Kiedy Radwańska i Korytcewa (65. WTA) wychodziły na kort nr 3, było parno i padał deszczyk. Przez całego seta nic się nie zmieniło – one grały, a publiczność otwierała i zamykała parasole. Ani przez chwilę nie ulegało wątpliwości, że prawie wszyscy widzowie przyszli dla Agnieszki, tylko ją dopingowano, tylko jej udane zagrania nagradzano oklaskami.
Zawodniczka odwdzięczyła się tak, jak powinna – objęła prowadzenie 4:1, a potem 5:2 i zadawaliśmy sobie jedno pytanie: czy 15. tenisistka świata zdąży wygrać seta, a może nawet mecz, przed deszczem? Nie zdążyła, mało tego, roztrwoniła prawie całą przewagę, nie wykorzystała trzech setboli. Gdy w końcu zeszły z kortu, było już tylko 5:4 dla Polki. Serwowała Korytcewa i przy stanie 40-40 deszcz był już zbyt duży, by grać dalej.
Ukrainka to nie jest zawodniczka finezyjna, nie ma nawet połowy talentu Radwańskiej, jej tenis jest przejrzysty, a gra dość prosta do skontrowania, pod warunkiem że Korytcewa musi biegać po korcie. Dopóki to się udawało, nie było wątpliwości, kto zwycięży. Ukrainka bardzo późno zauważyła, że należy atakować drugi serwis Radwańskiej, ale kiedy to już do niej dotarło, przy stanie 3:5 zagrała dwa masakrujące returny i przełamała podanie Polki.
Oglądający ten mecz Wojciech Fibak zwracał uwagę, że Agnieszka musi mieć czas, by się przyzwyczaić do zupełnie innych kortów ziemnych niż w Stambule, do deszczu i mokrych piłek. To wszystko prawda i długo się wydawało, że Korytcewa to dobry przeciwnik, by ta adaptacja przebiegała łagodnie, ale niestety przyjemny spacer w deszczu zamienił się w nerwową wyprawę w nieznane. Informacja istotna dla Radwańskiej. Jeśli pokona Korytcewą, w drugiej rundzie jej rywalką będzie 25-letnia Chorwatka Jelena Pandzić (189. WTA), która wygrała z Francuzką Severine Bremond.
Pandzić do turnieju głównego dostała się po eliminacjach, Bremond dzięki dzikiej karcie, pod względem sportowym wielkiej różnicy między nimi zapewne nie ma, ale Polce powinna wystarczyć perspektywa spotkania innej Francuzki – Alize Cornet w trzeciej rundzie. Choć na razie wybieganie tak daleko w przyszłość nie bardzo ma sens, bo najpierw trzeba wygrać pierwszy mecz.