Trwa zwycięska passa polskich skoczków: w 2021 roku wygrali wszystkie konkursy pucharowe: Kubacki w Ga-Pa, Stoch w Innsbrucku, Bischofshofen i Titisee-Neustadt. To ostatnie zwycięstwo wyglądało imponująco także dlatego, że znów niemal cała drużyna Michala Doležala spisała się doskonale.
Pierwsza seria konkursu zaczęła się wprawdzie od niezbyt udanego skoku Aleksandra Zniszczoła, ale pozostała szóstka fruwała na Hochfirstschanza jak na paradzie. Dość powiedzieć, że przed kończącym serię skokiem Halvora Egnera Graneruda czwórka Polaków zajmowała miejsca od pierwszego do czwartego, w kolejności: Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Andrzej Stękała. Do tego Jakub Wolny był dziewiąty. Trzech z nich doleciało do 143 m, co dla reszty pucharowego świata było niemal nieosiągalne.
Granerud w rywalizacji czterech Polaków na jednego Norwega spisał się jednak dobrze, skok na odległość 137,5 m pozwolił mu wcisnąc się między Stocha I Żyłę, na trzecie miejsce. W sumie pierwsza kolejka wyglądała jednak jak spełniony sen polskiego kibica – pięciu naszych w pierwszej dziesiątce, widok podium pod skocznią wypełnionego wyłącznie skoczkami pod flagą biało-czerwoną – rysował się sam.
W finałowej serii do rywalizacji mocniej włączył się wiatr, trochę zamieszał w klasyfikacji, ale polskich przewag przesadnie nie zmniejszył, na 11. miejsce zepchnął jednak Jakuba Wolnego i na siódme Kubackiego. Zwycięstwo pozostało w polskich rękach, decydujący skok Kamila Stocha – 144 m – znów był jednym z tych, które warto pokazywać młodzieży trenującej skoki narciarskie jako wzór. Granerud był drugi – młody Norweg wyraźnie się uspokoił i efekty są pozytywne. W sobotę był tak naprawdę jedynym, który wytrzymał napór Polaków.
– Pewne trudności jak zawsze były, musiałem zmierzyć się pozycją najazdową i odmiennymi torami, ale ten ostatni skok był świetny, trochę szczęścia też miałem. Szkoda mi Dawida, w pełni zasłużył na podium, jeśli nie na zwycięstwo, ale co się odwlecze, to nie uciecze – mówił zwycięzca do kamer Eurosportu.