Z deszczem w tle

Agnieszka Radwańska nie dokończyła meczu pierwszej rundy z Ukrainką Marią Korytcewą. Polka prowadzi 5:4. Dalszy ciąg powinien nastąpić dziś

Aktualizacja: 27.05.2008 03:11 Publikacja: 26.05.2008 18:27

Z deszczem w tle

Foto: AFP

Kiedy Radwańska i Korytcewa (65. WTA) wychodziły na kort nr 3, było parno i padał deszczyk. Przez całego seta nic się nie zmieniło – one grały, a publiczność otwierała i zamykała parasole. Ani przez chwilę nie ulegało wątpliwości, że prawie wszyscy widzowie przyszli dla Agnieszki, tylko ją dopingowano, tylko jej udane zagrania nagradzano oklaskami.

Zawodniczka odwdzięczyła się tak, jak powinna – objęła prowadzenie 4:1, a potem 5:2 i zadawaliśmy sobie jedno pytanie: czy 15. tenisistka świata zdąży wygrać seta, a może nawet mecz, przed deszczem? Nie zdążyła, mało tego, roztrwoniła prawie całą przewagę, nie wykorzystała trzech setboli. Gdy w końcu zeszły z kortu, było już tylko 5:4 dla Polki. Serwowała Korytcewa i przy stanie 40-40 deszcz był już zbyt duży, by grać dalej.

Ukrainka to nie jest zawodniczka finezyjna, nie ma nawet połowy talentu Radwańskiej, jej tenis jest przejrzysty, a gra dość prosta do skontrowania, pod warunkiem że Korytcewa musi biegać po korcie. Dopóki to się udawało, nie było wątpliwości, kto zwycięży. Ukrainka bardzo późno zauważyła, że należy atakować drugi serwis Radwańskiej, ale kiedy to już do niej dotarło, przy stanie 3:5 zagrała dwa masakrujące returny i przełamała podanie Polki.

Oglądający ten mecz Wojciech Fibak zwracał uwagę, że Agnieszka musi mieć czas, by się przyzwyczaić do zupełnie innych kortów ziemnych niż w Stambule, do deszczu i mokrych piłek. To wszystko prawda i długo się wydawało, że Korytcewa to dobry przeciwnik, by ta adaptacja przebiegała łagodnie, ale niestety przyjemny spacer w deszczu zamienił się w nerwową wyprawę w nieznane. Informacja istotna dla Radwańskiej. Jeśli pokona Korytcewą, w drugiej rundzie jej rywalką będzie 25-letnia Chorwatka Jelena Pandzić (189. WTA), która wygrała z Francuzką Severine Bremond.

Pandzić do turnieju głównego dostała się po eliminacjach, Bremond dzięki dzikiej karcie, pod względem sportowym wielkiej różnicy między nimi zapewne nie ma, ale Polce powinna wystarczyć perspektywa spotkania innej Francuzki – Alize Cornet w trzeciej rundzie. Choć na razie wybieganie tak daleko w przyszłość nie bardzo ma sens, bo najpierw trzeba wygrać pierwszy mecz.

Na korcie centralnym grał wczoraj zawodnik, którego kariera wydawała się już zakończona – Argentyńczyk Guillermo Coria. Jego życie to filmowa historia – wielki talent, awans do elity, dyskwalifikacja za doping, fantastyczny finał Roland Garros w roku 2004 (porażka z rodakiem Gastonem Gaudio), a potem kontuzje, nerwowe załamanie i prawie żadnej nadziei na happy end. Ale Coria wrócił i znów grał w Paryżu na centralnym korcie, choć jeszcze niedawno szło mu średnio we włoskich challengerach.

– Dopiero w ubiegłym tygodniu poczułem się znowu jak zawodowy tenisista. Na razie na wiele z mojej strony nie możecie liczyć, ale poczekajcie do przyszłego roku... – obiecuje Argentyńczyk.

Jeśli miałby wrócić dawny Coria, cudowny gracz-motyl, który biegał po korcie, jakby nie dotykając ziemi, to czekać warto, ale prawdę mówiąc, szansa, że zobaczymy jeszcze kiedyś takiego Guillermo jak w Sopocie, gdzie wygrywał siedem lat temu, jest niewielka. Solidniejsi psychicznie od niego, np. Juan Carlos Ferrero i Lleyton Hewitt, nie byli w stanie wrócić na szczyt, w ostatnią niedzielę pożegnał się z tenisem schorowany Gustavo Kuerten.

Im się nie udaje, dlaczego Coria miałby być wyjątkiem? Kiedy wczoraj przegrywał z Hiszpanem Tommym Robredo, publiczność pożegnała go ciepło, ale były to chyba ostatnie brawa dla Argentyńczyka na wielkiej scenie.

Marta Domachowska (73. WTA) zaczyna dziś turniej od meczu z 33-letnią Rossaną de los Rios. O tenisistce z Paragwaju do niedawna można było przeczytać przede wszystkim jedno dyżurne zdanie: to jedyna matka w światowej czołówce.

Gdy to się zmieniło, bo dziecko urodziła dużo sławniejsza Lindsay Davenport, de los Rios, by o niej wspomniano, musi już liczyć tylko na swoje sportowe atuty, a tych nie ma w nadmiarze. Aż dziw, że w ogóle wróciła do tenisa po tym, gdy przez cztery lata (1995 – 1998) nie grała wcale (córkę urodziła w roku 1997, ojcem dziecka jest zawodowy piłkarz Gustavo Neffa).

Po wznowieniu kariery sportowe życie Rossany to falowanie i spadanie: to zyskuje, to traci prawo gry w cyklu WTA. Dla Domachowskiej jest to mecz o poważną stawkę. Nawet jedno zwycięstwo w Paryżu da jej awans w okolice 60. miejsca rankingu WTA, a to może oznaczać prawo gry na igrzyskach w Pekinie.

Jeśli chodzi o przewidywanie tego, co zdarzy się w turnieju Roland Garros w najbliższych dniach, trzeba jednak być ostrożnym, bo na dziś zapowiadają burzę, a na jutro deszcz. Wieloletnie doświadczenie wskazuje, że mają tu uczciwe meteo: jak mówią, że będzie lało, to zwykle leje.

MĘŻCZYŹNI: R. Federer (Szwajcaria, 1) – S. Querrey (USA) 6:4, 6:4, 6:3; T. Berdych (Czechy, 11) – R. Smeets (Australia) 6:1, 6:0, 6:0; T. Robredo (Hiszpania, 12) – G. Coria (Argentyna) 5:7, 6:4, 6:1, 6:4; S. Bolelli (Włochy) – M. Baghdatis (Cypr, 17) 6:2, 6:4, 6:2; F. Verdasco (Hiszpania, 22) – S. Ventura (Hiszpania) 4:6, 6:3, 6:4, 6:7 (6-8), 6:1; F. Gonzalez (Chile, 24) – P. Cuevas (Urugwaj) 6:3, 6:3, 6:1; W. Odesnik (USA) – G. Canas (Argentyna, 29) 7:6 (8-6), 7:6 (7-3), 7:6 (10-8); H. T. Lee (Korea Płd.) – J. Bjoerkman (Szwecja) 6:4, 6:4, 6:3; O. Hernandez (Hiszpania) – I. Minar (Czechy) 4:6, 7:6 (7-5), 6:3, 7:5; M. Granollers (Hiszpania) – M. Berrer (Niemcy) 6:3, 3:6, 6:2, 6:3; G. Garcia-Lopez (Hiszpania) – S. Roitman (Argentyna) 6:2, 6:4, 7:6 (7-5); N. Devilder (Francja) – Ch. Guccione (Australia) 6:4, 6:1, 6:4; P. Andujar (Hiszpania) – F. Volandri (Włochy) 6:7 (6-8), 6:2, 6:3, 6:3; M. Llodra (Francja) – O. Patience (Francja) 3:6, 7:6 (7-1), 6:3, 7:5; F. Serra (Francja) – S. Giraldo (Kolumbia) 6:4, 6:3, 6:2.

KOBIETY: J. Janković (Serbia, 3) – M. Niculescu (Rumunia) 7:6 (7: 3), 6:2; V. Williams (USA, 8) – T. Obziler (Izrael) 6:3, 4:6, 6:2; P. Schnyder (Szwajcaria, 10) – J. Byczkowa (Rosja) 6:3, 6:4; A. Szavay (Węgry, 12) – A. Morita (Japonia) 6:1, 4:6, 6:4; P. Cetkovska (Czechy) – A. Bondarenko (Ukraina, 23) 6:3, 6:0; K. Knapp (Włochy, 32) – M. Mueller (Niemcy) 6:0, 6:4; A. Pawluczenkowa (Rosja) – M. A. Salerni (Argentyna) 6:1, 6:1; E. Loit (Francja) – Yan Zi (Chiny) 1:6, 6:4, 8:6; T. Bacsinszky (Szwajcaria) – T. Paszek (Austria) 1:6, 6:3, 6:3; G. Dulko (Argentyna) – S. Errani (Włochy) 6:4, 4:6, 7:5; J. Pandzić (Chorwacja) – S. Bremond (Francja) 4:6, 6:3, 6:2; A. Radwańska (Polska, 14) – M. Korytcewa (Ukraina) 5:4, 40-40 w chwili przerwania spotkania.

RYWALE I RYWALKI POLSKICH DEBLI:

M. Fyrstenberg, M. Matkowski (11) – J. Levinski, D. Skoch (Czechy);L. Zovko (Chorwacja), Ł. Kubot – J. Tipsarević, V. Troicki (Serbia); A. Radwańska, U. Radwańska – A. Medina Garrigues, V. Ruano Pascual (Hiszpania, 10); M. Domachowska, A. Rosolska – Chunmei Ji, Shengnan Sun (Chiny); M. Jugić-Salkić (Bośnia), K. Jans – C. Black, L. Huber (Zimbabwe, USA, 1).

Kiedy Radwańska i Korytcewa (65. WTA) wychodziły na kort nr 3, było parno i padał deszczyk. Przez całego seta nic się nie zmieniło – one grały, a publiczność otwierała i zamykała parasole. Ani przez chwilę nie ulegało wątpliwości, że prawie wszyscy widzowie przyszli dla Agnieszki, tylko ją dopingowano, tylko jej udane zagrania nagradzano oklaskami.

Zawodniczka odwdzięczyła się tak, jak powinna – objęła prowadzenie 4:1, a potem 5:2 i zadawaliśmy sobie jedno pytanie: czy 15. tenisistka świata zdąży wygrać seta, a może nawet mecz, przed deszczem? Nie zdążyła, mało tego, roztrwoniła prawie całą przewagę, nie wykorzystała trzech setboli. Gdy w końcu zeszły z kortu, było już tylko 5:4 dla Polki. Serwowała Korytcewa i przy stanie 40-40 deszcz był już zbyt duży, by grać dalej.

Pozostało jeszcze 87% artykułu
Tenis
Hubert Hurkacz nie zagra w domu. Wycofał się z turnieju w Monte Carlo
Tenis
Iga Świątek potrzebuje więcej balansu i treningów. Nie zagra w Radomiu
Tenis
Długi cień Jannika Sinnera. Trwa bezkrólewie w męskim tourze
Tenis
Jasmine Paolini zmienia trenera. Razem wspięli się na szczyt
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Tenis
Jakub Mensik wygrywa w Miami. Nowe pokolenie w natarciu