Rozpoczęła się już sprzedaż biletów. 2 lipca Bolt wystartuje na Stade de France po raz piąty. Wybrał dystans 100 m. Od strony biznesowej nic się nie zmieniło. Organizatorzy płacą mu ćwierć miliona euro netto, tak jak w poprzednich latach.
Nie mają przy tym obaw, że gwiazdor przybędzie na mityng bez formy, a takie wątpliwości nie są wcale bezzasadne. W ubiegłym roku Bolt startował tylko czterokrotnie: dwa razy w sztafecie 4 x 100 m na Igrzyskach Wspólnoty Brytyjskiej w Glasgow, w pokazówce na Copacabanie i na Stadionie Narodowym w Warszawie podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej. Przy zamkniętym dachu przebiegł wtedy 100 m w czasie 9,98, co jest najlepszym halowym wynikiem w tej konkurencji.
Kilka startów odwołał z powodu kontuzji stopy. W ubiegłym tygodniu złożył wizytę w gabinecie niemieckiego lekarza Hansa Wohlfahrta. Być może w sobotę pobiegnie kontrolnie 400 m na Jamajce. – Jestem pewien, że będzie gotów, bo nie ma żadnego interesu w tym, żeby splamić swój wizerunek – twierdzi Laurent Boquillet, dyrektor francuskiego mityngu.
Obecność gwiazdy tego formatu zapewnia organizatorom pewny zysk i prawie pełny stadion. – Zwrot kosztów to 10 tys. sprzedanych biletów, kilka minut w telewizji w szczycie oglądalności, medialny szum – przyznaje Boquillet. Dwa lata temu, kiedy Bolt po raz ostatni startował na mityngu w Saint-Denis, na stadion przyszło 52 666 widzów. W ubiegłym roku, kiedy go zabrakło, o 10 tys. mniej.
Możliwe, że w tym roku Bolt ponownie pobiegnie na Stadionie Narodowym w Warszawie, podczas szóstego Memoriału Kamili Skolimowskiej. – Staramy się o obecność wielkich gwiazd, łącznie z Boltem – mówi „Rz" dyrektor mityngu Marcin Rosengarten.
Czy warszawska stawka dla Bolta także wynosi 250 tys. euro? – Kwoty za takich zawodników są podobne na całym świecie – dodaje Rosengarten.