Reprezentacja Polski po zwycięstwie nad Chinami była już pewna awansu do kolejnej fazy mistrzostw świata oraz udziału w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Zespół z Afryki nie miał już szans na wyjście z grupy, ale dla obu zespołów nie był to mecz bez znaczenia. Polacy do kolejnej rundy mistrzostw świata zabierają ze sobą wszystkie wyniki osiągnięte w pierwszych meczach, a Wybrzeże Kości Słoniowej, jeśli byłoby najlepsze z drużyn afrykańskich (a wszystkie grały w Chinach słabo), to automatycznie zapewniłoby sobie awans na igrzyska w Tokio.
Można się było trochę obawiać o formę i koncentrację drużyny Mike'a Taylora, bo dwa dni wcześniej Polacy stoczyli zacięty bój z Chinami, a teraz rywal nie był zbyt wymagający. W takich spotkaniach często dostają też szansę zawodnicy, którzy wcześniej występowali mniej, a to także utrudnia budowanie płynnych akcji. Pierwszą część meczu Polacy przegrali, ale w drugiej pozwolili rywalom na zdobycie jedynie ośmiu punktów.Trener Taylor testował także w tej kwarcie obronę strefową, co przynosiło dobre efekty.
Obawy jednak też się potwierdziły. Momentami Polacy wyglądali na rozkojarzonych, popełniali mnóstwo strat (AJ Slaughter raz podał piłkę tak, że Damian Kulig został nią uderzony w plecy, za chwilę podanie Ponitki przecięli rywale i zdobyli punkty po kontrataku). Już w połowie czwartej kwarty Polacy mieli na koncie 15 straconych piłek (w całym meczu 16, ale też 25 asyst).
Na szczęście zawodnicy z Afryki rewanżowali się tym samym, a kiedy trzeba było, zawodnicy Taylora przyspieszali, jak w czwartej kwarcie, kiedy z dystansu zaczął trafiać Adam Waczyński, a spod kosza punktował Aleksander Balcerowski - rosnąca forma młodego zawodnika może cieszyć kibiców i trenerów.
W końcówce rywale chyba opadli z sił, a wiarę w sukces odebrały im także dobre akcje Polaków w obronie. Ostatnie punkty dla Polski w tym meczu zdobył Dominik Olejniczak po podaniu Kamila Łączyńskiego, bo trener Taylor pozwolił zagrać wszystkim zawodnikom.