6:4, 4:6, 6:1, 6:1 - taki wynik dał Hubertowi Hurkaczowi awans do drugiej rundy US Open. Kontuzjowany Damir Dzumhur tylko w dwóch pierwszych gemach stawiał twarde warunki Polakowi, dwa kolejne oddał walcząc nie tylko z Hurkaczem, ale i z kontuzją.
Maja Chwalińska – Taylor Townsend. Pierwsza polska porażka w US Open
Kto interesuje się tenisem, musiał czekać na ten mecz z obawami. Wprawdzie Townsend to specjalistka od debla – trzykrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej i wiceliderka rankingu – ale niedawno, podczas Wimbledonu, napsuła krwi Idze Świątek, a w poniedziałkowy wieczór o jej sile przekonała się niestety Chwalińska.
Townsend najlepsze wyniki w singlowej rywalizacji wielkoszlemowej osiągała właśnie przed własną publicznością w Nowym Jorku. W 2019 i 2025 r. dotarła tu do czwartej rundy.
Chwalińska nigdy wcześniej nie grała w turnieju głównym US Open, ale sukces w Roland Garros otworzył przed nią drzwi na salony. Na razie nie skorzystała jednak z przywileju, jaki daje jej rozstawienie.
O ile w Londynie miała wyjątkowego pecha – przegrała nie tyle z mało znaną przeciwniczką z Tajlandii, co z kontuzją – to już w Nowym Jorku zderzyła się z siłą reprezentantki gospodarzy. Kilka dobrych momentów to było za mało, by pokonać solidną Townsend. Po godzinie i 18 minutach Maja pożegnała się z US Open. To był bolesny debiut na nowojorskich kortach, walkę zdołała nawiązać tylko w drugim secie.
– Mam takie motto: wyglądasz dobrze, czujesz się dobrze, grasz dobrze. Kiedy jestem odpowiednio przygotowana, to mogę pokonać każdego – opowiadała Amerykanka, która nie ukrywała, że z niecierpliwością czekała na US Open.
Dla Chwalińskiej, która po sukcesie w Paryżu wygrała tylko jeden z pięciu meczów, szybkie odpadnięcie z US Open może mieć konsekwencje w rankingu WTA (dziś jest 22.).