Udało się to sześciotygodniowe amerykańskie tourneé?
Agnieszka Radwańska:
Trzeba oceniać prosto: ćwierćfinał w Indian Wells dobrze, start w Miami niestety nie. Kiedy przyjechałam na Florydę, źle mi się grało. Nie czułam kortu, może tam była trochę inna nawierzchnia, ale tak czy siak, powinnam była zagrać lepiej. W dwóch turniejach na amerykańskich zielonych kortach ziemnych też było ciężko. Dziwna sprawa: nawierzchnia w Charleston była nawet wolniejsza, niż mączka w Polsce, do tego dochodziły miękkie piłki, po dwóch gemach jakby pęknięte i jeszcze deszcz. Umęczyłam się.
Dochodziła tęsknota za domem?
Najbardziej tęskniłam za domową normalnością, hotele i restauracje są dla mnie wszystkie takie same. Podczas tak długich wyjazdów chce się zwyczajnie posiedzieć chwilę na własnej domowej kanapie, o niczym nie myśleć, to zupełnie inne uczucie, niż w obcym hotelu po meczu.