Czekaliśmy na ten moment od września zeszłego roku. To właśnie wtedy po raz ostatni Iga grała w półfinale turnieju WTA. Pokonała wówczas w Seulu Australijkę Mayę Joint, potem jeszcze Rosjankę Jekaterinę Aleksandrową i zapisała na swoim koncie kolejny triumf w karierze.

Nikt nie przypuszczał, że następnego turniejowego zwycięstwa Polki będziemy wypatrywać tak długo. W czwartek też musieliśmy uzbroić się w cierpliwość, bo przez opady deszczu w Rzymie mecz, zaplanowany na 20.30, rozpoczął się z blisko dwugodzinnym opóźnieniem. Najpierw swój pojedynek musieli dokończyć Rosjanin Daniił Miedwiediew i Hiszpan Martin Landaluce.

Iga Świątek – Elina Switolina. Bitwa o finał w Rzymie

Elina Switolina w półfinale w Rzymie znalazła się nieprzypadkowo. Rundę wcześniej wyrzuciła za burtę Jelenę Rybakinę, zwyciężczynię tegorocznego Australian Open.

– Po urodzeniu naszej pięknej córki, Skai, przeżywanie takich chwil na korcie jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Wrócić do pierwszej dziesiątki, rozegrać ważne spotkania i je wygrać – to daje mi niesamowite i niezwykle cenne poczucie, że jestem w stanie walczyć o więcej – opowiadała szczęśliwa Switolina po pokonaniu Kazaszki.

Iga dostała natomiast szansę na kolejny rewanż. Choć bilans meczów z Ukrainką miała korzystny (4–2), to poprzedniego pojedynku nie wspominała dobrze. W marcu przegrała ze Switoliną w ćwierćfinale Indian Wells.

Półfinał w Rzymie też zaczął się nie po jej myśli. Przegrywała już 1:3, ale to ją tylko zmotywowało do lepszej gry i odrobiła straty. Potem znów jednak na dwa gemy odskoczyła Switolina, stawiając Igę pod ścianą. Polka próbowała wrócić do gry, ale popełniła za dużo niewymuszonych błędów i ostatecznie uległa 4:6.

Drugiego seta Świątek rozpoczęła od prowadzenia 3:0, pokazując sportową złość. Oglądaliśmy kawał dobrego tenisa, bo Switolina nie zamierzała odpuszczać. To jednak Iga zwyciężyła 6:2 i czekała nas trzecia partia.

Mecz zaczął się jeszcze w czwartek, a skończył już w piątek. Minęła północ, kiedy Polka i Ukrainka wciąż toczyły zaciętą rywalizację o finał. Kluczowy był trzeci gem, wygrany przez Switolinę. Zamiast 1:2 zrobiło się 0:3. I choć Iga cały czas naciskała na rywalkę, wybić jej z rytmu nie zdołała. 

Switolina wygrała 6:2 i awansowała do finału. W sobotę zmierzy się z Coco Gauff. Amerykanka wyeliminowała rewelację tego turnieju Soranę Cirsteę (6:4, 6:3) i o trofeum w Rzymie powalczy drugi raz z rzędu. Rok temu poniosła porażkę z Włoszką o polskich korzeniach, Jasmine Paolini.

Transmisje w Canal+ Sport 2