kiedy w 2019 roku one zostawały w Dausze wicemistrzyniami świata, Kaczmarek była podwójną mistrzynią młodzieżowych mistrzostw Europy, ale do Kataru, gdzie indywidualnie w finale biegały Justyna Święty-Ersetic oraz Iga Baumgart-Witan, jeszcze nie poleciała. Dopiero później została mistrzynią Europy i wicemistrzynią olimpijską, a wkrótce zaczęła sztafetę przerastać.
Rok temu, zostając wicemistrzynią świata, ugruntowała pozycję w globalnej czołówce. Brązowy medal igrzysk to kolejny krok śladem Szewińskiej. - Bardziej stresowałam się w eliminacjach oraz półfinale. Sam finał był dla mnie nagrodą. Dowiedziałam się podczas tych igrzysk, że jestem zawodniczką kompletną i umiem podołać presji - mówi Kaczmarek.
Paryż 2024. Natalia Kaczmarek medalistką olimpijską. Na czym polega jej fenomen?
Niewykluczone, że nie byłoby jej sukcesów, gdy nie pandemia. Świat stanął wówczas w miejscu, więc i Kaczmarek mogła zwolnić. - To był rok martwy sportowo, stąd poświęciliśmy go na pracę objętościową. Mogliśmy się odbudować - wyjaśniał trener Marek Rożej. Efekt był taki, że rekord życiowy, który lekkoatleci zazwyczaj kroją powoli, jak salami, zaczęła ciąć tasakiem.
Czytaj więcej
Polscy siatkarze wygrali z Amerykanami 25:23, 25:27, 14:25, 25:23, 15:13 mecz w którym było wszystko, i zagrają o olimpijskie złoto.
Pokonała drogę od 52.36 (2020), przez 50.70 (2021), 49.86 (2022), 49.48 (2023) aż do 48.90 (2024), czyli pobicia 48-letniego rekordu Polski Szewińskiej (49.28). Nie dziwiliśmy się, bo jeszcze w Budapeszcie słyszeliśmy trenera, który zapewniał, że nie wykorzystali jeszcze wszystkich dostępnych na treningach środków. Dziś sama Kaczmarek podkreśla: - Mam jeszcze spore rezerwy w szybkości.
Jej talent opiera się na niezwykłej zdolności adaptacji do wysiłku. Podobno na początku pracy Rożeja – przejął biegaczkę z rąk Tomasza Saski – zaskakiwało go, że trening, który teoretycznie powinien być wycieńczający, Kaczmarek nie męczył wcale. Skracali więc przerwy w interwałach, dodawali odcinki. Znosiła wszystko, podobno to wręcz trener musiał podopieczną hamować.
Szukali granic – prawdopodobnie także bólu, który jest na tym dystansie nieodłącznym towarzyszem. Iga Baumgart-Witan tłumaczyła kiedyś, że po treningu tempowym czuje się tak, jakby ktoś wbijał w jej mięśnie tysiące małych noży. Wiele biegaczek wymiotuje z wysiłku. Kiedy pytam o to Kaczmarek, jedynie się uśmiecha i przyznaje, że jej takie problemy raczej nie dotyczą.
Czytaj więcej
Aleksandra Mirosław została mistrzynią olimpijską we wspinaczce sportowej, Aleksandra Kałucka zdobyła brąz. Igrzyska w Paryżu pokazały, że mamy spo...
Tata rok temu, kiedy została wicemistrzynią świata obiecał, że zrobi dla niej szafkę na medale. Nawet, jeśli zdążył, to na ten olimpijski – podobno wyjątkowo ciężki, a na pewno najpiękniejszy – wyszykuje pewnie specjalne miejsce. Kaczmarek ma już takie trzy (także złoto za mikst i srebro za sztafetę), ale to pierwszy indywidualny. Może nie ostatni. Obiecała przecież, że będzie biegać jeszcze długo.