Być może niejeden polski kibic miał dylemat, za kogo trzymać kciuki w sobotnie popołudnie. Nie było jednak wątpliwości, że podczas tego półfinału uśmiechali się szeroko wszyscy fani tenisa.
Dożyliśmy czasów, gdy dwie Polki rywalizują ze sobą o finał turnieju WTA najwyższej rangi. To było bardzo miłe uczucie, którego dotąd nie znaliśmy. Jeszcze przyjemniejsza była świadomość, że w finale ostatniego w tym roku „tysięcznika" będziemy mieli naszą rodaczkę. Jakby mało było polskich akcentów, to do sędziowania spotkania wyznaczono Martę Mrozińską, która pod koniec 2024 r. uzyskała – jako druga Polka – „złotą blachę", czyli najwyższe odznaczenie wśród arbitrów tenisowych.
Chwalińska – Świątek. Starcie dwóch tenisowych stylów
Chwalińska i Świątek osiągały wspólnie sukcesy w deblu jako juniorki (m.in. finał Australian Open 2017), ale nie miały okazji ze sobą rywalizować, bo ich kariery potoczyły się różnymi drogami. Mierzyły się ze sobą tylko raz, jednak nie w cyklu WTA Tour. W 2016 r., w 1/8 finału turnieju ITF w Sztokholmie, zwyciężyła Iga (6:2, 6:3).
Czytaj więcej
Iga Świątek pokonała Amerykankę Ann Li 6:4, 6:1 i w sobotnie popołudnie powalczy z Mają Chwalińską o awans do finału turnieju w Wuhan. Szykuje się...
Dekadę później Świątek jest sześciokrotną mistrzynią wielkoszlemową, a Chwalińska rozgrywa sezon życia. Awansowała do finału Roland Garros i przebojem weszła do tenisowej elity.
– Bardzo się cieszę z sukcesów Mai. W tym roku udoskonaliła swoją grę – Świątek nie szczędziła pochwał swojej przyjaciółce. – Iga to niezwykła mistrzyni, wygrała prawie wszystko. Dla mnie to będzie zaszczyt i przywilej dzielić z nią kort – przyznała Chwalińska.
To było zderzenie dwóch różnych stylów. Finezyjnej kombinacyjnej gry Chwalińskiej oraz intensywnego, spychającego rywalki do defensywy tenisa w wykonaniu Świątek.
Kontuzja Igi Świątek. Czy ma jeszcze szansę na WTA Finals?
Lepiej ten pojedynek zaczęła Iga, ale to Maja jako pierwsza uzyskała przełamanie i wyszła na prowadzenie 3:2. Oglądaliśmy bardzo wyrównany mecz, stojący na wysokim poziomie, więc chwilę później to Iga doprowadziła do przełamania powrotnego, a potem wygrała drugiego gema z rzędu i znów przejęła inicjatywę, po raz drugi przełamując Chwalińską.
Czytaj więcej
Hubert Hurkacz doczekał się pierwszego zwycięstwa nad Novakiem Djokoviciem. Polak wygrał 6:4, 6:3 z byłym liderem światowego rankingu i awansował d...
Wydawało się, że to będzie kluczowy moment pierwszej partii. Ale Chwalińska nie odpuszczała, obroniła dwie piłki setowe i wykorzystała podwójny błąd serwisowy Świątek. Wygrała trzy gemy z rzędu i prowadziła 6:5, gdy Igę dopadł kryzys. Potrzebowała pomocy fizjoterapeutki, na jej twarzy pojawił się grymas bólu, a w oczach łzy. Zobaczyliśmy niepokojące obrazki, na szczęście Świątek wróciła jeszcze na kort z bandażem na udzie, choć widać było, że bardzo cierpi.
Efekt – przegrany 5:7 set i czarne myśli w głowie. Iga poszła do swojego sztabu, by się poradzić, co ma zrobić: zrezygnować czy zacisnąć zęby i grać dalej. Słyszeliśmy Macieja Ryszczuka, który mówił, by spróbowała jeszcze podjąć walkę, ale nie za wszelką cenę. Trudno się dziwić jej dylematom, skoro cały czas jest niepewna udziału w kończącym sezon turnieju WTA Finals (8-15 listopada w Indian Wells w Kalifornii).
Świątek nie chciała się poddać, ale walcząc z bólem, nie była w stanie przeciwstawić się Chwalińskiej, która dominowała i grając ze stoickim spokojem, zagwarantowała sobie awans do finału.
Maja pracuje na kolejny życiowy sukces. Wiadomo już, że po raz pierwszy w karierze rozpocznie tydzień w drugiej dziesiątce światowego rankingu (w klasyfikacji wirtualnej jest obecnie 12.). Idze odjeżdża niestety turniej mistrzyń. Teraz, by awansować do WTA Finals, musiałaby w praktyce triumfować zarówno w Ningbo, jak i w Tokio.
Wuhan. Rewelacyjna Sonay Kartal w finale
W drugim półfinale w Wuhan Jelena Ostapenko po długiej, zaciętej batalii i dwóch tie-breakach uległa 6:7 (9-11), 6:7 (5-7) Sonay Kartal. W obydwu partiach Łotyszka prowadziła 4:1, nie wykorzystała w sumie sześciu piłek setowych. Przegrała z własnymi nerwami, kłóciła się ze swoją psycholożką, kazała jej opuścić trybuny, ale to nic nie dało, bo Kartal rozgrywa turniej życia.
Czytaj więcej
Kończący się US Open ma się stać „tenisowym Disneylandem”. Niektórzy wzięli sobie chyba to za bardzo do serca. Zawodnicy zeszli na drugi plan, a ko...
25-letnia Brytyjka, klasyfikowana na 170. miejscu i wracająca po sześciomiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, wyeliminowała kolejno Anhelinę Kalininę (Ukraina), Belindę Bencic (Szwajcaria), Jasmine Paolini (Włochy), Elinę Switolinę (Ukraina) i wreszcie Ostapenko. Po raz pierwszy awansowała do finału tysięcznika. Dzięki temu przebije się w okolice 50. pozycji w rankingu.
Faworytką niedzielnego finału będzie Chwalińska, ale choćby ze względu na listę rywalek, które w Wuhan wyeliminowała Kartal, nie wolno jej lekceważyć.
Transmisja finału w niedzielę o 12.30 w Canal+ Sport 2