To było lepsze niż najlepsze życzenia na Nowy Rok: kilka minut spędzone na tle planszy, na której podczas konkursów ustawia się aktualnego lidera. Adam Małysz stał tam po swoim skoku na 124,5 m, zanim nie zepchnął go z prowadzenia Jakub Janda. Przez ostatnie miesiące Małysz zapomniał już jak smakują takie drobne przyjemności.

Kwalifikacje były loteryjne, wiatr zrywał się i cichł, wielu skoczków zepchnął bardzo nisko (Martina Schmitta na 15., Thomasa Morgensterna na 17. miejsce), ale to nie pogodzie Polak zawdzięcza powrót do pierwszej dziesiątki. W dwóch seriach treningowych lądował na podobnych miejscach, raz na 9. raz na 11. Wreszcie ustabilizował formę, wrócił mu dobry humor, z błyskiem w oku opowiadał o wczorajszych treningach w Oberstdorfie. W Nowy Rok w serii KO zmierzy się z niemieckim mistrzem świata juniorów Andreasem Wankiem, którego do sukcesu w MŚ doprowadził Heinz Kuttin, były trener Adama.

W pierwszej trzydziestce był jeszcze jeden Polak, Kamil Stoch, a Piotr Żyła tuż za nią, na 31. miejscu (odpadł tylko Marcin Bachleda). Stoch przyjechał na turniej dopiero po konkursie w Oberstdorfie, wezwany gdy okazało się, że Łukasz Rutkowski skacze źle. Skoczył 121 metrów, jutro zmierzy się z Ilią Rosliakowem, który miał dziś identyczną jak on odległość i notę, a Żyła (120 m) z Japończykiem Daiki Ito.

Niesamowite były dzisiaj skoki rekordzisty nowej skoczni w Ga-Pa Gregora Schlierenzauera. Austriak, na razie czwarty w Turnieju Czterech Skoczni, wygrał oba treningi i kwalifikacje. W tych ostatnich miał 135 metrów, czyli aż o sześć więcej niż Fin Harri Olli, który zajął drugie miejsce. Wicelider turnieju Wolfgang Loitzl zajął trzecie miejsce, a Simon Ammann w ogóle nie wyszedł na belkę. Po dwóch trzecich miejscach podczas treningu lider Pucharu Świata i TCS wolał rzucić Schlierenzauerowi inne wyzwanie: kto lepiej wytrzyma w Nowy Rok wojnę nerwów. W ostatniej parze dwóch najpoważniejszych kandydatów do wygrania turnieju zmierzy się ze sobą. W takich sytuacjach nigdy nie wiadomo, czy to ze strony wycofującego się deklaracja wiary w siebie, czy maskowanie niepewności. Może jednak sprawdzą się słowa trenera Austriaków Alexandra Pointnera, że w Oberstdorfie można przegrać turniej, ale nikt go tam jeszcze nie wygrał.