Po co dziś zawodowej tenisistce występy w drużynie narodowej?
To możliwość reprezentowania kraju oraz grania w imieniu kibiców – cenna zwłaszcza, gdy można to zrobić przed własną publicznością. A takie wsparcie potrafi zawodniczkę zbudować, mieliśmy sporo podobnych przykładów. Bywało, że tenisistka przyjeżdżała na zgrupowanie kadry w nienajwyższej formie, a po tygodniu spędzonym z drużyną i dobrym wyniku wracała do rywalizacji w tourze z zupełnie innym nastawieniem.
Czytaj więcej
Trener tenisowy w profesjonalnym cyklu nie ma wpływu na wszystko, co się dzieje z zawodnikiem, ale to on jest ostatecznie rozliczany za jego występ...
Kto tak miał?
Chociażby Magda Linette. Pamiętam, jak w 2020 r. po niezbyt udanym początku sezonu przyjechała w lutym do Luksemburga. Przegrała trzy z czterech poprzednich meczów, była podłamana. Zagrała jednak z kadrą dobry turniej, awansowaliśmy do fazy play-off i od razu po tym występie Magda poleciała do Tajlandii, gdzie zwyciężyła w Hua Hin. Zdołała się odbudować. Podobnie stało się w 2022 r. przy okazji finałów w Glasgow. Też miała wtedy trochę dość, była w lekkiej rozsypce, a wygrała z Madison Keys i Karoliną Pliskovą. Dwa miesiące później awansowała do półfinału Australian Open.
Mecze w reprezentacji raczej dodają skrzydeł, niż je podcinają?
Często dodają, choć wiem, że są też często dużym obciążeniem. Nikt nie chce zawieść drużyny ani kibiców. Każda zawodniczka daje z siebie wszystko, żeby pomóc, ale czasami może się przez to spalić. To wymagania inne od tych, z którymi tenisistki mają kontakt na co dzień. Uważam jednak, że przy odpowiednim podejściu można ze zgrupowania kadry dużo wynieść. Nigdy nie oceniamy zawodniczek przez pryzmat wyniku, bo wiemy, że na to składa się wiele czynników – także rywalka, która stoi po drugiej stronie siatki. Ważne jest to, jak tenisistki utożsamiają się z reprezentacją. Cenna jest sama obecność na zgrupowaniu, oddanie swojego czasu i zostawienie na korcie serducha, zdrowia. Końcowy rezultat to nie wszystko. Nie zawsze da się wygrywać.
Czytaj więcej
Zaskoczenia nie ma. To nazwisko przewijało się od początku w spekulacjach, ale teraz mamy już pewność. Wima Fissette'a w roli trenera Igi Świątek z...
Warto też pamiętać, że zespół to również zawodniczki numer trzy, cztery czy pięć, które są na zgrupowaniu, pracują, a później nie zawsze mają okazję wyjścia na kort…
Oczywiście. Zdarza się, że mamy na zgrupowaniu dziewczyny, które nawet nie powąchają kortu, a jednak cały czas pozostają do naszej dyspozycji. Trenują, pomagają w przygotowaniach i pracują na sukces drużyny. Podobnie jak wszyscy trenerzy oraz cały sztab szkoleniowy.
„To bardzo prestiżowa funkcja”. Dawid Celt o swojej pracy z reprezentacją Polski
Czym jest rola kapitana reprezentacji dla trenera?
To bardzo prestiżowa funkcja, która dla wielu jest spełnieniem marzeń. Bycie kapitanem mocno różni się od codziennej pracy z zawodnikiem. Podczas zgrupowania, jako osoba z doświadczeniem, jestem w stanie inaczej spojrzeć na pewne sprawy, wpuścić trochę innego powietrza. Obowiązki są jednak znacznie szersze. To nie tylko mecze, ale także czas pomiędzy zgrupowaniami. Rozmawiam wówczas z zawodniczkami, przekonuję do przyjazdu. To nie zawsze jest łatwa decyzja, bo w tenisistkach też jest dużo emocji: obaw, strachu.
Czego nauczył się pan przez osiem lat pracy z reprezentacją Polski?
Cierpliwości. I tego, że własne ego trzeba odłożyć na bok, odsunąć na dalszy plan. To czasami nie jest łatwe, bo mam w sobie dużo emocji, zwłaszcza gdy pewne rzeczy nie idą po mojej myśli. Zdarza się też, że coś, co jest dla mnie klarowne, nie musi być tak oczywiste dla zawodniczek. Muszę wtedy spojrzeć na sytuację z dystansem, trochę odpuścić.
Zarządzanie ego zawodniczek to duże wyzwanie?
Jest bardzo istotne, bo miejsca dla singlistek mamy w drużynie dwa, a chętnych często więcej. Sztuką jest tak zarządzić składem, żeby wszyscy byli zadowoleni. Decyzje zawsze podejmujemy przez pryzmat dobra drużyny.
Moim marzeniem było wyciągnięcie reprezentacji Polski z peryferiów i wprowadzenie jej na szczyt, co się udało, skoro zagraliśmy dwa lata temu w półfinale Billie Jean King Cup
Kiedy i na jakiej podstawie podejmuje pan decyzję w sprawie składu?
Mam swoje przemyślenia już przed rozpoczęciem zgrupowania. Zawsze sprawdzam i obserwuję, gdzie w poprzednim tygodniu grały zawodniczki, jak daleko doszły oraz kiedy do nas dołączą. Na ostateczną decyzję wpływa wiele czynników.
Jest pan kapitanem reprezentacji Polski od 2018 r., niedawno podpisał pan kontrakt na dwa kolejne sezony. Więcej było w tym czasie wzlotów czy upadków?
Bywały momenty lepsze oraz gorsze. Moim marzeniem było wyciągnięcie reprezentacji Polski z peryferiów i wprowadzenie jej na szczyt, co się udało, skoro zagraliśmy dwa lata temu w półfinale Billie Jean King Cup. Więcej: byliśmy stosunkowo blisko finału. Pokazaliśmy wówczas, że grając w najmocniejszym składzie, mamy spory potencjał jako drużyna. Bywały też oczywiście chwile trudniejsze. Są czasami takie mecze, gdzie nawet żadne trenerskie kombinacje nie pomogą. Nie mam czarodziejskiej różdżki. Aby rywalizować z najlepszymi, trzeba grać najmocniejszym składem, ale zawsze – nawet w najtrudniejszym położeniu – staramy się z każdego meczu wyciągnąć jak najwięcej, bo każde spotkanie jest ważne. Chcę to zaszczepić wszystkim dziewczynom, z którymi mam okazję pracować w reprezentacji Polski. Nie ma spotkań nieistotnych. Nawet jeśli wynik jest już przesądzony, musimy walczyć do końca.
Czytaj więcej
Iga Świątek zakończyła współpracę z trenerem Wimem Fissettem. Pod jego wodzą po raz pierwszy w karierze triumfowała w Wimbledonie, ale od września...
Kiedy wspomina pan mecz z Włoszkami w Maladze, przegrany 5:7, 5:7 w grze podwójnej, czuje więcej dumy czy niedosytu?
Wiem, że to wielki sukces oraz wynik historyczny, ale wiadomo, że po tamtym spotkaniu czułem niedosyt i rozczarowanie. Mieliśmy widoki na to, żeby zagrać w finale o tytuł ze Słowaczkami. Nasze szanse na spełnienie marzeń, czyli tytuł, byłyby realne. To jest jednak sport, nie ma w nim miejsca na gdybanie.
Billie Jean King Cup. Gdzie obejrzeć mecz Polska – Ukraina?
Wierzy pan, że Polska może wygrać Billie Jean King Cup?
Ta wiara mnie napędza. Spełnienie marzeń wymaga jednak wsparcia ze strony dziewczyn. Chciałbym, żebyśmy zebrali się w najmocniejszym składzie, rozegrali w takim zestawieniu cały sezon. Jeżeli chcemy osiągnąć cel, musimy o jego realizację zadbać wspólnie. Wtedy – przy odrobinie szczęścia – to może się udać.
Ukrainki przyjeżdżają do Gliwic w najsilniejszym składzie i będą piekielnie niebezpieczne
Tej wiosny, żeby awansować do finałów Billie Jean King Cup, musimy pokonać w Gliwicach reprezentację Ukrainy…
To duże wyzwanie. Przed nami rywalizacja z mocną drużyną, z którą zderzyliśmy się już rok temu w Radomiu. Ukrainki przyjeżdżają do Gliwic w najsilniejszym składzie i będą piekielnie niebezpieczne. Kilka miesięcy temu – podobnie jak my dwa lata temu w Maladze – były blisko zwycięstwa nad Włoszkami w półfinale. Elina Switolina mogła zamknąć tamten mecz już po spotkaniach singlowych. Prowadziła z Jasmine Paolini, ale nie potrafiła tamtej rywalizacji zakończyć. Teraz te same zawodniczki zagrają z nami. Mają klasowe singlistki oraz mocny debel. Ukraina to z pewnością jedna z najlepszych drużyn na świecie.
Mecz odbędzie się w nowym formacie. Panie – podobnie jak panowie w Pucharze Davisa – po dwóch spotkaniach singlowych pierwszego dnia, drugi rozpoczną od gry podwójnej. To ma znaczenie?
Zmiana regulaminu wpłynie na dynamikę meczu i zarządzanie drużyną. Inaczej prowadzi się zespół ze świadomością tego, że debel jest grany jako trzeci, bo każdy kapitan musi sobie odpowiedzieć na pytania, czy zawodniczka będzie w stanie po grze podwójnej od razu wystąpić w singlu. Każdy z nas będzie się tego uczył, reguły dla wszystkich są takie same.
Mecz Polska – Ukraina w PreZero Arenie Gliwice 10 kwietnia od 16.00 i 11 kwietnia od 12.00. Sprzedaż biletów trwa za pośrednictwem platformy eBilet. Transmisje w kanałach sportowych Polsatu