Spotkanie, przeniesione z 19 maja, miało się rozpocząć we wtorek o godz. 18.00. W pierwotnym terminie odjechanie meczu uniemożliwiły warunki pogodowe. Przy drugim podejściu również opady deszczu pokrzyżowały plany, chociaż na torze rozłożona była plandeka ochronna. Arbiter spotkania zdecydował o przełożeniu godziny rozpoczęcia meczu aż do ustania opadów. To nastąpiło kwadrans po godz. 19.00. Wtedy na torze pojawiły się ekipy techniczne, które ściągnęły plandekę i przy pomocy specjalistycznego sprzętu starały się ubić i wyrównać tor.
Próba toru miała rozpocząć się o godz. 20.30. Ostatecznie udało się to dopiero po 21.00, ale wzięło w niej udział tylko dwóch zawodników gospodarzy. Drużyna z Grudziądza odmówiła wyjechania na tor, z powodu zastrzeżeń co do jego stanu.
PGE Ekstraliga. Obustronny walkower w meczu Stal Gorzów — GKM Grudziądz
- Tor jest delikatnie wymagający. Dobrze mi się jechało, ale nie wiem, jak to będzie w czterech, bo jechałem sam. Są takie miejsca, że jest twardo i nagle jest przyczepnie. Krawężnik jest "plastelinowy". Myślę, że dobrze się jechało, motocykla mi nie stawiało — mówił po zjechaniu z próby toru Jakub Miśkowiak ze Stali Gorzów, w rozmowie z Canal+ Sport. Jego klubowy kolega Szymon Woźniak podkreślał z kolei, że jest "różnica między próbą toru samemu, a ściganiem się w czterech, tym bardziej gdzie newralgicznym miejscem niestety jest wejście w pierwszy łuk". - Tam najwięcej tej wody podciekło pod plandekę i to jest fragment bardzo przyczepny. Można odnieść wrażenie, że jechaliśmy z Kubą płynnie, ale tak naprawdę omijaliśmy ten newralgiczny punkt, bo musieliśmy go omijać. Jeździliśmy z najazdu, nie jechaliśmy ze startu. W sytuacji, w której wystartujemy w czterech spod taśmy, zawodnik z pierwszego pola może mieć duże problemy ze złożeniem się w łuk - powiedział jeden z liderów Stali.
Czytaj więcej
Duńczyk Mikkel Michelsen zwyciężył w Landshut w Grand Prix Niemiec na żużlu, godząc w finale Bartosza Zmarzlika i jego dwóch klubowych kolegów z Mo...
Po próbie toru kibice na decyzję sędziego musieli czekać kolejne kilkadziesiąt minut. Tuż przed godz. 22.00 arbiter spotkania Michał Sasień poinformował przed kamerą Canal+ Sport, że mecz nie zostanie rozegrany i ogłosił obustronny walkower. - Tor oceniłem jako trudny, aczkolwiek regulaminowy. W mojej ocenie i z tego co wiem w ocenie zawodników był on regulaminowy, ale trudny. (...) Po próbie toru rozmawiałem też z kapitanami drużyn, rozmawiałem też z Szymkiem Woźniakiem, który uczestniczył w próbie toru i który potwierdził, że tor jest generalnie trudny, aczkolwiek z jazdą nie miał problemów. Jakub Miśkowiak też to potwierdził. Minęło 10-15 minut, po czym okazało się, że jednak obie drużyny zgodnie zaczęły twierdzić, iż tor jest niebezpieczny i że odmawiają - z naciskiem na odmawiają - jazdy w dzisiejszym meczu. Poprosiłem o oświadczenia o tym na piśmie. W związku z tym zostaje podjęta decyzja o obustronnym walkowerze — tłumaczył, wywołując konsternację nawet u rozmawiającego z nim reportera.
- Tor w mojej ocenie i ocenie komisarza toru jest trudny, ale regulaminowy — podkreślił jeszcze raz Sasień. - Podmiot zarządzający potwierdzi wynik w osobnym komunikacie - dodał.
- Mnie już powoli przestaje bawić ta zabawa w ten cały żużel, który jest coraz bardziej brudny i zawiły. To jest wielka porażka całego naszego środowiska żużlowego — przyznał po chwili Stanisław Chomski, trener Stali Gorzów. Kibice, którzy przyszli na mecz na stadion im. Edwarda Jancarza w Gorzowie, spędzili na nim na próżno cztery godziny.
To nie pierwsza kontrowersja w ostatnich latach, dotycząca przygotowania torów do zawodów. Np. w zeszłym roku dwukrotnie odwoływana była runda Indywidualnych Mistrzostw Polski w Krośnie — finalnie turniej odbył się w Łodzi. Wcześniej krośnieński owal po przerwaniu jednego z meczów miał zawieszoną licencję.